Zdrożeją ubranka dla dzieci
Stosowanie przez Polskę obniżonego 7-procentowego VAT na ubranka i buciki
dziecięce jest nielegalne – uznał wczoraj Trybunał Sprawiedliwości UE. Oznacza
to, że ceny artykułów dla dzieci w przyszłym roku zostaną obłożone podstawową
stawką VAT w wysokości 23 procent.
Skargę na Polskę o stosowanie preferencyjnej stawki VAT na ubranka i buciki
dziecięce złożyła Komisja Europejska w lutym 2009 r., wskazując, że artykuły te
nie zostały wymienione w dyrektywie z 2006 r. wśród towarów, dla których można
stosować obniżone stawki. Polska powoływała się przed Trybunałem na wyjątek
przewidziany w dyrektywie, że państwa, które do 1991 r. stosowały obniżone
stawki VAT, mogą je utrzymać. Wydawało się, że werdykt będzie korzystny dla
Polski, ponieważ za przyjęciem naszej argumentacji opowiedziała się rzecznik
generalny Trybunału Juliane Kokott. Niestety, Trybunał stwierdził, że w 1991 r.
stosowaliśmy nie podatek VAT, lecz podatek obrotowy o całkiem odmiennym
charakterze. Trybunał Sprawiedliwości odrzucił również argumentację, że niskie
opodatkowanie artykułów dziecięcych jest elementem polityki prorodzinnej oraz
sprzyja wzrostowi gospodarczemu. Sędziowie zasugerowali, aby Polska wykorzystała
do tych celów inne narzędzia, które nie zakłócają wewnątrzunijnej konkurencji,
takie jak dopłaty dla rodzin z dziećmi lub ulgi w podatku dochodowym.
W większości krajów europejskich opodatkowanie artykułów dziecięcych jest bardzo
niskie, np. Luksemburg stosuje 3-procentową, a Wielka Brytania i Irlandia nawet
zerową stawkę. W efekcie interwencji Komisji Europejskiej i wyroku Trybunału
stawka VAT wzrośnie u nas z 7 do 23 proc., a zatem Polska – ubogi kraj o
najniższym przyroście naturalnym w Europie – będzie musiała stosować drakońskie
opodatkowanie artykułów dla dzieci, którego poziom pogłębi ubóstwo polskich
rodzin. Do tej kuriozalnej sytuacji doszło z dwóch powodów. Po pierwsze, w
Polsce podstawowa stawka VAT – obecnie 22 proc., a od 2011 r. 23 proc. – należy
do najwyższych w Europie. Po drugie, większość krajów UE wywalczyła sobie w
traktatach akcesyjnych lub w pracach nad dyrektywą z 2006 r. prawo do stosowania
obniżonych stawek VAT w priorytetowych dziedzinach, a nasi rządzący tego nie
zrobili. Zaniedbali obronę interesów polskich rodzin zarówno podczas rokowań
akcesyjnych, jak i potem, po wejściu do UE. Kilkuletnia derogacja na stosowanie
preferencyjnych stawek podatkowych to zaledwie rozwiązanie doraźne, które wygasa
od nowego roku. – Rządy Buzka i Millera prowadzące negocjacje akcesyjne nie
zadbały o korzystne i trwałe rozwiązanie kwestii opodatkowania artykułów
dziecięcych – twierdzi Sebastian Bojemski, pełnomocnik Komitetu Nasze Dziecko. W
2005 r., gdy lewicowy rząd chciał podnieść VAT na ubranka i buty dziecięce do 22
proc., Komitet zebrał 100 tys. podpisów pod projektem obywatelskim, który
zakładał podatek 7-procentowy. Sejm nie zgodził się wówczas na podniesienie
podatku, pozostawiając dotychczasową stawkę. O tym, że trzeba tę stawkę
zabezpieczyć na gruncie europejskim, wiadomo było od początku. Należało przede
wszystkim zadbać o to, aby preferencyjne opodatkowanie artykułów dziecięcych
wprowadzone zostało do unijnej dyrektywy, nad którą trwały w 2005 r. prace.
Postulował to m.in. ówczesny rzecznik praw dziecka Paweł Jaros. Tak się niestety
nie stało. Polska podjęła natomiast walkę na forum komitetu Ecofin o
przedłużenie derogacji dla Polski na stosowanie obniżonych stawek, wykorzystując
fakt, że równolegle o utrzymanie preferencyjnych stawek ubiegało się kilka
dużych krajów starej Unii, a do przeforsowania tych rozwiązań wymagana była
jednomyślność. Z naszych informacji wynika, że mieliśmy szanse uzyskać
bezterminowe lub długoletnie przedłużenie derogacji. Niestety, w ostatniej fazie
zabrakło determinacji i rząd nie zastosował weta. W rezultacie kraje zachodnie
dostały to, o co zabiegały, a głos Polski został po prostu pominięty.
Małgorzata Goss
