Łukaszenka za często gościł na salonach

Z posłem Jarosławem Sellinem (PiS), członkiem Komisji Spraw Zagranicznych,
rozmawia Łukasz Sianożęcki

Jak ocenia Pan zatrzymanie przez milicję kandydatów opozycji na prezydenta
Białorusi i spacyfikowanie manifestacji po wyborach?

– Uważam, że prowadzona wobec Białorusi zarówno przez Unię Europejską, jak i
Polskę, polityka kija i marchewki, która niejednokrotnie ma sens, powinna być
obecnie zdecydowanie bardziej wyrazista. To znaczy teraz trzeba ową marchewkę
schować, a użyć kija. Wszystko wskazuje na to, że w relacjach z Mińskiem znowu
się cofamy, a procesy znacznej liberalizacji i demokratyzacji Białorusi, które
niektórzy już zdawali się dostrzegać, nie nastąpiły. Wczorajsze wydarzenia są
jednym z najbardziej brutalnych ataków na prawa opozycji w ostatnich latach.
Trzeba więc bardzo ostro zareagować na działania liderów tego reżimu. W mojej
opinii, należałoby zakazać im wjazdu do Unii Europejskiej. Jeśli są takie
możliwości, to należy także zabronić zakładania kont w bankach im oraz ich
rodzinom. Zablokować wydawanie wiz i możliwość studiowania na europejskich
uniwersytetach. Natomiast z drugiej strony należy jeszcze szerzej otworzyć się
na społeczeństwo białoruskie. Zwiększyć fundusze na stypendia dla zwykłych
Białorusinów, na fundacje wspomagające ich działalność, na media, które do nich
docierają. Tak powinna wyglądać w mojej opinii polityka wobec Białorusi.

Zgodzi się więc Pan z oceną, że z dzisiejszych wypowiedzi unijnych władz
wybrzmiewa pewne rozczarowanie, że dotychczasowa polityka nie zadziałała?

– To prawda. Takie rozczarowanie da się wyczuć. Rozumiem, że z punktu widzenia
interesów Polski najważniejsze jest, by Białoruś przetrwała jako niepodległe
państwo. W ostatnich miesiącach można było mieć nadzieję, że gwarantem tej
niepodległości jest Łukaszenka, co w jakiś sposób odzwierciedlało się w jego
ostrym sporze z Moskwą. Prawdopodobnie spór ten wynikał z tego, że Rosja
zrozumiała, iż nie jest w stanie podporządkować sobie w tej chwili tego państwa
w takim stopniu, jakby chciała. I o to, aby ta niezależność od Rosji się
utrzymywała, trzeba dbać. Natomiast równolegle należy zabiegać o to, by obok tej
niepodległości postępowały procesy demokratyzacyjne. A to trzeba twardymi
negocjacjami wymuszać na obecnych władzach.

Wybory pokazały także, że opozycja jest mniej skuteczna niż choćby podczas
poprzednich wyborów. Jak takie duże rozczłonkowanie, z którym się boryka, wpływa
na jej skuteczność?

– Jest to na pewno duży problem. Taka sytuacja z całą pewnością nie jest jednak
przypadkowa. Rozgrywają ją w dużym stopniu służby specjalne Łukaszenki, być może
wplątana jest w to także Rosja, dlatego niełatwo jest się jej z powrotem
skonsolidować. Cztery lata temu, kiedy opozycja miała jednego kandydata na
prezydenta Aleksandra Milinkiewicza, wynik był o wiele lepszy. Dziewięciu
kandydatów to jednak zbyt duże rozproszenie. Jednocześnie te wybory mogą być
jakąś lekcją dla białoruskiej opozycji, z której powinna wyciągnąć wnioski na
przyszłość.

W czasie tamtych wyborów mówiono o znacznej poprawie w poziomie
demokratyzacji kraju. Misja OBWE była zadowolona z przebiegu wyborów. Dziś mamy
skrajnie odmienną sytuację – OBWE i cała UE krytykują Mińsk, a Łukaszenka
pacyfikuje brutalnie manifestacje opozycji na oczach całej Europy. Co mogło tak
rozzuchwalić prezydenta?

– Najprawdopodobniej to, że w ostatnim czasie Łukaszenka był coraz częściej
wpuszczany na europejskie salony. Mało tego, ten salon przyjechał do niego – mam
tu na myśli wizytę ministrów Radosława Sikorskiego i Guido Westerwellego w
Mińsku. Być może Łukaszenka pomyślał, że w ten sposób stosunki z Unią Europejską
może uważać za unormowane. To trzeba jednak zmienić. Prezydent Białorusi musi
zrozumieć, że będzie izolowany. Nie będzie mógł załatwiać interesów z krajami,
które są dla niego atrakcyjne. Trzeba uruchomić proces, który sprawi, że taka
refleksja do niego dotrze. Tak brutalna pacyfikacja opozycji może świadczyć o
tym, iż wewnątrz władzy rodzi się pewna frustracja. Prawdopodobnie do przejęcia
władzy po Alaksandrze Łukaszence jest szykowany jego syn. A ta frustracja wynika
z tego, że mija już 16. rok jego rządów, mamy 5. z rzędu wybory przeprowadzone
nieuczciwie, i musi on sobie zdawać sprawę, że takie sytuacje doprowadzą w końcu
do zdecydowanych kroków ze strony społeczności międzynarodowej.

Dziękuję za rozmowę.

drukuj