Święta bez prądu i w strachu przed powodzią

Odwilż, podniesione stany rzek, zatory lodowe, a gdzie indziej intensywne
opady śniegu, oblodzone linie energetyczne i trakcje kolejowe spowodowały, że
nie dla wszystkich minione święta były radosne. Zagrożenie powodzią i brak prądu
to nie jedyne utrudnienia, bo zima i gołoledź na drogach dały się we znaki także
kierowcom.

Na Pomorzu głównie na terenach wiejskich, ale także w Wejherowie, Kartuzach,
Tczewie czy Starogardzie Gdańskim na skutek awarii ponad 20 tysięcy odbiorców
przez trzy świąteczne dni pozostawało bez prądu. Łamiące się pod ciężarem śniegu
i lodu drzewa i gałęzie pozrywały nie tylko sieci średniego i niskiego, ale
także wysokiego napięcia. Energetycy starali się usuwać na bieżąco awarie, ale
ich rozmiar, a także trudny w dostępie teren nie zawsze pozwalały na szybkie
podłączanie do sieci kolejnych odbiorców. Brak prądu sprawił, że wiele gospodyń
nie zdążyło z przygotowaniem świątecznych potraw. W takich warunkach trudno było
świętować. Do sieci podłączane wczoraj były kolejne stacje transformatorowe.
Spośród nieczynnych wczoraj rano 75, w południe nie działało już tylko 47
stacji. Opady marznącej mżawki utrudniały nie tylko ruch komunikacyjny na
drogach, ale osadzający się lód na trakcjach elektrycznych utrudniał ruch
kolejowy, powodując kolejne w ostatnich tygodniach opóźnienia na wielu trasach.
Najgorzej było w północno-zachodniej części kraju. Mimo zaangażowania ok.
tysiąca pracowników kolei do odladzania trakcji wielu pasażerów spędziło
pierwszy dzień świąt zamiast z rodzinami przy świątecznym stole, w często
nieogrzewanych pociągach. W kilku przypadkach konieczne było wykorzystanie do
przewozów lokomotyw spalinowych. Awaria urządzeń sterujących dotknęła też
Dworzec Wschodni w Warszawie, dlatego podróżnych kierowano na Dworzec
Śródmieście.
Nad Notecią w Wielkopolsce i nad Odrą w woj. zachodniopomorskim dla wielu
mieszkańców nie były to ani wesołe, ani spokojne święta. W Wieleniu w
Wielkopolsce na skutek roztopów i niedrożności rzeki spiętrzonej krą lodową woda
zalała szereg piwnic, ale jej poziom wciąż się podnosił, zagrażając mieszkańcom.
Na szczęście obyło się bez ewakuacji. Nie lepiej sytuacja wyglądała w Krajniku
Dolnym nad Odrą w woj. zachodniopomorskim, gdzie na skutek lodowego zatoru woda
podmyła domy, a zalaniem zagrożonych było setki kolejnych gospodarstw. Dodatkowo
w okolicy ponad 5 tysięcy osób nie miało prądu. Sporo pracy w świąteczne dni
mieli strażacy, przepompowując wodę z powrotem do rzeki, ale walka z żywiołem
przypominała syzyfową pracę, bo zjawisko tzw. cofki, kiedy wody, zwłaszcza
małych dopływów, na skutek podwyższonego nurtu rzeki głównej cofały się, płynąc
pod prąd. Wczoraj mróz zahamował topnienie lodu, tamując tym samym przyrost wód.

 

Mariusz Kamieniecki

drukuj