Katolik zakładnikiem „realnej polityki”

Z prof. Alfredem Marcosem, wykładowcą filozofii na Uniwersytecie
Valladolid w Hiszpanii, uczestnikiem i prelegentem toruńskiego kongresu
naukowego, rozmawia o. dr Krzysztof Bieliński CSsR

Toruńska uczelnia zgromadzi po raz kolejny nie tylko ludzi z wybitnym
dorobkiem naukowym czy też dużym doświadczeniem politycznym, ale przede
wszystkim osoby odwołujące się do fundamentalnych nakazów chrześcijańskiej nauki
moralnej i społecznej. Swoją obecność na kongresie w WSKSiM potwierdził również
Pan Profesor. Z jakim zasadniczym przesłaniem odnoszącym się do działalności i
postępowania katolików w życiu politycznym zwróci się Pan do polskiego
audytorium?

– Zasadnicze przesłanie jest następujące: obecność katolickiej kultury i
Kościoła katolickiego w społeczeństwie hiszpańskim i hiszpańskiej historii jest
bardzo wyraźna. Widać dobrze, że wiele z naszych zwyczajów, świąt, tradycji,
sposobów patrzenia na życie itd. ma korzenie katolickie. Ponadto Kościół
katolicki jest obecny w edukacji, obszarach związanych ze zdrowiem, akcjach
społecznych na rzecz najuboższych, w niektórych mediach… Jednakże obecność
katolików w polityce jest istotnie ograniczona. W przeważającej części politycy
obecnie znajdujący się u władzy nie są katolikami. Niektórzy wręcz otwarcie
manifestują swoje wrogie nastawienie wobec religii i Kościoła. I chociaż
niektórzy politycy opozycyjni są katolikami, ich obrona katolickich idei czy
nawet zwykłej moralności jest bardzo wątła, podejmowana jakby ze wstydem.

Katolicy nie mogą rezygnować z udziału w polityce, która jest troską o
wspólne dobro. Lewica nieustannie i coraz skuteczniej wmawia Polakom, że Kościół
nie powinien "mieszać się do polityki". Czy w Pana ojczyźnie występuje podobna
propaganda?

– Jest zasadnicza różnica między tym, co się dzieje w Polsce, a tym, co dotyczy
Hiszpanii. Polski katolicyzm jest historycznie połączony z walką przeciw
dyktatowi komunistycznemu. To daje mu ogromny prestiż. Natomiast w Hiszpanii
niektórzy starają się podtrzymywać obraz Kościoła katolickiego jako instytucji
wspierającej dyktaturę Francisco Franco. Więc każdy polityk, który zadeklaruje,
że jest katolikiem, może zostać oskarżony o wspieranie Franco. Jest to
nieprawdziwe i niesprawiedliwe. To anachronizm. Kościół katolicki właściwie
pomógł wprowadzić demokrację w Hiszpanii. Tymczasem jego obraz jest
niesprawiedliwie przedstawiany przez media lewicy oraz część intelektualistów i
przedstawicieli świata kultury. Dlatego żaden polityk nie zadeklaruje otwarcie,
że jest katolikiem. W tej sytuacji byłoby bardzo trudno, aby katolicy,
niezależnie od tego, jak bardzo byłoby to dobre, mieli rzeczywiste wpływy w
polityce.

Polscy politycy, publicznie deklarujący swój katolicyzm, wyznają jednocześnie
poglądy sprzeczne z nauczaniem Kościoła, np. w kwestii in vitro. Hiszpańscy
decydenci prezentują równie ambiwalentne postawy?

– W Hiszpanii niewielu polityków jest katolikami. Do wiary przyznaje się np.
prezydent Kongresu Deputowanych. Należy on jednocześnie do rządzącej
Hiszpańskiej Socjalistycznej Partii Robotniczej (PSOE). Choć jest katolikiem,
zawsze głosuje tak jak jego partia, nawet w spornych kwestiach moralnych. Nigdy
nie zagłosował zgodnie z nauczaniem Kościoła. Ostatnio poparł np. prawo
proaborcyjne. Twierdził, że był do tego zmuszony ze względu na dyscyplinę
głosowania w jego partii. Więcej katolików jest w ugrupowaniu opozycyjnym.
Bliższa im jest moralność katolicka, a przynajmniej ta wynikająca z prawa
naturalnego. Jednak nie oznacza to, że zawsze stosują się do jej nakazów. Na
przykład w kwestii aborcji opozycyjna Partia Ludowa (PP) zawsze głosowała
przeciwko proaborcyjnym prawom promowanym przez socjalistów. Ale kiedy PP
rządziła, nie zmieniła tych praw, tylko je utrzymała, tłumacząc się – jak zawsze
– względami tzw. realnej polityki.

Czy będzie to Pańska pierwsza wizyta w Polsce – w kraju, z którego wyszedł
Jan Paweł II i w którym zrodziła się "Solidarność"?

– Jest to moja pierwsza wizyta w Polsce. Co prawda miałem zaplanowany przyjazd w
kwietniu, ale niestety, musiałem go odwołać z powodu wybuchu wulkanu, który
sparaliżował ruch powietrzny. Naprawdę bardzo chciałem odwiedzić Polskę. Związek
waszego kraju z Papieżem Janem Pawłem II oraz historyczna przeszłość Polski
zawsze walczącej z totalitaryzmami spowodowały, że stała się ona dla mnie bardzo
interesująca, bliska sercu i godna podziwu. Pozwolę sobie przytoczyć osobistą
historię. W dniach upadku komunizmu w Polsce spotkałem w Rzymie grupę Polaków,
którzy dotarli tam po długiej podróży autokarem. Przysłuchiwałem się im, gdy
śpiewali kolędę przy żłóbku nowo narodzonego Jezusa zgodnie z tradycją
podtrzymywaną w Bazylice Santa Maria Maggiore. Głęboko mnie to wzruszyło. Tej
sceny nigdy nie zapomnę.

Dziękuję za rozmowę.
tłum. Rafał Lizut

drukuj