Najgorsza jest władza, której nie można kontrolować

Z prof. Janem Kłosem, kierownikiem Katedry Etyki Społecznej i Politycznej
Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego Jana Pawła II, rozmawia Anna Ambroziak

Co Pana zdaniem miało wpływ na decyzje wyborców?
– Rzeczywiście przed wyborami panowała pewna gorączkowość i niepewność, czy
spełnią się oczekiwania społeczne w związku z wyborami. Zawsze ważna jest cnota
przezorności i wstrzemięźliwości: chodzi o to, by nie obiecywać za dużo, w
każdym razie nie za wszelką cenę, żeby tylko otrzymać mandat społecznego
zaufania; no i społeczeństwo musi mieć świadomość, że nawet realizacja słusznych
oczekiwań zależy od wielu czynników i nie może się ziścić z dnia na dzień.
Pewnie w związku z tym ostatnim oferta wyborcza, czym można głos wyborczy
"kupić", staje się coraz bardziej zawężona. Coraz trudniej jest obiecać coś, co
rzeczywiście można zrealizować, coraz trudniej obiecać też coś, w co
społeczeństwo uwierzy. Nasza wiedza dotycząca życia społecznego, jak mam
nadzieję, poszerza się, zyskujemy coraz większą świadomość pewnych mechanizmów,
tego, co jest tylko grą wyborczą i co jest pustą obietnicą. Politycy posługują
się różnymi kluczami, by przyciągnąć uwagę społeczną.

Jak by je Pan zdefiniował?
– Może nim być tragedia smoleńska, hasło "patriotyzm" czy tradycja – które
ugrupowanie nawiązuje do tych haseł bardziej, a które mniej. Można powiedzieć,
że rozgrywa się swoista polaryzacja społecznego zainteresowania wokół nośnych
tematów. Takim kluczem może być IV RP czy walka z bezrobociem – wiadomo, że jest
to zjawisko złe, bo człowiek pozbawiony pracy czuje się wyobcowany i
wyeliminowany ze społeczeństwa. Zrealizowanie pełnego zatrudnienia jednak nie
jest możliwe, że wiele zależy tu od aktywności obywateli, ich umiejętności
dokształcania, przekwalifikowania, inwestycji. Czasami mieliśmy do czynienia,
zwłaszcza na początku naszej transformacji, z kluczami wręcz magicznymi – była
nim swego czasu choćby "czarna teczka" Stanisława Tymińskiego, w której miał on
rzekomo (niepochlebne) informacje o wszystkim politykach. Czarna teczka jak
puszka Pandory i tylko jeden człowiek może ją otworzyć. Żyjemy w czasach pełnych
nadziei, ale i rozczarowań. Dobrze, że już takim magicznym rozwiązaniom
przestaliśmy ufać. W moim przekonaniu, powinniśmy coraz bardziej umacniać się
jako pewne wspólnoty lokalne i wspólnota narodowa, a mniej liczyć na rozwiązania
polityczne oraz instytucjonalne. One są oczywiście także ważne, ale bez naszej
gotowości robienia czegoś dobrego dla siebie i naszych bliźnich na nic się
zdadzą. Powinniśmy być bardziej gospodarzami u siebie niż petentami u polityków.
Zresztą to samo dotyczy instytucji i osób w niej zatrudnionych. One mają służyć
obywatelom, zaradzać ich potrzebom, a nie być miejscami na wygodne przeczekanie
do następnych wyborów.

Można rozdzielić te dwie sfery?
– Wymiar decyzyjny wiąże się z całym zagadnieniem decentralizacji, na ile
samorządy będą istotnie samorządne. To jasne, że jeśli nie trafi do samorządów
odpowiednie zaplecze finansowe, niewiele będzie można zrobić. Czasami jednak (a
może nawet często) trafia niewiele, a i to jest zmarnowane. Proszę popatrzeć,
jak zaradni rodzice potrafią stworzyć ciepły i bezpieczny dom (choć skromny) dla
swoich dzieci, a nie dają sobie z tym rady ci, których materialnie stać na
wiele. Jeśli rząd centralny mówi o znaczeniu samorządów, to za tym muszą iść
jakieś praktyczne kroki, by ten samorząd mógł sam rządzić. Trzeba teraz, by
zasiadali w nim ludzie odpowiedzialni, by ta społeczna legitymacja, jaką są
wybory, nie wiązała się dla nich tylko z osobistym awansem społecznym, ale mogła
być przełożona na postawę służby społeczności lokalnej. Dojrzałe społeczeństwo
to takie, które chce być samorządne u siebie, które chce zarządzać obszarem
danym mu przez Stwórcę, jako wypełnienie nakazu: "Czyńcie sobie ziemię poddaną".

Zwycięzcą wyborów do sejmików wojewódzkich zdecydowanie jest Platforma
Obywatelska. Wygrała głównie w zachodniej części kraju.

– Nie jestem tym zaskoczony. Powtórzyła się sytuacja z ostatnich wyborów
parlamentarnych. Zwykle w województwach biedniejszych, jak lubelskie czy
podlaskie, wygrywało PiS, tak też się stało w tych wyborach. Zresztą być może
kryterium nie jest tu tylko poziom życia. Chciałbym bowiem wierzyć, że
dojrzewamy, że zaczynamy dostrzegać zalety kompetentnych działaczy politycznych,
którzy przede wszystkim mają na względzie nasze dobro.

Dziękuję za rozmowę.

drukuj