Wiesz, ilu górników zginęło w „Wujku”?

Z Krzysztofem Pluszczykiem, przewodniczącym Społecznego Komitetu Pamięci
Górników KWK "Wujek" Poległych 16.12.1981, rozmawia Marcin Austyn

Podczas obchodów 29. rocznicy pacyfikacji KWK "Wujek" wspominają Państwo
także Andrzeja Przewoźnika, tragicznie zmarłego pod Smoleńskiem sekretarza Rady
Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa. Dlaczego tablica pamiątkowa jemu poświęcona
trafiła właśnie pod "Wujka"?

– Minister Przewoźnik od wielu lat współpracował z nami i pomagał nam we
wszystkim, co działo się przy kopalni "Wujek". Mam tu na myśli chociażby kwestie
związane z remontem Pomnika-Krzyża, wydawnictwem (dwa albumy, kilka książek)
oraz organizacją turniejów dla młodzieży. W tym wszystkim mogliśmy na niego
liczyć. Ponadto bez jego wsparcia także nasze muzeum na pewno nie zostałoby
otwarte w grudniu 2008 roku. Pan Andrzej wielokrotnie tutaj był, spotykał się z
rodzinami górników. Był naszym częstym gościem i przez te lata stał się jakby
jednym z nas. Rocznica pacyfikacji kopalni "Wujek" była więc znakomitym
terminem, by upamiętnić jego postać.

Udało się w pełni wykorzystać minione lata, by zachować całą pamięć o tym, co
stało się w kopalni 16 grudnia 1981 roku?

– Niestety nie. Wprawdzie w naszym regionie tę pamięć udało się zachować, ale w
skali ogólnopolskiej w społeczeństwie, także w szkolnictwie, ona praktycznie nie
istnieje. W szkołach o historii najnowszej mówi się bardzo mało. Pamiętam, że w
ubiegłym roku w Warszawie została przeprowadzana sonda, w której pytano, ilu
górników zginęło 16 grudnia 1981 roku. Nikt nie potrafił podać prawidłowej
liczby. To świadczy też o tym, że poza regionem śląskim mało się mówi o tych
wydarzeniach.

Pod Pomnikiem-Krzyżem przy okazji kolejnych rocznic pacyfikacji kopalni
"Wujek" padało wiele obietnic. Które z tych niespełnionych do dziś najbardziej
bolą?

– Te odnoszące się do działań organów ustawodawczych naszego państwa. Sejm RP
uchwalił ustawę, która daje odszkodowania w wysokości 50 tys. zł za śmierć osoby
najbliższej. To bardzo mocno uwłaczało tym ludziom. W rozmowach ze mną mówili,
że prawdopodobnie nie wezmą tych pieniędzy, bo jeśli to są środki, które mają w
jakiś sposób wynagrodzić to, co się stało, to jest to upokarzające. Niedawno
pewna osoba, która niesłusznie odsiedziała w więzieniu rok czy dwa lata, żądała
od państwa 300 tys. zł odszkodowania, a tu… zastrzelono dziewięciu niewinnych
ludzi i proponuje się ich rodzinom 50 tys. złotych. Przecież rodziny
zamordowanych górników nigdy nie wystąpiły na drogę sądową, żądając odszkodowań,
ale czekały na to, że ktoś – czy to kolejny premier, czy prezydent – dostrzeże
ich krzywdę i sprawi, że otrzymają godne wsparcie.

Tymczasem na wolność – po odbyciu niepełnej kary – wychodzą pierwsi
funkcjonariusze ZOMO, którzy strzelali do górników.

– To nas nie boli, bo nam bardziej zależało na tym, aby ci ludzie zrozumieli to,
co się stało. Chcieliśmy pokazać, że tamta zbrodnia była złem. Czy nasze
starania odniosły właściwy skutek? Nie wiem. O to należałoby zapytać samych
skazanych. Bardziej martwi nas fakt, że skazano tylko tych, którzy strzelali.
Przecież oni sami nie przyjechali pod "Wujka". Ktoś wydał rozkaz, ktoś potem
zacierał ślady – a tych ludzi nie skazano.

Dziękuję za rozmowę.

drukuj