Polsce pod choinkę
Jaka będzie nasza polska Wigilia 2010 roku? Wielu rodaków zabraknie przy
naszych stołach. Ciężko będzie nam patrzeć na puste miejsca. Ale pojawią się
treści i symbole, które są zaprzeczeniem jakiegokolwiek smutku. Oto rodzi się
Nadzieja.
Jak szczęśliwym jesteśmy Narodem, że wszystkie wigilijne treści, symbole
chwytamy w lot. Przyjmujemy je wciąż tak świeżo, z zapartym tchem. Gdzie jest
taki drugi naród na świecie? Naród z tak intensywnym, żywym odbiorem Bożego
Narodzenia – nie tylko nastroju, tradycji, ale przede wszystkim wstrząsającej
prawdy wigilijnej nocy? Szczerego przekonania, że "Bóg się rodzi, moc
truchleje…".
U nas nawet niewierzący śpiewają kolędy. Na Pasterce są tłumy. Bo cała
wielowiekowa polska tradycja rodzinna jest podporządkowana teologicznej,
biblijnej prawdzie, że "narodził się nam Zbawiciel". Dlatego, choć tegoroczna
Wigilia będzie w wielu domach bardziej niż kiedykolwiek rozpolitykowana, to
zasadnicza jej treść pozostanie niezmiennie głęboka. I niezmiennie będzie nas
wprawiać w zachwyt. I to wciąż odróżnia nas od większości (już większości!)
krajów Europy.
A za tym idzie polski niezawodny instynkt moralny i nieomylne uznawanie za
prawdę tego tylko, co jest prawdą. I na to nie ma rady. Choćby włączono
niezliczone najnowszej mody "zagłuszarki", których celem jest obrócenie
wszystkiego w żart… Czyż nie odróżnia nas pamięć o narodowych bohaterach,
także tych ze Smoleńska, o panu prezydencie, jego małżonce oraz wszystkich
pasażerach tupolewa, których prochy zostały rozsypane tak szeroko na wojskowym
lotnisku w obcym kraju? I wciąż czekają, by zatroszczyć się o nie – po
chrześcijańsku, po polsku…
Piękno, które "się nie podoba"
Jarosław Marek Rymkiewicz powiedział niedawno: "Nie chodzi tu tylko o piękno
pogrzebu i pochówku na Wawelu, bo wiadomo, że Wawel jest piękny ze swej natury,
jak piękny jest każdy narodowy początek, jak piękne są każde legendarne
narodziny narodu. (…) Trzeba na to spojrzeć z perspektywy stuleci, bo polska
opowieść o tym, co się wydarzyło pod Smoleńskiem, będzie opowiadana także i za
tysiąc lat. Dlatego szczątki samolotu są piękne – jak nasze narodowe dzieje".
To piękno ma naturę metafizyczną. Nie da się go dostrzec bez wiary w zwycięstwo
dobra nad złem. W zwycięstwo szlachetności, skromności, ducha służby nad pychą i
pogardą wobec słabszego (który ma wciąż "za mało dywizji"). Ta wiara zrodziła
się w Polakach z zapatrzenia w najbardziej kruchą i delikatną Istotę, jaka
pojawiła się na Ziemi. W Zbawiciela Świata leżącego w bydlęcym żłobie jako
nagie, bezbronne, nowo narodzone Dziecko.
Dlatego właśnie pamięć o ofiarach smoleńskiej katastrofy w wigilijny wieczór
rozpala się silniejszym płomieniem w całej Polsce.
Gilbert Keith Chesterton, wielki przyjaciel Polski, zwierzył się kiedyś: "Moja
instynktowna sympatia do Polski zrodziła się pod wpływem ciągłych oskarżeń
przeciwko niej – rzec mogę – wyrobiłem sobie sąd o Polsce na podstawie jej
nieprzyjaciół. Doszedłem do niezawodnego wniosku, że nieprzyjaciele Polski są
prawie zawsze nieprzyjaciółmi wielkoduszności i męstwa. Ilekroć zdarzyło mi się
spotkać osobnika o niewolniczej duszy, uprawiającego lichwę i kult terroru,
grzęznącego przy tym w bagnie materialistycznej polityki, tylekroć odkrywałem w
tych osobnikach, obok powyższych właściwości, namiętną nienawiść do Polski"
(przedmowa do "Listów o Polsce" prof. Karola Saroeli).
Chesterton całym sercem poparł Polskę w czasie wojny 1920 roku. Pisał wtedy:
"Polska to jedyny realny wał obronny przeciw barbarzyństwu. I jeśliby Polska
upadła, wraz z nią runąłby szaniec pokoju całego świata". Piotr Skórzyński
przypominał, że już wtedy – nieprzypadkowo zapewne – w prasie brytyjskiej i
amerykańskiej pojawiły się doniesienia o rzekomych pogromach Żydów w Polsce:
"Chesterton przeprowadził z bratem i H. Bellockiem własne dochodzenie i ogłosił,
że są to kłamstwa".
Dziś robi się daleko więcej, żeby skompromitować Polskę. Temat rzekomego
polskiego antysemityzmu nie przestaje być atrakcją dla mediów na całym świecie.
Tajemnica tego zainteresowania jest prosta: tak naprawdę nie chodzi o
antysemityzm, lecz o katolicyzm Polaków. Na zmianę robi się z nas albo
antysemitów, albo kompletnych nieudaczników, żeby pokazać, że nasz katolicyzm,
który wciąż tak bardzo nas wyróżnia, jest niewiarygodny, że coś z nim nie tak.
Zawsze jest coś, co się w Polsce nie podoba. To jednym, to drugim naszym
sąsiadom, to obu naraz. A tym, co naprawdę się nie podoba, jest to, że w
porównaniu z Polską inne państwa gwałtownie tracą, powiedzmy, "na wizerunku". W
tym porównaniu wypadają one byle jak, czasem zupełnie fatalnie. Oto przykład z
niemieckiego obozu koncentracyjnego Ravensbrźck sprzed blisko 70 lat:
"Raz, pamiętam, gdy przyniosłyśmy zwłoki do trupiarni jak zwykle, napadła na
mnie z dzikim krzykiem grupa z Leichenkolonne, złożonej z Niemek i – głównie – z
Cyganek. Padały jakieś straszliwe obelgi, których większości nie rozumiałam.
Wreszcie zdołałam zapytać, o co w ogóle chodzi (…). Znowu wrzask. 'Ty, taka a
taka, ciebie to my dobrze znamy. Ty zawsze swoim trupom składasz tak ręce (tu
złożyły swoje prawie trupie szpony jak do modlitwy) albo tak (ręce na krzyż). My
dobrze wiemy, co to znaczy, my dobrze wiemy!’. I znowu obelgi. We mnie wstąpił
dziwny spokój w tym strasznym hałasie. Przeczekałam – wreszcie powiedziałam
bardzo spokojnie, ale dobitnie: 'Nie macie pojęcia, jak ja się cieszę, wprost
ogromnie się cieszę, że wiecie, o co tu chodzi. Nie ma na świecie rzeczy
ważniejszej i jest wielkim szczęściem wiedzieć, co ten znak mówi’.
Cisza. Stały bez ruchu, jakby piorunem rażone, wpatrzone we mnie z przerażeniem.
Potem wbiły wzrok czarnych oczu w ziemię (…) pozdrowiłam je i wróciłam na blok
z koleżanką, niosąc nasze drzwi [służące do przenoszenia zmarłych kobiet – EPP].
Nieraz później myślałam, nad tym, czy to nie była w życiu tych nieszczęsnych
istot jedyna chwila, w której przez wąziutką szparę ujrzały blask Prawdy"
(Karolina Lanckorońska, "Wspomnienia wojenne").
Po takim wspomnieniu można lepiej zrozumieć intuicję Chestertona, że wraz z
upadkiem Polski runąłby szaniec pokoju całego świata. Mocno powiedziane, ale to
właśnie stanowi sedno sprawy. W Polsce, w jej obrazie, najbardziej nie podoba
się jej wiara w Chrystusa. Wiara, którą Zachód odrzucił, wybierając wygodniejsze
życie, a Wschód odrzucił z powodu schizmy, potem zaś z powodu "naukowego"
ateizmu. Wiara w Chrystusa, który jest jedyną gwarancją pokoju. On sam, Jego
Osoba – nie "dialog", nie abstrakcyjne "pojednanie" czy jakikolwiek "postęp".
Wiara w Chrystusa obecna jest u nas nie tylko w słowach i gestach, ona istnieje
w postawach Polaków. Jakże szczególnych, jakże odmiennych.
Jako i my odpuszczamy…
Sienkiewicz przedstawił to w genialnym obrazie z nocnego obozowiska, gdy chory z
bólu Skrzetuski ("od boleści się zapamiętał", "desperacja mentem mu
pomieszała"), na wieść (nieprawdziwą, jak się okazało) o śmierci narzeczonej,
zostaje uzdrowiony, wyznając publicznie, wobec zgromadzonych rycerzy, wiarę w
Boga i przebaczając winowajcom.
"Wszyscy otoczyli kołem namiestnika i poglądali na niego ze współczuciem.
Niektórzy obcierali łzy rękawicami, inni wzdychali żałośnie. Aż nagle z koła
wysunęła się jakaś wyniosła postać i zbliżywszy się z wolna do namiestnika
położyła mu na głowie obie ręce.
Był to ksiądz Muchowiecki.
Wszyscy umilkli i poklękali jakby w oczekiwaniu cudu, ale ksiądz cudu nie
czynił, jeno wciąż trzymając ręce na głowie Skrzetuskiego podniósł oczy ku niebu
pełnemu blasków miesięcznych i począł mówić głośno:
– Pater noster, qui es in coelis! San.tif" ("Ogniem i mieczem").
Ta rzecz, której tak bardzo nienawidzili – i nadal nienawidzą – ludzie źle
życzący Polsce, to splot katolicyzmu i polskości, wiary i szlachetności
polskiego charakteru, który ma źródło w rycerskim pochodzeniu współczesnych
Polaków. Przeszkadzały – i przeszkadzają nadal – polska historia, polska wiara i
polska kultura, z tej wiary i historii wyrosła. Przeszkadza fakt, że Polacy nie
przestali być rycerzami walczącymi zawsze o większą sprawę. (Przypomnijmy, ile
osób spontanicznie nazywało pana prezydenta Lecha Kaczyńskiego po jego
tragicznej śmierci "Małym Rycerzem"!). Przeszkadza dziedzictwo szlacheckiej
tradycji, o które potykamy się na każdym kroku. (I tak groteskowo, na jego tle,
wyglądają ci, którzy się pod tę tradycję podszywają, w istocie ją depcząc,
choćby nawet nosili historyczne nazwiska!) Przeszkadzają ci, którzy, jak mówił
Melchior Wańkowicz, są niezdolni "do ułatwiania sobie życia, tam gdzie się nie
godzi", bowiem zostali w takiej atmosferze wychowani i całe życie "nieśli w
swojej psychice przyciężki złom zasad". Przyciężki i nie do odrzucenia.
Coś się unosi w powietrzu
Nie ma na świecie nic piękniejszego niż twarz człowieka, który przebacza lub
prosi o przebaczenie, powiedział ktoś niedawno. To piękno budzi zazdrość.
Dlatego tyle fałszywych oskarżeń wzbudził "List biskupów polskich do biskupów
niemieckich" z 1965 roku. Ile było wykrzykiwania o "sfałszowaniu historii",
reprezentowaniu "niemieckich interesów", "zdradzie" (dokumenty KC PZPR), tylko
dlatego, że polscy biskupi wyciągnęli rękę do pojednania z sąsiednim narodem.
Znowu ci okropni Polacy, którzy okazali się prawdziwymi chrześcijanami! To się
nie mogło podobać światu, tak jak nie podobało się komunistom. Bo tyle pokory,
czyli prawdziwej miłości do Boga, było w tym manifeście głębokiej wiary i
polskości naszych pasterzy.
Profesor Tomasz Strzembosz mówił o wychowaniu harcerskim w czasie okupacji:
"…społeczeństwo kształtuje człowieka (…) wywiera na niego wpływ wychowawczy,
zarówno przez konkretnych ludzi, jak przez rozliczne instytucje oraz ogólną
atmosferę życia, jego barwę i kształt, to wszystko, co niejako unosi się w
powietrzu, jest trudne do określenia, ale rzeczywiste jak powietrze i jak
powietrze wchłaniane wręcz bezwiednie, nieświadomie i stale". Wybitny historyk
czasów wojny zwracał uwagę, że ów przedwojenny polski etos rycerski, którym
przepojone były instytucje wychowawcze i życie wielu rodzin, pozwolił młodzieży
harcerskiej, tak bardzo naturalnie, przeżyć czas nienawiści – mimo konieczności
toczenia bezkompromisowej walki z bronią w ręku – bez wypaczeń moralnych.
"Dwudziestoletniego poetę, żołnierza II kompanii batalionu 'Zośka’ phm. Jana
Romockiego – 'Bonawenturę’ stać było na to, aby po ponadrocznej akcji
dywersyjno-bojowej, po przeżyciu śmierci wielu kolegów, napisać: 'Uchroń od zła
i nienawiści/ Niechaj się odwet nasz nie ziści…’" (T. Strzembosz, "Refleksje o
Polsce i Podziemiu 1939-1945").
Przedziwna rzecz, ale ten wers z wiersza żołnierza Polski Podziemnej,
nieznacznie zmieniony, usłyszeć można było w jednej z piosenek śpiewanej 45 lat
później przez Jacka Kaczmarskiego i Przemysława Gintrowskiego. Autor jest jednak
inny. Nie ma polskiego nazwiska. Ukradł ten wers i przypisał go sobie, o czym
zapewne Jacek Kaczmarski nie wiedział. Dlaczego? Bo to piękne, to mądre. To
wykwit polskiej chrześcijańskiej duszy. Każdy chciałby to mieć.
Bo to jedyny "realny wał obronny przeciw barbarzyństwu", by powtórzyć za G.K.
Chestertonem.
Dlatego do naszej polskiej Wigilii 2010 roku dorzućmy jeszcze jedną małą rzecz –
dumę. I wdzięczność Panu Bogu, że jesteśmy Polakami.
Ewa Polak-Pałkiewicz
