Jak trudno dotrzymać słowa

Co przeszkadza posłowi Januszowi Palikotowi w dotrzymaniu danego słowa:
wizyta prezydenta Miedwiediewa, światowy kryzys gospodarczy, a może globalne
ocieplenie? Rezygnując w październiku z członkostwa w Platformie Obywatelskiej,
Palikot jasno zadeklarował, że 6 grudnia złoży mandat poselski. Jednak,
przynajmniej jeszcze wczoraj, posłem pozostawał.

Gdy 6 października Janusz Palikot rezygnował z członkostwa w partii i klubie
Platformy Obywatelskiej, nie pozostawiał wątpliwości co do swojej poselskiej
przyszłości w tej kadencji. – 6 grudnia złożę mandat poselski – obiecywał. –
Możecie państwo przyjmować zakłady, z kim chcecie i o co chcecie, że tę
legitymację tutaj, w Lublinie, o godz. 12.00 oddam – deklarował 6 października
podczas konferencji prasowej w Lublinie. Palikot zapewniał, iż jego decyzja o
zrzeczeniu się mandatu poselskiego, mimo że odłożona w czasie, jest ostateczna.
W złożeniu mandatu wraz z rezygnacją z członkostwa w Platformie miały wtedy
przeszkadzać Palikotowi zbliżające się wybory samorządowe. Poseł wielokrotnie
tłumaczył, iż przed wyborami samorządowymi mandatu nie złoży, gdyż nie chce
szkodzić kandydatowi Platformy na prezydenta Lublina Krzysztofowi Żukowi.
Argumentował, że jego miejsce w Sejmie zająłby Zbigniew Wojciechowski, który
jako kandydat niezależny miał być kontrkandydatem Żuka w wyborach prezydenckich.
Janusz Palikot przekonywał, iż gdyby swoim działaniem umożliwił Wojciechowskiemu
zostanie posłem, to tym samym wzmocniłby wizerunkowo jego kandydaturę w wyborach
na prezydenta Lublina. Mijały kolejne dni, tygodnie. 6 grudnia się zbliżał. Aż
tu nagle pojawiły się "nieprzewidziane okoliczności". Otóż okazało się, że
Januszowi Palikotowi uniemożliwia się wypełnienie danego słowa. A ten bolesny
dla honoru posła z Lublina cios zadać miał mu nie byle kto, bo jego własny
przyjaciel Bronisław Komorowski. 22 listopada w swoim internetowym blogu Palikot
napisał: "Gdy zapowiedziałem Kongres Ruchu to Graś i Tusk zorganizowali akcję z
dopalaczami. Gdy zapowiedziałem oddanie mandatu 6ego grudnia to Komorowski
zaprosił Miedwiediewa. Strach coś zapowiadać! Niczego nie zapowiadam. Nie wiem
kiedy, czy, i jak!". Niedawno w wywiadzie dla Polsat News Janusz Palikot
stwierdził, że mandatu 6 grudnia nie złożył, gdyż odbywała się wówczas wizyta
prezydenta Rosji w naszym kraju. Poseł tłumaczył, że wydarzenie, jakim byłoby
jego pożegnanie się z mandatem poselskim, mogłoby przyćmić to inne wielkie
wydarzenie, a ponadto istniało niebezpieczeństwo, że zostanie potraktowane nawet
jako protest przeciw wizycie rosyjskiego prezydenta w Polsce. Zapewniał jednak,
że z Sejmem się pożegna. Kiedy? "W najbliższym czasie". Na świecie dzieje się
jednak tyle spodziewanych i niespodziewanych rzeczy, że posłowi trudno chyba
będzie znaleźć "wolne okienko" do złożenia poselskiego mandatu. Bo przecież
poprzez ogłoszenie swojej decyzji Janusz Palikot na pewno nie chciałby
wstrząsnąć globalną polityką i przyćmić np. spotkania prezydenta Komorowskiego z
prezydentem Obamą, rozpoczęcia jakiegoś unijnego szczytu czy objęcia przez
Polskę przewodnictwa w Unii. Te różne uniki Janusza Palikota mogą co najwyżej
świadczyć o tym, że jest takim samym "człowiekiem honoru" jak jego niedawny
przełożony Donald Tusk. Tak jak Palikotowi nikt nie kazał deklarować złożenia
mandatu, tak też premierowi Tuskowi nikt nie kazał stawiać ultimatum ministrowi
skarbu Aleksandrowi Gradowi. Pod koniec lipca 2009 r. z ust premiera Tuska padły
– naprawdę niespodziewane -stanowcza deklaracja i ultimatum: "Jeśli do końca
przyszłego miesiąca stocznie Gdynia i Szczecin nie zostaną sprzedane, minister
skarbu państwa, Aleksander Grad, zostanie zdymisjonowany". Kiedy minął "koniec
przyszłego miesiąca", premier stwierdził, że zmienił w tej sprawie zdanie. A
teraz inwestora nie ma, stoczni również, a został tylko Grad.

Artur Kowalski

drukuj