Siekiera przy korzeniu

"Wtedy wilk zamieszka wraz z barankiem, pantera z koźlęciem razem leżeć
będą, cielę i lew paść się będą społem i mały chłopiec będzie je poganiał. (…)
Niemowlę igrać będzie na norze kobry, dziecko włoży swą rękę do kryjówki żmii".
Piękna bajka? Lubimy słuchać opowieści, które choć nijak się mają do
rzeczywistości, to jednak niosą w sobie coś niezwykle cennego: zapomnienie,
odpoczynek. Rzecz w tym, że słowa proroka to nie miraż dany ku pokrzepieniu
serc, nie poetycka fraza, którą można postrzegać jedynie w kategoriach
estetycznych. To realny program życia, który podjęty w duchu miłości i zaufania
Bogu, wyznacza bardzo czytelny horyzont dążeń.

Liturgia dnia dzisiejszego kontynuuje myśl podjętą przed tygodniem. Osią
nawrócenia jest głęboka zmiana naszej mentalności – z tej, której atrybutem jest
walka, dominacja, mierzenia życia tylko ludzką miarą, do pełnej zaufania,
pokoju, poddania woli Bożej. Po ludzku rzecz biorąc, jest to zadanie niemożliwe:
zbyt rozległy jest zakres metamorfozy. Wolimy raczej duchową "kosmetykę",
niewiele znaczące poprawki, które może i retuszują religijne samopoczucie,
polepszą wigilijne nastroje, ale na dłuższą metę nic z nich nie wynika.
Konserwują jedynie fałszywy status quo, wedle którego ważniejsze są pozory niż
prawda. Dlatego nasza rzeczywistość próchnieje, erozja staje się coraz bardziej
widoczna – fasada zaś jest bez przerwy odnawiana, lśni nowymi dekoracjami, choć
zmurszałe fundamenty nie są już w stanie utrzymać ciężaru kolejnych inkrustacji.
W tym kierunku zmierza dziś Polska. Na nic się zdają administracyjne nakazy
(nawet prezydenckie), by milczeć. Można udawać, że jest inaczej. Korozja
fałszywych idei wcześniej czy później wyjdzie na wierzch, bezlitośnie zniszczy
ornamenty. Tylko że wtedy już będzie za późno na ratunek.
Jestem pewien, że większość z nas pośród tysięcznych odgłosów ulicy bez trudu
usłyszy brzęk upadającej monety. Czy potrafimy jednak rozpoznać "czas swojego
nawiedzenia"? Czy Jan wzywający na pustyni jest dla nas głosem, z którym należy
się liczyć, czy raczej fanaberią dziwaka, którą nie ma sensu zawracać sobie
głowy? A może zbyt mało jest to słyszalny głos? Może trzeba, by Kościół wykupił
przestrzenie na ulicznych billboardach, zamówił spoty reklamowe w telewizji –
żeby być słyszanym, przebić przedświąteczny zgiełk?
Nie o donośność głosu tu chodzi, a raczej o nasze wewnętrzne dostrojenie,
ukierunkowanie myśli, serca, pragnień. Zabiegani, zapominamy, że jest inny
świat. A może w jego istnienie już przestaliśmy wierzyć, traktując go jak
element rzeczywistości scienie fiction? Obrazy mesjańskiego pokoju z
dzisiejszego pierwszego czytania, który nastąpi, gdy wypełni się Obietnica, są
tak bardzo abstrakcyjne, że pewnie 95 proc. słuchających opisu uczestników
Liturgii niedzielnej puści go mimo uszu. Podobnie Jan nawołujący do nawrócenia i
udzielający chrztu w rzece Jordan. – Konwencja, takie tam adwentowe
bajdurzenie… – pomyślisz sobie. Ksiądz znów będzie mówił, że za parę dni
rekolekcje w parafii i trzeba by pójść do spowiedzi. Że trzeba się nawracać!
Czemu nie? Przecież święta niedługo i życiową "obiegówkę" otrzymaną na chrzcie
wypadałoby podbić. Albo ująć to prościej i dosadniej, jak kościelny, który mi
wczoraj powiedział na zakończenie rekolekcji, gdy trochę w żartach, trochę na
poważnie zapytałem go, kiedy się wyspowiada. "A co ja się tam mam nawracać?
Stary lis jestem, zresztą – nie mam z czego. Jak inni chcą, to niech się
nawracają, co mi do tego".
Można i tak. Tylko trzeba pamiętać o jednym szczególe: "Już siekiera do korzenia
drzew jest przyłożona. Każde więc drzewo, które nie wydaje dobrego owocu, będzie
wycięte i w ogień wrzucone". To nie jest groźba. To proroctwo, a więc wizja
tego, co może się stać, gdy człowiek pogardzi Bożym Słowem.

ks. Paweł Siedlanowski

drukuj