„Każdemu słowu nadacie nową treść”.
Polska symbolika narodowa w wydaniu komunistycznym
Ojczyzna tylko sowiecka
Symbole Rzeczypospolitej – biało-czerwoną flagę i Orła Białego – komuniści
traktowali jako przeżytki burżuazyjnej państwowości, na której gruzach wcześniej
czy później powstanie republika rad. Ta miała być integralną częścią wielkiego
sowieckiego organizmu państwowego. W pierwszych latach wojny na ziemiach
wschodnich okupowanych przez ZSRS polskie symbole konsekwentnie zastępowano
symbolami bolszewizmu. Na obszarze okupacji niemieckiej na ulicach królować
zaczęły znaki państwowe III Rzeszy. Tutaj grupki komunistów działały w
konspiracji. One jednak z reguły też gardziły przedwojenną symboliką
"burżuazyjnej" Rzeczypospolitej. Prawdziwy komunista wciąż miał tylko jedną
ojczyznę: Związek Sowiecki – "ojczyznę międzynarodowego proletariatu". Czerwony
sztandar i gwiazda, znak sierpa i młota – to były "uniwersalne" symbole, którymi
się posługiwali na całym świecie zwolennicy Stalina.
Dopiero wybuch wojny z Niemcami w 1941 roku i sowieckie klęski na całym froncie
wiele zmieniły w stalinowskiej propagandzie. W samym ZSRS, poszukując nowych
sposobów mobilizowania ludności, powrócono do haseł wielkoruskiego nacjonalizmu;
z dnia na dzień przywrócono do oficjalnego nurtu propagandy zwycięskich
bohaterów z czasów przedrewolucyjnych w rodzaju Dymitra Dońskiego czy Suworowa i
innych carskich generałów.
Także w Polsce w myśl moskiewskich wytycznych propaganda narodowowyzwoleńcza
miała być podstawowym sposobem na odbudowę i wzmocnienie partii komunistycznej –
już pod nazwą Polskiej Partii Robotniczej. Zmiana przyzwyczajeń nie była łatwa –
hasła nowej propagandy przyjmowano z trudem, a polskie symbole wciąż odrzucano.
Wbrew dzisiejszym mniemaniom nawet znak Orła Białego w konspiracji PPR-owskiej
bardzo długo był odrzucany. Wszak i z koroną, i bez korony był znakiem
wszystkiego, co najgorsze: "burżuazyjnego" państwa, "piłsudczyzny", wreszcie "sikorszczaków"
– jak w komunistycznym żargonie nazywano żołnierzy ZWZ-AK.
"G… Ludowe"
Znakiem PPR-wskiej Gwardii Ludowej miały być czerwone trójkąciki z żółtym lub
białym napisem "GL". Umieszczano je na nakryciach głowy lub na rękawach. Takie
były wskazówki co do oznaczania "gwardzistów".
Na przełomie 1942 i 1943 roku pojawiły się głosy, że utrudnia to rozszerzanie
szeregów. Jeden z dowódców oddziału GL działającego na Kielecczyźnie Ignacy Rob
pisał do Trójki Kierowniczej PPR, że chłopi nie rozumieją, co to za znaki. Sam
miał problem z niektórymi członkami swojej grupy, którzy zwracali uwagę, że te
symbole budzą kpiny, kojarzą się powszechnie ze słowem na "g…". "Nie chcemy
trójkącików. Ludzie nie wiedzą, co to 'GL’. Złośliwcy przekręcają te inicjały,
wybrzydzając się" – usłyszał Rob. Jego postulaty o potrzebie sięgnięcia po
symbole kojarzące się po prostu z polskim wojskiem jeszcze przez wiele miesięcy
nie miały oczekiwanego odzewu.
Wszystko zmieniły dopiero nowe wytyczne propagandowe z Moskwy. Kiedy zwycięstwo
pod Stalingradem na początku 1943 roku otwarło perspektywę marszu Armii
Czerwonej na zachód, Stalin rozpoczął nowy etap polityki wobec Polski. Chciał
mieć wolną rękę w swobodnym realizowaniu sowieckich planów politycznych wobec
ziem i społeczeństwa polskiego. Przeszkodą było państwo reprezentowane przez
rząd RP i prezydenta na emigracji. Szukał pretekstu do zerwania z nim stosunków
dyplomatycznych. Jednocześnie zaczął tworzyć rzekomo niezależne polskie ośrodki
polityczne, które miały kontestować politykę rządu.
Patriotyzm według Stalina
Dlatego na początku roku 1943 została w trybie pilnym ściągnięta do Moskwy Wanda
Wasilewska – prawa ręka Stalina w sprawach polskich, członkini Rady Najwyższej
ZSRS, funkcjonariuszka Głównego Zarządu Politycznego Armii Czerwonej w stopniu
pułkownika. W końcu lutego 1943 roku Stalin kazał jej ogłosić powstanie Komitetu
Organizacyjnego Związku Patriotów Polskich, jako rzekomo oddolnie wyłonionej
reprezentacji Polaków w ZSRS. "Rozpoczęto więc od tego, że organizacja jeszcze
nie istniejąca miała już swoją nazwę i swój organ [prasowy]" – pisała kilka lat
później Wasilewska. W rozmowie ze Stalinem usłyszała, że "niedobrze by było,
żeby to wyglądało na inicjatywę maleńkiej grupy osób (…) należy dać nazwę
jakiejś organizacji. Przy czym sam Stalin zaproponował Związek Patriotów
Polskich. W pierwszej chwili bardzo mi się to nie spodobało i mówiłam, że nazwa
'patriota’ jest dosyć skompromitowana w Polsce. On mi na to powiedział, że
każdemu słowu można nadać nową treść i od was zależy, jaką treść temu nadacie".
Prowadzono przygotowania do utworzenia pod szyldem tegoż ZPP "polskich"
jednostek wojskowych. Hasłem do uruchomienia tych działań miało być ostateczne
zerwanie stosunków dyplomatycznych z Polską. Stało się to 25 kwietnia 1943 roku.
Pod pretekstem "sprawy katyńskiej" rząd gen. Sikorskiego oskarżono m.in. o to,
że nie reprezentuje narodu polskiego. Rozpoczął się nowy etap organizacji przez
Stalina alternatywnych organów władzy dla ziem polskich. Już na początku maja
1943 roku, a więc nieco ponad tydzień później, dezerter z WP Zygmunt Berling
obejmował obóz, w którym zaczęto formować polskie jednostki. "Polskie", bo
złożone z Polaków, chociaż w pełni podporządkowane rozkazom i celom polityki
sowieckiej. Propagandowo miały wyglądać na jednostki narodowe. Toteż krój
mundurów, symbole narodowe, pieśni patriotyczne – wszystko miało się kojarzyć z
Wojskiem Polskim. Wasilewska także miała się wizualnie dostosować do nowej roli.
Ostatecznie pożegnała się z mundurem sowieckiego oficera, w którym chodziła
dotychczas. Teraz wszędzie prezentowała się w cywilnym żakiecie. Wszak miała
odgrywać niezależną patriotkę.
Tylko początkowo w najbliższym otoczeniu Berlinga zastanawiano się nad
stosunkiem do symboli polskiej państwowości, w tym do znaku orła. Jak pisali
autorzy jednego z opracowań poświęconych dziejom godła, barw i hymnu
Rzeczypospolitej, "przejściowo tylko w Sielcach nad Oką [obozie 1. Dywizji
Piechoty – przyp. M.K.] debatowano o tym, czy w ogóle godzi się przyjmować
symbolikę państwa burżuazyjnego", jednak dość szybko zdecydowano o jej
wykorzystaniu. Nad obozem zawieszono biało-czerwoną flagę, ale orzeł miał się
różnić od przedwojennych polskich znaków wojskowych.
"Piastowska kurica"
Wtedy wymyślono "piastowską" mitologię nowego orła. Miał być narodowy, czyli
biały, umieszczany na czerwonym polu. Jego "piastowskość" w sposób zupełnie
absurdalny miała polegać przede wszystkim na… braku korony. Na zlecenie
Wasilewskiej Janina Broniewska przeszukiwała polskojęzyczne wydawnictwa
zgromadzone w moskiewskim mieszkaniu historyka sztuki Pawła Ettingera, aby
znaleźć odpowiedni wzór. Królewskie orły Kazimierza Wielkiego czy Łokietka
odpadały – były przecież ukoronowane. Szukano usilnie jakiegoś wzoru bez korony.
W końcu Broniewska natrafiła na rycinę przedstawiającą nagrobek Władysława
Hermana z katedry w Płocku. Herman był z dynastii Piastów, a orzeł korony nie
miał, bo Herman był jedynie księciem. Szybko ustalono, że to będzie wzór orła na
sztandar dywizji. Broniewska przygotowała także oparty na tym wzorze projekt
orzełka do masowej produkcji na żołnierskie nakrycia głowy. Rozpoczęto akcję
propagandową głoszącą, że to piastowski znak symbolizujący wielowiekową tradycję
"narodu walczącego z germańskim naporem".
Nie tylko do samego końca PRL, ale nawet i dzisiaj niektórzy mówią o
berlingowskich orzełkach, że były "piastowskie". Było z tym tak, jak z
wiarygodnością wielu innych komunistycznych haseł propagandy. W rzeczywistości
taki kształt orła nie miał nic wspólnego z Piastami. Ozdoby na nagrobku Hermana
były wytworem swobodnej wyobraźni Zygmunta Vogla, który go projektował w 1825
roku. W ten sposób XIX-wieczny artysta został wylansowany na twórcę orła "z XII
wieku".
Machina propagandowa jednak ruszyła. Od razu znalazła też odbicie w działaniach
PPR w kraju. Informacje o tworzonej pod bokiem Stalina dywizji, w sposób
ostentacyjny wykorzystującej biało-czerwone barwy i orzełki, od razu zmieniły
wytyczne PPR-owskie dla GL-owców. Skoro Moskwa akceptuje orła bez korony –
trzeba było go natychmiast wprowadzić również w kraju. Już w czerwcu 1943 roku
dowództwo GL wydało zarządzenie, że czerwony trójkąt z literami "GL" ma iść na
furażerkach na bok, a centralnie ma być umieszczony orzeł, który określono jako
piastowski. Problem w tym, że wówczas jeszcze nikt nie wiedział za bardzo, jak
on ma wyglądać, toteż zaznaczono, że wzór dopiero "będzie podany".
Chociaż berlingowski orzełek nie przetrwał próby czasu, formuła "piastowskiego"
orła bez korony zaczęła być używana w propagandzie jako znak niemal "od zawsze"
towarzyszący komunistom. W czasie wojny opracowany przez Broniewską kształt
uważano za dziwaczny. Nawet sami berlingowcy pogardliwie nazywali go "kaczką"
albo – z rosyjska – "kuricą". Już w 1944 roku zaczęto produkcję orzełków
nawiązujących kształtem do przedwojennych, pozbawionych jedynie korony. Również
w oddziałach AL opracowano inny wzór orła. Jednak piastowska mitologia
pozostała.
Czerwone Virtuti
W obozie sieleckim berlingowców oraz w konspiracji PPR sięgnięto po bohaterów
walk o niepodległość Polski. Oczywiście Piłsudski i jego Legiony nie wchodzili w
grę. Oni mieli na zawsze pozostać synonimami "reakcji". Propagandowo
użyteczniejszym symbolem do wykorzystania był Tadeusz Kościuszko: jego walka
była dosyć odległa w czasie, a jako bohater Polski i USA mógł być świetnie
wykorzystany do promocji jednostek Berlinga na arenie dyplomatycznej i wśród
zachodnich korespondentów. Uroczystą przysięgę zorganizowano 15 lipca – w
rocznicę bitwy pod Grunwaldem. To miało być nawiązanie do wspólnej walki narodów
słowiańskich przeciw "naporowi germańskiemu".
Równolegle pojawił się postulat nadawania przez komunistów także orderów i
odznaczeń. W pepeerowskiej konspiracji najpierw postanowiono stworzyć własne
"najwyższe odznaczenia". Już na początku maja 1943 roku zaproponowano stworzenie
nowego orderu – odznaczenia bojowego. Miał to być własny PPR-owski "wysoki order
bojowy wyrażający nowe idee". I tym razem sięgnięto po symbolikę zwycięstwa nad
Krzyżakami. Przyjęto projekt i nazwę "Krzyż Grunwaldu". W wydanym w listopadzie
1943 r. regulaminie GL napisano, że "Dowództwo Główne GL ustanawia Krzyż
Grunwaldu, by odznaczać nim polskich żołnierzy na wieczną chwałę" i że jest on
nadawany "za czyny bohaterskie w walce zbrojnej z okupantem o Wolność i
Niepodległość Polski". Swoistym kuriozum było także sformułowanie, że "szeregowy
GL, odznaczony KG, otrzymuje przez to samo nominację do stopnia kaprala.
Sierżant, odznaczony KG, otrzymuje nominację do stopnia podporucznika".
Powstał jednak problem, kto ma propagandowo firmować ustanowienie takiego
odznaczenia, aby od razu nadać mu wysoką rangę "państwowego orderu", a nie
wewnętrznej odznaki GL. Postanowiono, że order zostanie ustanowiony i
wprowadzony, a dopiero potem władza "ludowego państwa" to "zalegalizuje". To
dlatego order najpierw "ustanowiony" w listopadzie 1943 r. został jeszcze raz
wprowadzony "Rozkazem Dowództwa Głównego Gwardii Ludowej. Ustanowienie Krzyża
Grunwaldu". I tutaj wszystko było na odwrót: rozkaz był datowany 1 stycznia 1944
r., ale opublikowano go już 25 grudnia 1943 r. W lutym 1944 roku Krzyż Grunwaldu
w gruncie rzeczy został po raz trzeci "zatwierdzony uchwałą" KRN. Tym razem
jeszcze bardziej przekroczono miarę tupetu: artykuł 3 uchwały mówił, że
"odznaczonym Krzyżem Grunwaldu przyznaje się te same przywileje, co i kawalerom
orderu Virtuti Militari".
Berling zamiast Kapituły
Tymczasem nowe odznaczenie oraz wybrane przedwojenne ordery i odznaczenia zaczął
samowolnie nadawać Zygmunt Berling, mianowany przez Stalina generałem. Z powodów
wizerunkowych od razu postanowił wykorzystać tradycyjne i cieszące się prestiżem
ordery i odznaczenia wojenne: Krzyż Virtuti Militari oraz Krzyż Walecznych.
Oczywiście nie przejmował się, że nie ma do tego najmniejszego prawa. Wszak
akceptował to Stalin.
Po krwawej bitwie 1. DP pod Lenino (12-13 października 1943 r.) w dniu
narodowego święta, 11 listopada 1943 roku, Berling ogłosił rozkaz nr 3, w którym
samozwańczo uczynił samego siebie dysponentem tych odznaczeń. Szesnastu
żołnierzom 1. DP nadał Krzyże Srebrne Orderu Virtuti Militari (V klasy),
czterdziestu sześciu otrzymało Krzyż Walecznych.
W tym samym rozkazie Berling ogłosił odznaczenie 193 żołnierzy, którzy "wykazali
niezłomny hart ducha i wielką ofiarność", zupełnie nowym, wówczas bliżej
nieokreślonym, medalem – "Zasłużonym na Polu Chwały".
Ale i tutaj dała o sobie znać bylejakość i prowizorka. Wszystko wskazuje na to,
że było to odznaczenie wymyślone ad hoc, bez większych przygotowań formalnych.
Nie próbowano nawet przygotować jakiejkolwiek procedury jego przyjęcia. Później
przywoływano niedatowany rozkaz Berlinga, jak pisano w opracowaniach z okresu
PRL, z "końca października lub na początku listopada 1943 roku", przy czym
stwierdzano, że "dokładna data [rozkazu] nie jest znana". Możliwe, że nigdy nie
istniał.
W listopadzie 1943 r. Berling tylko teoretycznie "wręczył" 8 złotych, 70
srebrnych i 115 brązowych medali. Faktycznie żołnierze otrzymali jedynie
tymczasowe zaświadczenia o przyznaniu owego Medalu "Zasłużonym na Polu Chwały".
Regulamin określający jego wygląd oraz kto i za co może go otrzymać, Berling
zatwierdził dopiero po dziesięciu miesiącach – w sierpniu 1944 roku. Natomiast
graficzny wzór medalu został oficjalnie sprecyzowany jeszcze później: w dekrecie
PKWN z 22 grudnia 1944 roku.
Symbole na dłużej
Wszystkie te "narodowe tradycje" zapewne wylądowałyby w koszu na śmieci, gdyby
Stalin podjął decyzję, że Polska ma być 17. republiką w granicach ZSRS. Władze
PPR właśnie z takim scenariuszem się liczyły, uważając, że cała retoryka
narodowowyzwoleńcza jest obliczona na doraźny efekt propagandowy. Jeszcze w
marcu 1944 roku przywódca PPR Władysław Gomułka pisał w liście do
odpowiedzialnego za nadzór nad partiami komunistycznymi Georgiego Dymitrowa:
"Hasła walki o Polskę demokratyczną pomyślane są przez partię tylko jako hasła
taktyczne na okres okupacji niemieckiej, po usunięciu której partia wysunie
hasła Polski sowieckiej".
Od drugiej połowy 1944 roku komuniści działali już w nowej sytuacji
militarno-politycznej. Decyzja Stalina o tworzeniu marionetkowej administracji
pod szyldem Polskiego Komitetu Wyzwolenia Narodowego stworzyła nowy kontekst
również dla propagandy wykorzystującej narodowe symbole, rocznice i hasła. To,
co miało być tylko taktyką na czas wojny, w pseudopatriotycznej frazeologii
komunistów pozostało na kilkadziesiąt lat. Dzisiaj wielu ludzi sądzi, że orzeł
bez korony i przywiązanie do "piastowskiej" Polski to jeszcze KPP-owskie hasła.
Nic bardziej mylnego.
