PO klęskę przedstawia jako sukces

Z posłem Arturem Górskim (PiS) rozmawia Paulina Jarosińska

Jak skomentowałby Pan słowa ministra Radosława Sikorskiego wypowiedziane
siedem miesięcy po katastrofie smoleńskiej, że podobnie jak w przypadku śmierci
gen. Władysława Sikorskiego, tak w przypadku tragedii z 10 kwietnia i śledztwa
prowadzonego w celu wyjaśnienia jej przyczyn będą rodziły się różne legendy i
teorie spiskowe?

– Powstają legendy i teorie spiskowe, gdy różne istotne kwestie nie są rzetelnie
wyjaśnione. W obu przypadkach – tragedii gibraltarskiej i katastrofy smoleńskiej
– klucz do rozwiązania zagadki leżał po stronie obcych rządów. W pierwszym
przypadku rządu brytyjskiego, w drugim – rosyjskiego. W obu nie widać woli
odsłonięcia prawdy ze strony tych rządów, ale też w obu przypadkach strona
polska niezbyt zdecydowanie domagała się wyjaśnienia przyczyn katastrof, czyli
dojścia do prawdy. Jednak jest pewna różnica. Tragedia w Gibraltarze miała
miejsce w czasie wojny i to dało Brytyjczykom pretekst do utajnienia na wiele
lat wyników dochodzenia specjalnej komisji powołanej do zbadania przyczyn
katastrofy. Natomiast katastrofa smoleńska zdarzyła się w czasach pokoju i
strona rosyjska nie ma żadnych formalnych przesłanek, by utrudniać wyjaśnienie
przyczyn tej tragedii. Nie ma żadnych powodów, poza politycznymi, aby utajniać
jakiekolwiek dokumenty związane ze śledztwem smoleńskim. Minister Sikorski
"bałamuci" opinię publiczną sensacyjnymi informacjami, że są znane przyczyny
katastrofy, ale nie mogą zostać ujawnione z drugiej. Czy dlatego polski rząd nie
ujawnia prawdy o katastrofie, gdyż taka jest wola Kremla?

W tym kontekście minister przywołał raport MAK, który – przypomnijmy – jest
tajny i do momentu wprowadzenia do niego przez stronę rosyjską ewentualnych
poprawek nie będzie ujawniany opinii publicznej.

– Nie mamy żadnej gwarancji, że raport MAK zostanie w całości ujawniony. Ale
powiem więcej – nie mamy żadnych gwarancji, że raport ten został sporządzony w
sposób wiarygodny, i nawet jego pełne ujawnienie nie rozwieje wątpliwości.
Jeżeli dowiadujemy się – pisał o tym "Nasz Dziennik" – że rosyjscy kontrolerzy
lotów podpisali przygotowane już rzekome zeznania, to równie dobrze inne
dokumenty także mogły zostać spreparowane pod pewną tezę wygodną dla Rosjan.
Uważam, że Polacy zasługują na szacunek i prawdę, na poznanie prawdziwych
przyczyn katastrofy, niezależnie od tego, czy mogą mieć one wpływ na stosunki
polsko-rosyjskie. Władza nie może grać na odczuciach społeczeństwa i manipulować
ludźmi tylko dlatego, że nie chce narazić się Rosjanom.

Minister obrony narodowej ocenił również współpracę z Rosjanami, że choć nie
zawsze przebiegała doskonale, to przecież "nie musieli oni awansem przekazywać
nam kopii czarnych skrzynek".

– To jest całkowite mijanie się z prawdą i próba zamaskowania własnej
bezradności z jednej strony i niewątpliwych zaniedbań z drugiej. Wszyscy
eksperci zgodnie twierdzą, że cały samolot ze wszystkimi jego częściami należał
do państwa polskiego, w związku z czym nieprzekazanie czegokolwiek, co było w
tym samolocie, albo jakiejkolwiek części tej maszyny jest po prostu kradzieżą.
Jeśli Polacy domagają się przekazania czarnych skrzynek, a Rosjanie nam
odmawiają i po długich dywagacjach przesyłają jedynie ich kopie, to widzimy
wyraźnie słabość polskiego rządu, a nie dobrą wolę Rosjan. Dlaczego strona
polska zadowoliła się kopiami, których wiarygodność jest wątpliwa, a nie domaga
się skutecznie oryginałów? To strona polska powinna badać zapisy czarnych
skrzynek, bo zginął nasz prezydent, a nie prezydent rosyjski. Państwo polskie
jest właścicielem czarnych skrzynek z rozbitego samolotu i dlatego jak
najszybciej powinny one wrócić do Polski.

Radosław Sikorski powiedział również, że przykrycie przez Rosjan wraku
nastąpiło po jego interwencji.

– Nie można mówić o żadnej zasłudze ministra Sikorskiego, jeśli szczątki
samolotu nie trafiły jeszcze do Polski, a są niezwykle ważnymi dowodami w
prowadzonym śledztwie. Po drugie, nie można mówić o zasłudze ministra
Sikorskiego, jeśli Rosjanie zakrywają wrak kilka miesięcy po katastrofie, kiedy
warunki atmosferyczne w znacznej mierze mogły pewne ślady zatrzeć. Dlatego ten
materiał dowodowy mógł stracić swoją pierwotną wartość. To nie są zasługi
ministra, tylko dowody jego zaniedbań, które stara się ukryć. To jest metoda
PR-owska, od dawna stosowana przez PO, aby klęskę przedstawiać jako sukces. Nie
dajmy się oszukiwać.

Zmieniając temat – chciałam jeszcze zapytać o przemówienie prezydenta
Bronisława Komorowskiego z 11 listopada wygłoszone przed Grobem Nieznanego
Żołnierza. Powiedział on m.in.: "Dziś Rzeczpospolita nie musi drżeć o swoją
suwerenność, z niepokojem spoglądać na swoje granice, tak jak jej poprzedniczka
w okresie międzywojennym. Naszymi sojusznikami są największe, najstabilniejsze
demokracje świata".

– Znów jesteśmy świadkami pewnej gry pozorów. Owszem, jesteśmy w NATO, istnieje
art. 5 traktatu waszyngtońskiego, który stanowi, że atak zbrojny z zewnątrz
zwrócony przeciwko jednemu lub kilku państwom członkowskim traktowany będzie
jako atak przeciwko całemu Sojuszowi, ale brakowało jednoznacznych wytycznych
wykonawczych do tego zapisu. Oznacza to, że agresja na jedno z państw
członkowskich NATO nie wymuszała na pozostałych członkach sojuszu realnego
działania, a jedynie wspólne stanowisko polityczne. Sytuacja, że po agresji
Niemiec na Polskę w 1939 r. Francja i Wielka Brytania wypowiedziały wojnę III
Rzeszy, ale nie dokonały ataku zbrojnego w celu uratowania Polski, mogłaby się
powtórzyć w obecnej sytuacji, mimo naszego udziału w NATO. Poza tym podstawą
Sojuszu jest armia amerykańska. Jeśli Amerykanie pod rządami Baracka Obamy dają
do zrozumienia, że w polityce międzynarodowej bardziej zależy im na dobrych
stosunkach z Rosją, która nie jest oficjalnym sojusznikiem Polski i USA, niż z
Polską, która jest wiernym sojusznikiem Stanów Zjednoczonych Ameryki w ramach
NATO, to zaczynam się obawiać o realność gwarancji dla naszego bezpieczeństwa.
Nie należy straszyć Polaków, bo nie o to chodzi, ale też nie można rezygnować z
pewnej czujności i spocząć na laurach w przeświadczeniu, że nikt nigdy nie
zagrozi naszej państwowości.

Dziękuję za rozmowę.

drukuj