Polska w Europejskiej Służbie Działań Zewnętrznych
Z prof. Mirosławem Piotrowskim, posłem do PE rozmawia Dawid Nahajowski
Jaki jest cel tworzenia Europejskiej Służby Działań Zewnętrznych? Czy tego typu struktury są konieczne?
ESDZ, czyli unijna dyplomacja, to sztandarowy projekt traktatu lizbońskiego. Przypomnieć należy, że Traktat z Lizbony to de facto eurokonstytucja odrzucona wcześniej w referendach w dwóch krajach UE i to ważnych krajach – Francji i Holandii, które były założycielami Wspólnoty. Traktat lizboński wprowadzono wbrew woli wielu obywateli krajów Unii Europejskiej i bój toczył się m.in. o celowość powoływania wspólnej dyplomacji. Stawiano wówczas pytanie: czy nie wystarczają dotychczasowe, tradycyjne placówki dyplomatyczne krajów członkowskich, tj. Niemiec, Francji, Polski, Szwecji i innych. Traktat z Lizbony wszedł w życie prawie rok temu. Powołana na stanowisko szefowej unijnej dyplomacji pani Catherine Ashton, tworzy Europejską Służbę Działań Zewnętrznych. Główny trzon tego korpusu oraz instytucje są tworzone w oparciu o istniejące już zagraniczne przedstawicielstwa Komisji Europejskiej. Osobiście miałem okazję być w takich placówkach dyplomatycznych, zarówno w Indiach, Australii, Nowej Zelandii, Stanach Zjednoczonych Ameryki Północnej i innych. Te placówki tworzono z myślą o przyszłych europejskich ambasadach. Tamtejsi dyplomaci czekali na moment, aby przekształcić je w formalne placówki dyplomatyczne UE. Czy było to konieczne? Kluczowa jest odpowiedź na pytanie czy 27 krajów członkowskich UE w ogóle jest w stanie prowadzić wspólną politykę zagraniczną. Zgodzono się zapisać w traktacie z Lizbony w art. 24 ust. 3, że wszystkie Państwa Członkowskie popierają, aktywnie i bez zastrzeżeń politykę zewnętrzną i bezpieczeństwa Unii w duchu lojalności i wzajemnej solidarności. W moim odczuciu jest to kreowanie rzeczywistości, która prawdopodobnie nigdy nie będzie miała miejsca. Znając sprzeczność interesów takich krajów europejskich jak np. Niemcy i Wielka Brytania – ich zaangażowanie w konflikty na świecie – wojna w Iraku, Afganistanie, a także postawy Hiszpanii, Słowacji, Grecji w sprawie Kosowa itd. Łatwo można przewidzieć kolejne problemy. Nie zważając na te aspekty, Catherine Ashton tworzy placówki dyplomatyczne i obsadza je osobami wywodzącymi się w zdecydowanej większości ze starych krajów członkowskich. Właśnie w unijnym korpusie dyplomatycznym, jak w soczewce odbijają się egoizmy dużych krajów członkowskich UE.
Jak przedstawia się teraz sytuacja naszego kraju w unijnym korpusie dyplomatycznym?
Bez względu na osobiste poglądy zmuszeni jesteśmy zaakceptować stan faktyczny.
Jeżeli unijna dyplomacja powstaje i Polska weszła do gry, to bez względu na zastrzeżenia powinna walczyć o obsadzenie takiej liczby i tak ważnych placówek, odpowiednio do potencjału Polski, jako szóstego pod względem ludności kraju UE. Co do tego zgadzają się wszyscy posłowie do PE Członkowie Komisji Spraw Zagranicznych w PE zabiegali i stale zabiegają o to, aby stanowiska ambasadorskie były obsadzane z zachowaniem kryterium tzw. równowagi geograficznej. Zieloni i socjaliści zabiegają, aby łączyć tę kwestię również z równowagą płciową. Niemniej postulaty te nie znajdują odpowiedniego gruntu w Komisji Europejskiej, zwłaszcza u pani Ashton. Na sto kilkadziesiąt placówek dyplomatycznych Polsce przyznano dwie, i to w odległych częściach świata, w Jordanii i Korei Południowej. Jest to niedoszacowanie naszego kraju oraz pominięcie innych państw Europy Środkowowschodniej.
Jak na ostatniej sesji plenarnej w Strasburgu głosowali polscy europosłowie co do dokumentu określającego zasady rekrutacji personelu w ESDZ?
W większości polscy europosłowie zagłosowali przeciw temu sprawozdaniu bądź się wstrzymali. Decyzję tę motywowali nieuwzględnieniem wszystkich postulatów w złożonych poprawkach. Zabiegaliśmy o wzięcie pod uwagę równowagi geograficznej. Okazało się, że przedstawiciele największych krajów członkowskich kierują się egoizmem narodowym. Z jednej strony w warstwie werbalnej istnieje zapewnienie o solidarności, równości oraz równowadze, a z drugiej, kiedy dochodzi do podziału konkretnych stanowisk, to kraje mniejsze są pomijane. Stratę tę ma rekompensować fotografia premiera bądź ministra spraw zagranicznych pokrzywdzonego kraju z przywódcami dużych krajów UE. Tak przynajmniej ja to odczytuję.
Dlaczego polityczna sytuacja krajów Europy Środkowo – Wschodniej jest tak słaba w unijnej dyplomacji?
Szefowie rządów i głowy państw w liczbie 27 omawiają i decydują o kwestiach dotyczących obsadzania stanowisk w unijnej dyplomacji. To oni wybrali panią Catherine Ashton na szefową ESDZ, oddali jej przez to w dłonie instrumenty do działania w korpusie dyplomatycznym. Należy zapytać polskiego premiera, w jaki sposób negocjował na forum Rady. Szczęśliwie drzwi nie zostały jeszcze domknięte, gdyż etaty w przedstawicielstwach Komisji Europejskiej na świecie będą sukcesywnie zwalniane w wyniku naturalnej roszady dyplomatów i urzędników. Od postawy polskiego rządu w kolejnych negocjacjach będzie bardzo wiele zależało. Pytanie, czy będzie on dostatecznie zdeterminowany, aby wprowadzać tam dyplomatów polskich? W KE mamy Polaka, pana Janusza Lewandowskiego, przez ponad rok przewodniczącego PE, Jerzego Buzka, także 50 posłów polskich w PE. Jeżeli będzie wola polityczna i odpowiednia presja, to sądzę, że uda się maksymalizować korzyści dla Polski, płynące ze środków, które są dostępne w UE.
Co dla poprawy polskich interesów w ESDZ może teraz zrobić rząd Donalda Tuska?
Premier i obecna ekipa rządowa powinni ocenić, czy polskie placówki w Korei Południowej i Jordanii to szczyt możliwości naszego kraju i czy to ich w pełni satysfakcjonuje. Posłowie do PE wybrani z list Platformy są niezadowoleni. Samą tę rozbieżność określić można, jako ewidentną porażkę tego rządu. W sferze dyplomatycznej jednak należy działać w sposób długofalowy i mam nadzieję, że istnieje jakiś polityczny plan obsadzenia innych placówek unijnych na świecie. Być może jest to myślenie życzeniowe, ale trudno pogodzić się, że jest to szczyt możliwości naszego kraju.
Proszę jeszcze powiedzieć czy kraje członkowskie będą musiały dokonywać w związku z działalnością ESDZ jakichś dodatkowych wpłat do unijnej kasy?
Według oficjalnych anonsów nowa unijna dyplomacja ma kosztować dodatkowo 9,5 mln euro. Jak rozumiem jest to tylko wartość dodana do funduszy, które przekazywano już na zagraniczne przedstawicielstwa KE. Podczas ostatniej sesji plenarnej w Strasburgu komisarz Lewandowski ujawnił, że planuje wprowadzić nowy tzw. europodatek od różnych aktywności, m.in. od CIT-u, od handlu emisjami CO2 i od innych. Z tych źródeł UE planuje uzyskać 20 do 30 mld euro rocznie i jak sądzę część tych środków zasili nową unijną dyplomację. ESDZ to kolejny obszar, który próbuje się wyjąc spod kompetencji państw narodowych i oddać brukselskiej biurokracji. Podatnicy także w Polsce, będą płacić na placówki, które nie do końca będą nas reprezentować.
Dziękuję za rozmowę
