Test dla Europy
PAP opublikowała pełną treść "Memorandum o współpracy pomiędzy Prokuraturą
Generalną Federacji Rosyjskiej a Prokuraturą Generalną Rzeczypospolitej
Polskiej" podpisanego w świetle kamer przez prokuratorów generalnych obu krajów:
Jurija Czajkę i Andrzeja Seremeta. Ta "pełna treść" to dokument zawierający
zaledwie 11 punktów, w których nie ma nawet najmniejszej wzmianki odnośnie do
śledztwa w sprawie katastrofy smoleńskiej. W zasadzie dotyczy on zupełnie innej
materii, bo "umocnienia i dalszego rozwoju wzajemnej współpracy pomiędzy
Prokuraturami obu państw w dziedzinie walki z przestępczością oraz ochrony praw
i wolności człowieka przy wykorzystaniu najbardziej skutecznych metod i
środków". W "Memorandum" mówi się także o organizowaniu konferencji, seminariów
i konsultacji np. w sprawie wniosków o ekstradycję.
Omawia się procedury wzajemnych kontaktów. Strony dają sobie aż miesiąc na
wyznaczenie osób odpowiedzialnych za takie kontakty. Kuriozalny jest pkt 4.,
który stanowi: "W celu wykonania Memorandum współpraca pomiędzy stronami
realizowana jest na podstawie wniosków w formie pisemnej, przesyłanych pocztą,
faksem, pocztą elektroniczną lub za pomocą jakichkolwiek innych urządzeń
technicznych zapewniających otrzymanie dokumentów w formie pisemnej". Jak widać,
wykluczono porozumiewanie się za pomocą gołębi pocztowych. Całe to "Memorandum"
to jedna wielka kpina. Nie jest to nawet umowa międzynarodowa, co podkreśla ów
dokument. Czym zatem jest, jeśli nie kolejnym "szumem informacyjnym", przykładem
pozorowania działań. Zupełnie nie rozumiem, na jakiej podstawie prokurator
generalny Andrzej Seremet oświadczył na konferencji prasowej, że "polscy
prokuratorzy otrzymają dostęp do akt śledztwa strony rosyjskiej", skoro w innym
miejscu dodał: "Sprawy organizacyjne będą jeszcze uzgodnione". To tylko
potwierdza, że polscy śledczy nie mieli dotąd dostępu do akt rosyjskiego
śledztwa. Dlaczego zatem przez osiem miesięcy zapewniano nas, że współpraca
między polskimi i rosyjskimi śledczymi układa się dobrze, i na jakiej podstawie
prokurator generalny Rosji Jurij Czajka stwierdził, że te wzajemne kontakty
"wykraczają poza standardowe"? Najpewniej uroczystość podpisania owego
"Memorandum", włączona do programu wizyty prezydenta Rosji Dmitrija Miedwiediewa
w Polsce, to tylko jeszcze jeden z elementów propagandowej "padgatowki", która
ma wykazać "dobrą wolę" i "wzajemne zrozumienie", a jest w rzeczywistości
potwierdzeniem kompletnej bezradności i uległości polskiej prokuratury wobec
rosyjskiego śledztwa. Prawda jest taka, że nadal bezskutecznie domagamy się
przekazania nam czarnych skrzynek i wraku samolotu. Nie ma też nadal szans na
uzyskanie od Rosjan informacji o statusie lotniska w Smoleńsku i pracujących tam
kontrolerach. Sytuację pogarsza to, że strona rosyjska nie musi się z niczego
tłumaczyć, a często w roli jej adwokatów występują polscy urzędnicy i niektórzy
dziennikarze. Na jakiej podstawie premier Donald Tusk stwierdził na swojej
wtorkowej konferencji prasowej, że szczątki samolotu trafią do Polski? Przecież
takiego zapewnienia od Rosjan nie otrzymał. Nigdzie nie ma potwierdzenia tego
faktu, czyli jeszcze jeden szum informacyjny mający nas uspokajać. Prawdziwy
obraz śledztwa w sprawie katastrofy smoleńskiej został przedstawiony na
konferencji w Parlamencie Europejskim, zbojkotowanej przez przewodniczącego
Jerzego Buzka oraz 14 jego zastępców. Uczestnicy tzw. publicznego wysłuchania:
Marta Kaczyńska-Dubieniecka, Zuzanna Kurtyka, Marta Kochanowska, Antoni
Macierewicz, Ryszard Legutko, Tomasz Poręba i inni, nie tylko podzielili się
swoimi wątpliwościami na temat prowadzonego śledztwa, ale także dementowali te
fałszywe informacje, którymi międzynarodowa opinia publiczna była karmiona od
samego początku. Dlatego konferencja ta spełniła swoje zadanie. Świat dowiedział
się, jakie "demokratyczne procedury" prezentuje współczesna Rosja. Zresztą co do
prawdziwego charakteru współczesnego państwa rosyjskiego "świat" nie ma
wątpliwości, świadczą o tym choćby ujawnione przez portal WikiLeaks
dyplomatyczne depesze na temat Rosji. Problem w tym, że treści tajnych,
nieoficjalnych depesz nie przekładają się na oficjalne stanowiska państw
negocjujących swoją politykę z Rosją. Respekt przed Rosją potęguje zwykły ludzki
strach przed nią. Nikt nie chce się Rosji narazić i tym należy tłumaczyć
ucieczkę do Londynu Jerzego Buzka w czasie, gdy jego rodacy informowali opinię
europejską o skandalicznym rosyjskim śledztwie i bezradności władz polskich. To
z tych powodów na wielu stronach internetowych, które jeszcze zapewniają pewną
anonimowość, internauci zastanawiają się, czy polskie władze chcą, czy muszą tak
postępować. Publicznej debacie w Parlamencie Europejskim przysłuchiwał się
Vytautas Landsbergis, była głowa Państwa Litewskiego, dziś eurodeputowany.
Poparł on włączenie się Unii Europejskiej w proces wyjaśnienia katastrofy
smoleńskiej, a zwracając się do Marty Kochanowskiej, córki śp. Janusza
Kochanowskiego, rzecznika praw obywatelskich, zdobył się na znamienną uwagę:
"Bardzo dokładnie naświetliła Pani prawne machlojki w tej sprawie, na Pani
miejscu wystrzegałbym się wypadku samochodowego". To chyba nie wymaga
komentarza. Rosyjskie śledztwo w sprawie katastrofy smoleńskiej nie może być
wiarygodne, jak nikt nie może być sędzią we własnej sprawie. Potrzebna jest
pomoc międzynarodowych instytucji. To będzie sprawdzian, swoisty test na to, czy
w Europie nie jesteśmy sami.
Wojciech Reszczyński
Autor jest komentatorem w Programie 3. Polskiego Radia SA.
