Tezy MAK się nie bronią

Z Jackiem Sasinem, wiceszefem Kancelarii Prezydenta Lecha Kaczyńskiego,
rozmawia Paulina Jarosińska

Minęło 9 miesięcy od katastrofy smoleńskiej. Czas płynie, a wokół przyczyn
tragedii, wraz z pojawiającymi się informacjami ze śledztwa, narasta coraz
większy niepokój…

– Z każdym dniem wiemy coraz więcej i im więcej informacji spływa, tym więcej
stawiamy pytań o to, co w istocie stało się w Smoleńsku 10 kwietnia. Szczególnie
ostatnie doniesienia o tym, że kluczowe dokumenty, dowody w sprawie zaginęły lub
że np. zacięła się taśma i nic się na niej nie utrwaliło (jak próbują wmówić nam
Rosjanie), pozwalają czy wręcz każą postawić tezę, że Rosjanie mają coś do
ukrycia. Zapewnienia ze strony najwyższych przedstawicieli naszego państwa,
premiera Donalda Tuska czy prezydenta Bronisława Komorowskiego, że śledztwo jest
uczciwie i sprawnie prowadzone przez stronę rosyjską, były zapewnieniami bez
pokrycia. Pod wielkim znakiem zapytania stoi teza, że to był zwykły wypadek, w
dodatku z winy pilotów – jak chciał przekazać raport rosyjskiego
Międzypaństwowego Komitetu Lotniczego (MAK). Tej tezy nie da się już obronić.
Przecież widzimy wyraźnie, że wina leży po stronie smoleńskiej wieży kontrolnej,
tych, którzy naprowadzali samolot. Komendy, jakie otrzymywali polscy piloci,
były niezgodne ze stanem faktycznym. Mieli oni prawo wierzyć, że bezpiecznie
wylądują. Właśnie sprawa kontrolerów musi zostać wyjaśniona. Nie możemy dalej
być karmieni deklaracjami, że wszystko jest w porządku. Domagamy się po prostu
prawdy.

Pana zdaniem, rząd Donalda Tuska optymalnie wykorzystał ten czas, aby poznać
prawdę o okolicznościach tragicznego lotu w Smoleńsku?

– Oceniam działania rządu bardzo negatywnie. Już pierwsza decyzja premiera,
która była początkiem wszystkich problemów, czyli przekazanie całego śledztwa w
ręce Rosjan, była błędna. Pewnie nie dowiemy się na razie, czy była to decyzja
świadoma – czy premier zdawał sobie sprawę z konsekwencji jej podjęcia, czy może
narodziła się ona spontanicznie i została podjęta nieświadomie. Wbrew oczywistym
faktom premier będzie dalej z uporem powtarzał, że zrobił wszystko, co było w
jego kompetencjach, i że śledztwo zasadniczo również przebiega prawidłowo. Rząd,
o ile mi wiadomo, nie wspomaga prokuratury, która kieruje kolejne wnioski prawne
do strony rosyjskiej. Wnioski te w ogromnej większości pozostają bez
jakiejkolwiek reakcji. Nie ma nacisku ze strony rządu. Nie słyszałem, aby
premier Tusk jakoś specjalnie naciskał na premiera Putina, aby zostały
przekazane stronie polskiej materiały dowodowe, które już dawno powinny być u
nas. Rząd ucieka od tego problemu. Paradoksalnie jest w tym zachowywana
konsekwencja – premier na początku śledztwa umył ręce i dalej wyraża taką
postawę. Nie można jednak w nieskończoność uciekać – wątpliwości i niepokój są
już zbyt duże, by rząd mógł milczeć.

Posłowie Prawa i Sprawiedliwości wraz z wieloma warszawiakami co miesiąc
uczestniczą we Mszy Świętej w intencji ofiar katastrofy z 10 kwietnia. Składają
kwiaty pod Pałacem Prezydenckim i na Powązkach. Czy są szanse na to, że ofiary
katastrofy doczekają się w niedługim czasie godnego upamiętnienia na Krakowskim
Przedmieściu?

– Bardzo bym chciał, aby ofiary katastrofy na czele z prezydentem Lechem
Kaczyńskim zostały godnie upamiętnione w tym symbolicznym miejscu – w pobliżu
Pałacu Prezydenckiego. Patrząc jednak na wydarzenia ostatnich miesięcy, nie
widzę szans, aby do takiego upamiętnienia doszło. Widać ogromny lęk prezydenta
Bronisława Komorowskiego, rządu Platformy Obywatelskiej przed pamięcią o Lechu
Kaczyńskim – lęk dla mnie niezrozumiały. O czym on świadczy? Czy jest to lęk
przed legendą prezydenta i prawdą, próba wyparcia ze świadomości społecznej tej
prezydentury i tragicznego 10 kwietnia? My deklarujemy, że będziemy robić
wszystko, aby to upamiętnienie doszło do skutku, choć, jak powiedziałem, nie
żywię wielkiej nadziei, że nastąpi ono za kadencji obecnego rządu i prezydenta.

Dziękuję za rozmowę.

drukuj