Rodziny próbują żyć po strasznej traumie

Z gen. Waldemarem Skrzypczakiem, byłym dowódcą Wojsk Lądowych, rozmawia
Łukasz Sianożęcki

W najbliższą sobotę w warszawskiej Galerii Porczyńskich odbędzie się
charytatywny koncert poświęcony dzieciom osób, które zginęły w katastrofie pod
Smoleńskiem. Patronuje Pan temu wydarzeniu.

– To mój pomysł, którego realizację podchwycił pan Marian Kowalewski z Fundacji
na Rzecz Bezpieczeństwa Gloria Victoribus. Główną ideą koncertu jest zebranie
środków na wsparcie leczenia i rehabilitacji chorych dzieci, które straciły
swych ojców w wyniku tragedii smoleńskiej. Wiemy bowiem, że liczne dzieci
potrzebują takiej pomocy, bardzo często chodzi tu o wysoko wykwalifikowaną
pomoc. Chcemy zebrać pieniądze m.in. dla dzieci generała Tadeusza Buka. Jego
bliscy – ukochana żona Regina, wspaniałe dzieci: Wanda, Mariusz i Ela, walczą o
odnalezienie się po traumie utraty ukochanego męża i troskliwego ojca.

Czy to oznacza, że państwo nie zapewniło im wystarczającej pomocy?
– W mojej ocenie, państwo zgodnie z prawem wypłaciło odszkodowanie i wykonało
to, co zgodnie z prawem wykonać powinno. Natomiast życie toczy się dalej i
rodziny potrzebują opieki. Wobec tego uważam, że naszym obowiązkiem, obowiązkiem
żołnierzy jako przyjaciół z szeregów wojskowych jest wspierać rodziny tych,
którzy polegli pod Smoleńskiem. Niejednokrotnie bowiem potrzebują one stałej
pomocy. Nie zaś jednorazowych odszkodowań czy krótkotrwałego wsparcia.
Oprócz przeżywania traumy wielokrotnie bliscy ofiar są ciężko chorzy. Na
polepszenie ich sytuacji i przyniesienie ulgi w cierpieniu do tej pory pracowali
ich ojcowie czy mężowie. Teraz już nie mogą im tego zapewnić. Zależy więc nam,
aby dzieci te były objęte pomocą medyczną i rehabilitacyjną.

Jak Pan ocenia ton narracji niektórych mediów przypisujących winę pilotom?
Rodziny ofiar wielokrotnie podkreślają, że nie włączają odbiorników
telewizyjnych, bo materiały tam się pojawiające je ranią.

– Dokładnie tak jest. To, co obserwujemy w mediach, w żadnym stopniu nie łagodzi
przeżyć rodzin. Jeśli w dalszym ciągu będzie ta sprawa relacjonowana w taki
sposób, ich trauma będzie trwała i przedłużała się.

Niemal z każdym dniem pojawiają się nowe niewyjaśnione kwestie i pytania w
tej sprawie. Jaki to ma wpływ na rodziny?

– To także z całą pewnością pogłębia ich smutek. Dlatego właśnie chcemy zrobić
wszystko, aby nie czuli się opuszczeni i zapomniani. Na temat samego przebiegu
śledztwa nie chciałbym się wypowiadać, nie znam jego kulisów. Tak jak
wspomniałem, obecnie naszym głównym celem jako żołnierzy jest solidarność z
rodzinami naszych kolegów i prawdziwa pomoc, której one potrzebują.

Dziękuję za rozmowę.

drukuj