Bez wartości ani rusz

Młodzi, dobrze wykształceni, z wielkich miast.
Nie, to nie elektorat Platformy Obywatelskiej ani nie widzowie "zaprzyjaźnionych
telewizji". To wyborcy, dla których ważne są wartości narodowe i katolickie. W
dobie "dyktatury relatywizmu" chcą być jednoznaczni w swoich codziennych
wyborach. Politykom mówią: więcej odwagi, mniej politycznej poprawności!

Nie chcą in vitro, omnipotencji państwa w wychowaniu dzieci. Nie zgadzają się z
wbijanym do głów przekazem, że rodzina, zwłaszcza wielodzietna, to siedlisko
patologii. Swoje życie małżeńskie i rodzinne budują na prawdziwych wartościach,
takich jak miłość, wierność, trwałość. Cenią tradycję, więzi pokoleniowe,
polskość to dla nich normalność.

In vitro? Dziękujemy
Krzysztof i Justyna Staszakowie żartują, że po dzieci muszą jeździć do… Rzymu.

Na pierwsze dziecko czekali pięć lat. Intensywne, chwilami upokarzające
leczenie, nie przyniosło skutków. Niby wszystko z punktu widzenia medycznego
było w porządku, ale upragnione dziecko nie pojawiało się na świecie. Justyna i
Krzysztof doszli do wniosku, że szkoda czasu i pieniędzy na dalszą terapię i
zaczęli interesować się procedurami adopcji.
Czy rozważali in vitro? – W ogóle nie braliśmy tego pod uwagę. Nikt mi też nie
proponował in vitro, bo wybieram lekarzy ze światopoglądem katolickim – mówi
Justyna. W międzyczasie postanowili udać się na pielgrzymkę do Rzymu. Zachęciło
ich znajome małżeństwo, które 9 lat czekało na dziecko, a po powrocie z
pielgrzymki do Wiecznego Miasta, gdzie modlili się przy grobie Jana Pawła II,
okazało się, że zostali rodzicami. Justyna i Krzysztof uznali, że to dla nich
też szansa. Za wstawiennictwem Ojca Świętego prosili Pana Boga o potomstwo. Pół
roku później Justyna była w stanie błogosławionym. Pierworodny synek otrzymał
imię Paweł. A że po jego urodzeniu rozpoczął się w Kościele Rok św. Pawła,
postanowili jeszcze raz pojechać do Rzymu: podziękować i prosić o kolejne
dziecko. – 25 października 2008 r. byliśmy z naszym małym synkiem w Bazylice św.
Pawła za Murami, a dokładnie 9 miesięcy później, 25 lipca 2009 r., urodził się
nasz synek Jaś – opowiada Justyna.
Teraz czekają na trzecie dziecko. Udało się bez pielgrzymki do Rzymu, chociaż
Krzysztof już rozglądał się za tanimi biletami…
Politycy starają się wmówić, że in vitro to dobrodziejstwo dla par małżeńskich,
które nie mogą doczekać się dziecka. Justyna i Krzysztof nigdy nie mieli
wątpliwości, że to droga donikąd. – Ta sprawa nas nie dotyczy – kwitują krótko.
– Nie chodzi o to, żeby dziecko mieć, tylko trzeba je przyjąć i wychować, a
jeżeli nie udaje się, to są też inne dzieci, które potrzebują miłości –
tłumaczą.

Nabierzcie odwagi
Na scenie politycznej wśród czołowych partii nie widać ugrupowania, które
klarownie reprezentowałoby elektorat katolicki. W żadnej z głównych partii
przywiązanie do tego, czego naucza Kościół, nie jest dominującym czynnikiem.
Owszem, politycy deklarują swoje przekonania katolickie, ale podejmują
rozwiązania sprzeczne z nauczaniem Kościoła. Afiszują się swoimi rodzinami i na
tym kończy się temat polityki prorodzinnej. Wyalienowani z polskiej
rzeczywistości, podszyci lękiem, czy za bardziej śmiałe działanie nie zniszczy
ich kariery wpływowa stołeczna gazeta, idą na kompromisy w sprawach, w których
negocjować nie wolno. Nie dostrzegają, że życie polityczne rozmija się coraz
bardziej z tym, czym żyją ludzie.
– Ten rozdźwięk jest szkodliwy dla państwa i dla Narodu – zauważa prof.
Mieczysław Ryba z Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego. Dlaczego społeczeństwo
w ogromnej większości katolickie nie ma wpływu na rządzących? Jak sprawić, by
politycy liczyli się z głosem katolickiego elektoratu? Problemem jest słabe
zorganizowanie ludzi wyznających te same wartości – na poziomie stowarzyszeń,
ruchów czy ugrupowań politycznych. Niestety, kiedy dzieją się rzeczy
arcyszkodliwe, jak ustawa o przemocy w rodzinie, która niszczy dobro dzieci,
odzew społeczny jest niewspółmiernie mały w stosunku do zagrożeń.
– W USA, nawet w tamtejszym systemie dwupartyjnym, środowiska konserwatywne są
mocno zorganizowane, potrafią oddziaływać na zewnątrz, Partia Republikańska musi
się liczyć z ich wpływami – wskazuje prof. Ryba. U nas kręgi konserwatywne są
lekceważone i marginalizowane, ich głosu nie bierze się pod uwagę, gdy decydują
się kwestie zasadnicze. Dlatego z punktu widzenia katolickiego społeczeństwa
mamy niereprezentatywne władze. Polityk, który odwołuje się do katolicyzmu, a
głosi poglądy fundamentalnie sprzeczne z nauczaniem Kościoła, np. w sprawie in
vitro, nie może być uznany za reprezentanta katolickiej opinii.
Państwo Staszakowie od wielu lat należą do jednej z organizacji harcerskich, tam
odebrali gruntowną formację duchową. "Biała służba" podczas papieskich
pielgrzymek, duszpasterstwo akademickie, udział w Światowych Dniach Młodzieży,
studiowanie nauczania Jana Pawła II, a zwłaszcza orędzi do młodych – to była
szkoła wiary i najcenniejszy skarb, który wnieśli do własnej rodziny. – Staramy
się tworzyć taką atmosferę w domu, żeby dzieci wiedziały, że obecność Pana Boga
w naszym życiu to coś najbardziej naturalnego – podkreśla Krzysztof. Dlatego
zgodność słów z czynami chcą widzieć również u ludzi władzy. Liczą, że rządzący
będą wsłuchiwać się w głos katolickich wyborców i zaproponują taki program, w
którym na pierwszym miejscu znajdzie się szacunek dla życia od poczęcia do
naturalnej śmierci i troska o rodzinę.
– Oczekujemy od polityków odwagi w wyrażaniu własnych przekonań i niekierowania
się poprawnością polityczną w działaniu – zwraca uwagę Justyna. – Być może ze
strony rodzin nie ma mocnego, zorganizowanego nacisku. Ale z drugiej strony nie
ma też poważnego traktowania rodzin przez polityków, którzy uprawiając PR,
zapominają o podejmowaniu realnych działań – ripostuje.

W jedności siła
Przemysław Wipler właśnie odbiera dzieci z przedszkola. Gdy dziadkowie mieszkają
daleko, młode rodziny muszą we własnym zakresie rozwiązywać codzienne problemy.
Na szczęście Przemysław ma tak zorganizowany dzień pracy, że wczesnym
popołudniem może opuścić biuro i pomóc żonie w obowiązkach domowych. Trzy
tygodnie temu przyszło na świat ich trzecie (a właściwie czwarte – jedno jest
już w Niebie) dziecko.
– Jesteśmy otwarci na życie, choć nie my o tym decydujemy – mówią Małgorzata i
Przemysław Wiplerowie. W ich domu najważniejsza jest wiara: wspólna modlitwa,
regularna spowiedź, kierownictwo duchowe. Normalni katolicy. Swoich przekonań
nie wypisują na sztandarach, ale starają się je realizować w życiu – chcą być
dobrymi rodzicami, uczciwie wykonywać swój zawód. Małgorzata jest architektem
wnętrz, Przemysław – przedsiębiorcą, prezesem Fundacji Republikańskiej.
Jak zniwelować rozdźwięk między deklaracjami a czynami polityków deklarujących
swój katolicyzm? – Jan Paweł II zawsze mówił: Musicie od siebie wymagać.
Politycy są tacy, jacy ich wyborcy – mówi Przemysław Wipler. Szkopuł w tym, że w
Polsce bardzo słabo zorganizowana jest opinia katolicka. Wyjątkowymi owocami
zaangażowania obywatelskiego setek tysięcy Polaków są Radio Maryja, Telewizja
Trwam, "Nasz Dziennik". Na ich przykładzie widać, jak działa wolne
społeczeństwo, gdzie ludzie gotowi są działać razem na rzecz dobra. Są też inne,
ale na nieporównywalnie mniejszą skalę sukcesy: udane bojkoty konsumenckie firm
wspierających niemoralne reklamy, akcje protestacyjne czy charytatywne. Ale to
zdecydowanie za mało.
Dużo ważniejsze niż oglądanie się na polityków jest stawianie na organizacje
obywatelskie, które powinny być partnerami dla władz i które mogą wywierać
nacisk. Opór przeciwko wymierzonym w rodzinę rozwiązaniom prawnym jest wciąż za
słaby, stąd politycy, którzy podzielają nauczanie Kościoła, nie czują wsparcia
społecznego, nie mogą użyć argumentu, że stoi za nimi znacząca siła. – Nie ma w
Polsce ani jednego katolickiego think tanku – instytucji, która przygotowuje
koncepcje, argumentację trafiającą nie tylko do ludzi wierzących, która wspiera
rozwiązania zgodne z nauczaniem Kościoła – ubolewa Przemysław Wipler.
Bierność, brak zaangażowania w sprawy społeczne to wciąż nieprzezwyciężony
balast po PRL i państwie autorytarnym, w którym nie było miejsca dla katolików w
przestrzeni publicznej. Dziś musimy niemal od zera uczyć się obecności w
polityce. Jak każda ludzka umiejętność, tak i ta wymaga wiedzy, doświadczenia
i… formacji. – Instytucje życia publicznego muszą być zgodne z antropologią
chrześcijańską, bo bez sensu jest spieranie się o wysokość podatków, kiedy nie
ma wspólnoty w pojmowaniu tego, kim jest człowiek, kiedy zaczyna się jego życie
i jak powinien być traktowany – wskazuje prezes Fundacji Republikańskiej. Tak
przygotowani politycy będą w stanie zrozumieć swoją odpowiedzialność za
Ojczyznę, za polskie rodziny, staną się ludźmi sumienia, których Polska tak
bardzo potrzebuje.
– Mnie by wystarczyło, żeby państwo przestało dyskryminować rodziny, które
decydują się mieć dzieci – Przemysław Wipler nie ma złudzeń co do intencji
rządzących. Dziś, gdy polityka prorodzinna z prawdziwego zdarzenia nie istnieje,
wiele rozwiązań – od zasiłkowych po podatkowe – dyskryminuje pełne, funkcjonalne
rodziny. Zamiast tego słyszymy banały w rodzaju: będziemy wspierać dzietność,
pomagać rodzinom, lub asekuranckie zapowiedzi, że w obecnej sytuacji budżetowej
nie możemy sobie pozwolić na politykę prorodzinną z prawdziwego zdarzenia.

Trzeba mówić:
tak – tak, nie – nie

O tym, jak bardzo przydałyby się dobre rozwiązania dla matek, które rezygnują z
pracy zawodowej, by wychowywać dzieci, przekonani są Arkadiusz i Krystyna
Gorgolewscy. Ona jest katechetką w gimnazjum, on pracownikiem na stanowisku
kierowniczym w firmie handlowej. Pochodzą z rodzin, gdzie pieniądze nigdy nie
były najważniejsze, potrafią funkcjonować przy niskich dochodach. Oboje uznali,
że wychowanie potomstwa jest ważniejsze od dorabiania się. Przez 10 lat Krystyna
pracowała więc na "domowym etacie", wychowując czworo dzieci. Żyli skromnie, ale
takie wyrzeczenia warto ponieść.
Pogoń za dobrami materialnymi, kariera za wszelką cenę czy tak charakterystyczny
dla wielkich miast "wyścig szczurów" to odległe problemy dla państwa
Gorgolewskich. Budują życie na innym fundamencie – bardziej zależy im na
umacnianiu relacji małżeńskich niż na nowym samochodzie. – Nasze świadectwo jest
najważniejsze dla dziecka, które chce się nauczyć żyć, dlatego najwięcej
zainwestowaliśmy w relacje małżeńskie – podkreśla Krystyna. Razem z mężem należą
do Ogniska Świętej Rodziny w Poznaniu. Tam, we wspólnocie wyznającej te same
wartości, czerpią motywację do życia zgodnego z wiarą. Bynajmniej nie izolują
się od środowisk, w których spotykają osoby obojętne wobec Kościoła lub nawet
wrogo do niego nastawione. Często nie ze złej woli, ale z niewiedzy, ogromnego
zamętu pojęć, z mieszania dobra ze złem. Wtedy dają świadectwo.
– Żeby zaświadczyć o prawdzie, trzeba być odważnym – nie ma wątpliwości
Krystyna. "Fajna jesteś dziewczyna, ale zepsuta przez Kościół" – słyszy czasem
od znajomych. Nie jest łatwo upomnieć się o prawdę, prostować błędne myślenie,
budzić sumienia. In vitro, różne praktyki ezoteryczne, doskonalenia umysłu – nie
tylko dorośli mają z tym problem, ale także młodzież, bo do szkół wlewa się
szeroką falą brudna piana pseudofilozofii. – Czasami trzeba ostro zawalczyć.
Mając wiedzę, zwracam np. uwagę na negatywne skutki promowania mandali, czuję
wewnętrzną konieczność, żeby to robić – mówi Krystyna.
Polityk chrześcijański musi stać na straży moralności. Dla państwa Gorgolewskich
ważna jest przede wszystkim jego postawa moralna w sprawie obrony życia od
poczęcia do naturalnej śmierci. – Tu nie może być wahań, trzeba mówić: tak –
tak, nie – nie. Jest wiele osób, które na wysokich szczeblach władzy chcą
widzieć polityków podzielających te wartości. Bez poszanowania elementarnych
spraw, a przede wszystkim obrony i godności życia, nie będzie ani dobrej
polityki społecznej, ani prorodzinnej czy edukacyjnej – podkreślają. Krystyna
zaangażowała się ostatnio w powstanie grobu dziecka nienarodzonego na miejscowym
cmentarzu – to miejsce będzie nie tylko uczczeniem niewinnych istot, ale stanie
się też okazją do ewangelizowania przechodniów, uwrażliwiania na prawdę o
świętości każdego życia.
Dziś, gdy rozstrzygają się kwestie zasadnicze, cywilizacyjne, jeżeli idzie o
przyszłość Narodu, postulaty katolickich wyborców uważane są za "obciachowe". –
Ale już za kilka lat może się okazać, że to, co dzisiaj głoszą liberałowie, jest
totalnie obciachowe, bo doprowadziło do katastrofy – ostrzega prof. Mieczysław
Ryba. – Mężowie stanu patrzą na Polskę i Europę w perspektywie 50 czy nawet 100
lat, małostkowi politycy chcą tylko doraźnie coś ugrać. Przeważa niestety
myślenie małostkowe – konstatuje.
Marcin i Agnieszka Młodzińscy razem z dwojgiem dzieci – 14-letnim Gustawem i
9-letnią Heleną – mieszkają na przedmieściach Poznania we własnym domu. Marcin
jest ekonomistą, pracuje jako urzędnik samorządowy na stanowisku kierowniczym.
Agnieszka jest nauczycielką w klasie integracyjnej, wcześniej mogła pozwolić
sobie na zajmowanie się dziećmi. Małżonkowie są otwarci na nowe życie, nie tracą
nadziei, że poradzą sobie z kolejnymi wyzwaniami. Podstawą wychowania w ich
rodzinie są Dekalog i wiara katolicka. – Dużą wagę przywiązujemy do wartości
patriotycznych i prawdy historycznej, którą cały czas poznajemy, bo w czasach
naszego dorastania była ona skutecznie zakłamywana. Dużym wsparciem w tym
zakresie są szkoły katolickie i prasa katolicka, w tym także "Nasz Dziennik" –
przyznaje Marcin.
Otwarty na innych dom państwa Młodzińskich zamyka swoje podwoje tylko przed
jednym intruzem – tu z telewizji korzysta się sporadycznie, ale za to w pełni
świadomie. Dzięki temu Marcin i Agnieszka mają więcej czasu na życie rodzinne,
na wspólne spędzanie czasu, rozmowy, codzienną modlitwę. Sielanka? "Wszystkie
szczęśliwe rodziny są do siebie podobne" – sentencja Lwa Tołstoja brzmi
wyjątkowo wiarygodnie.
Nie brakuje jednak i kłopotów. – Jak to się dzieje, że musimy każdego roku
kupować nowe komplety podręczników za kilkaset złotych, bo ministerstwo
zatwierdziło najnowsze wersje? Jesteśmy co roku zmuszani do płacenia ukrytego
podatku dla wydawców, a użyte raz podręczniki idą na przemiał. Nikt z polityków
się tym nie zajmuje! A rodzice płacą – nie kryją goryczy Marcin i Agnieszka.
Zależy im, aby Polską rządzili mądrzy i odpowiedzialni politycy, aby dbali o
dobro wspólne i w efekcie rzetelnej pracy budowali swoje kariery. – Niestety, ta
kolejność jest coraz częściej odwracana. Coraz mniej pracy nad rozwiązywaniem
problemów Polski i Polaków, a coraz więcej energii na tworzenie dobrego wrażenia
– mówią.
Tymczasem statystyki są bezwzględne: pogłębia się zapaść demograficzna, chwieje
się system emerytalno-rentowy, rośnie dług publiczny. – Kto zapewni nam
utrzymanie za 30-40 lat, gdy będziemy na emeryturze? Kto zbuduje wzrost
gospodarczy, kiedy państwo przestanie dysponować środkami ze sprzedaży majątku i
nie będzie mogło się dalej zadłużać? – pytają Agnieszka i Marcin.
Wszystkie rodziny, z którymi rozmawiam, zwracają uwagę, że nie chodzi o to, żeby
do rodzin dokładać, ale pomagać tym, które nie radzą sobie ekonomicznie. – To
patologia, że lepiej jest nie mieć męża, bo wtedy dostanie się zasiłek, a jak
się jest zdrową rodziną, na nic nie można liczyć – dziwi się Justyna Staszak.

Narzekanie na polityków niewiele pomoże. Elektorat katolicki musi sam walczyć o
swoje postulaty, organizować się i domagać respektowania chrześcijańskich zasad
i wartości, bo ma do tego prawo.
 

Małgorzata Rutkowska

drukuj