Scenariusz „szturmu” na CBA

Czy Centralne Biuro Antykorupcyjne jest uwikłane w polityczną zależność od
rządu Platformy Obywatelskiej? O politycznej "czapie" nad CBA może świadczyć
chociażby osoba Macieja Klepacza, prywatnie przyjaciela ze studiów rzecznika
rządu Pawła Grasia.

W październiku ubiegłego roku twórca i pierwszy szef Centralnego Biura
Antykorupcyjnego Mariusz Kamiński decyzją premiera Donalda Tuska został odwołany
z zajmowanego stanowiska. To efekt ujawnienia przez CBA związków prominentnych
polityków Platformy Obywatelskiej, Zbigniewa Chlebowskiego i Mirosława
Drzewieckiego, z rekinami branży hazardowej i ich udziału w nielegalnym lobbingu
na jej rzecz. Nowym szefem CBA został dotychczasowy szef Centralnego Biura
Śledczego Paweł Wojtunik. Następcę Kamińskiego ma wprowadzić sekretarz kolegium
ds. służb specjalnych Jacek Cichocki. Jednak nie tylko nie wiadomo, jak będzie
przyjęty w instytucji od podstaw zbudowanej przez Kamińskiego, ale czy w ogóle
zostanie wpuszczony do budynku. Wchodzi więc w asyście oficerów Biura Ochrony
Rządu. Z nieoficjalnych informacji wiadomo nawet, że wcześniej jeden z BOR-owców
otrzymał zadanie dokonania rozpoznania, czy minister Cichocki wraz z nowym
szefem zostaną wpuszczeni do środka i nie będzie z tego powodu żadnych
komplikacji. – To śmieszna historia, ale oni myśleli chyba, że będziemy się tam
bronić – mówi jeden z byłych pracowników CBA. Co ciekawe, sam Paweł Wojtunik,
będąc funkcjonariuszem CBŚ, złożył swego czasu ofertę przejścia z policji do
pracy w CBA. Będąc skonfliktowany z Jarosławem Marcem, swym ówczesnym szefem,
przyszedł do Mariusza Kamińskiego z ofertą współpracy. Miał być nawet szefem
jednej z delegatur, jego dokonania jako policjanta były dobrze oceniane, ale
ostatecznie wyjechał do Londynu jako kandydat na oficera łącznikowego w Wielkiej
Brytanii. Gdy więc Cichocki przedstawił Wojtunika Kamińskiemu jako jego
następcę, odchodzący szef Biura oświadczył, że dobrze się znają. – Cichocki
przestraszył się, że przyprowadza do CBA zaufanego nominata Platformy, a ten zna
się z Kamińskim – opowiada były pracownik Biura. Centralne Biuro Antykorupcyjne
to instytucja stworzona od podstaw przez ludzi dotąd niezwiązanych ani z
policją, ani z innymi służbami specjalnymi III RP. Dziś kontrolowana przez
nominatów obecnego premiera i szefa Platformy Obywatelskiej Donalda Tuska.
Niewiele wiadomo o działaniach, jakie podejmują obecnie funkcjonariusze Biura.
Ostatnią spektakularną akcją było ujawnienie nieprawidłowości w tzw. kościelnej
komisji majątkowej. Jak jednak informują funkcjonariusze Biura, większość
materiałów dowodowych, które pozwalały na skierowanie sprawy do prokuratury,
oraz aresztowanie Marka P., byłego funkcjonariusza SB, który występował jako
pełnomocnik instytucji kościelnych w sprawach o zwrot majątku zagrabionego przez
komunistyczne władze, były przygotowane już przed rokiem. Warto więc przyjrzeć
się ludziom, którzy odpowiadają za kierowanie służbą, która wykryła jak dotąd
największą i do dziś niewyjaśnioną przez komisję sejmową, a tym bardziej
prokuraturę, aferę hazardową. Zdaniem byłego szefa CBA Mariusza Kamińskiego,
zdarzają się przypadki ściągania do CBA ludzi z policji, często również tych,
którym od lat przysługują świadczenia emerytalne. To – jak mówi się w środowisku
policyjnym – najlepszy sposób na dorobienie sobie do wyższej emerytury. Bo
najważniejsze jest, by przed odejściem na świadczenie wykazać się bardzo wysokim
dochodem, od podstawy którego naliczana jest potem mundurowa emerytura. To
podstawowa motywacja wielu z nich, w tym ludzi z kierownictwa tej instytucji –
wyjaśnia były pracownik CBA. Kamiński charakteryzuje Wojtunika jako człowieka,
"który będzie salutował każdej aktualnej władzy, który nigdy nie wejdzie w żaden
spór z aktualnie rządzącymi, będzie wykonywał ślepo polecenia". To bardzo surowa
ocena. Mówi się, że Donald Tusk, szukając odpowiedniej osoby do kierowania CBA,
zgodził się właśnie na byłego policjanta jako na osobę, która będzie mu
zawdzięczała bardzo wiele. – To ważna motywacja – podkreśla nasz rozmówca, osoba
związana z CBA. Według niego, od tej pory były policjant, który do tego momentu
pełnił jakąś kierowniczą rolę w policji, wszedł tak naprawdę do świata wielkiej
polityki. Jak zaznacza, szef CBA to jednak w jakiś sposób funkcja polityczna,
szczególnie teraz. – Został mianowany przez premiera w wyjątkowej sytuacji, a
więc tuż po ujawnieniu poważnej afery w łonie rządu. Chodziło o to, by w miejsce
Kamińskiego wsadzić kogoś, kto będzie jego przeciwieństwem. I tak też się stało
– podkreśla nasz rozmówca. Jak to w praktyce ma wyglądać? Jak mówi Kamiński,
dziś obecny szef Biura choć będzie oficjalnie twierdził: "Walczymy z korupcją,
ale korupcji na szczytach władzy już nie ma", ostatecznie jest skazany na
zajmowanie się drobnicą. Politycznym ogniwem zależności od PO jest pełniący
funkcję sekretarza Kolegium ds. Służb Specjalnych Jacek Cichocki. To on
wprowadził Wojtunika do CBA, nakreślił mu zadania podczas przejmowania tej
instytucji. Jacek Cichocki jako były dyrektor Ośrodka Studiów Wschodnich był
osobą, którą po nominacji bardzo dobrze oceniali politycy opozycji, z byłym
premierem Jarosławem Kaczyńskim i nieżyjącym już dziś Zbigniewem Wassermannem,
pełniącym w jego rządzie funkcję koordynatora ds. służb specjalnych. Dziś,
szczególnie po konfrontacjach przed sejmową komisją śledczą ds. afery hazardowej
oraz wobec całego kontekstu wyjaśniania katastrofy smoleńskiej oceny te są
raczej negatywne. Dlaczego jednak szef służby, który jest powoływany na całą
kadencję, miałby bać się i być zależny od politycznych nacisków szefa rządu i
jego partyjnego zaplecza? Zdaniem ludzi znających realia pracy w służbach
mundurowych, sprawa jest prozaiczna. To pieniądze. Przez kilka miesięcy Paweł
Wojtunik jedynie pełnił obowiązki szefa Biura, co w jakiś sposób stało się
bardzo mocnym argumentem w relacjach między szefem rządu a formalnie niezależnym
od niego szefem CBA. Szczególnie w tak delikatnym momencie, z jakim mieliśmy do
czynienia w październiku 2009 roku, gdy po ujawnieniu afery hazardowej opinia
publiczna dowiedziała się o kontaktach ministrów rządu Tuska z Sobiesiakiem. W
każdej chwili Wojtunik mógł zostać odwołany i zastąpiony przez kogoś innego.
Jeden z byłych funkcjonariuszy CBA jest zdania, że Wojtunik byłby w stanie
działać i funkcjonować samodzielnie, gdyby tylko chciał. Ale prawdopodobnie nie
ma takiej ambicji i poczucia misji. Jego pensja jest tak skonstruowana, że poza
uposażeniem szefa CBA ma premię oraz dodatek specjalny. – Te dwa ostatnie
elementy, będące istotną częścią jego dochodów, zależą od premiera – ocenia były
pracownik CBA, świetnie znający kulisy pracy tej instytucji. Tym bardziej że po
ostatniej nowelizacji ustawy o CBA dodatek specjalny również jest wliczany do
podstawy świadczenia emerytalnego. – Charakterystyczne jest też to, że kilku
funkcjonariuszy CBA, którzy dobrze go znali z czasów wspólnej pracy w CBŚ, jak
tylko dowiedziało się, że to on będzie moim następcą, natychmiast złożyło
wnioski o odejście ze służby – przypomina Kamiński. Nie mieli żadnych złudzeń co
do tego, co będzie się teraz działo w CBA.

Kolega ze studiów

Na zastępcę szefa Centralnego Biura Antykorupcyjnego kilka miesięcy temu
mianowany został były funkcjonariusz Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego Maciej
Klepacz. Nie jest kojarzony z jakąś konkretną grupą ani z byłego UOP, ani tym
bardziej byłych pracowników PRL-owskiego MSW. To osobisty przyjaciel rzecznika
rządu Pawła Grasia ze studiów. – Znamy się jeszcze z czasów działalności
opozycyjnej w latach 80. Jednak od tych czasów nie utrzymywałem z nim kontaktów
towarzyskich – tłumaczy Paweł Graś. Odpiera też zarzut, że poprzez tę znajomość
CBA jest dziś instytucją politycznie kontrolowaną przez polityków Platformy. –
Równie dobrze można taki sam zarzut sformułować wobec Mariusza Kamińskiego i
jego kolegów, którzy w jego czasach kierowali CBA i byli jego dobrymi znajomymi
z działalności politycznej – przekonuje rzecznik rządu. Tuż po przejęciu władzy
przez Platformę Obywatelską Graś przez pewien czas pełnił funkcję pełnomocnika
rządu ds. bezpieczeństwa i koordynatora ds. służb specjalnych. Wtedy postanowił
ściągnąć Klepacza najpierw do kancelarii premiera jako swojego doradcę. –
Przedstawił mi go wówczas jako swojego przyjaciela jeszcze z czasów studenckich,
do którego ma pełne zaufanie – mówi w rozmowie z "Naszym Dziennikiem" Mariusz
Kamiński. Zdaniem byłego szefa CBA, Platforma ma w jego osobie swojego
człowieka, politycznie umocowanego i jednocześnie blisko towarzysko związanego z
Grasiem. – To taki dodatkowy rządowy bezpiecznik w tej instytucji – podkreśla
jeden z naszych rozmówców. Chodzi o to, by sprawy politycznie niewygodne nie
stały się źródłem dodatkowych kłopotów dla rządu. – Robi się to w bardzo prosty
sposób. Jeśli zdobywamy informację, która rokuje ciekawy rozwój sprawy, ale jest
politycznie niebezpieczna, to w nieskończoność odsyła się ją do pogłębienia, aż
w końcu sprawa umiera śmiercią naturalną, traci na aktualności. Jest wiele
sposobów na to, by ukręcić jej łeb – podkreśla.

Maciej Walaszczyk

drukuj