Demokracja w opałach

Rada Polityczna Prawa i Sprawiedliwości przyjęła w sobotę uchwałę w
sprawie "zagrożeń dla polskiej demokracji". Zagrożenia wynikać mają z ataków
rządzących na środowiska, które poparły Prawo i Sprawiedliwość w wyborach
prezydenckich. Rada przypieczętowała również przyłączenie się do PiS polityków
Polski Plus, czyli części tych, którzy Prawo i Sprawiedliwość opuścili przed
blisko trzema laty.

Wyjaśniając intencje uchwały w sprawie "zagrożeń dla polskiej demokracji",
prezes Prawa i Sprawiedliwości Jarosław Kaczyński tłumaczył, że ataki partii
rządzącej na środowiska, które poparły go w wyborach prezydenckich, nie powinny
mieć miejsca. Wyjaśniał, że chodzi np. o NSZZ "Solidarność" oraz o Kościół, choć
– jak zaznaczył – Kościół wprost nikogo nie poparł. Według Kaczyńskiego, tego
typu zachowanie rządzących kwestionuje zasadę istnienia władzy i opozycji oraz
prawa wyboru "jednych albo drugich". W uchwale zwrócono uwagę, iż groźne dla
demokracji jest ukształtowanie się w Polsce systemu, w którym zdecydowaną
przewagę w mediach zyskała opcja polityczna sprawująca władzę. W uchwale czytamy
także m.in., że "Rządząca partia, wykorzystując sytuację powstałą w wyniku
śmierci wielu osób zajmujących wysokie stanowiska państwowe i nie czekając na
wynik wyborów prezydenckich, zawłaszczyła wiele instytucji i jest na drodze do
przejęcia pełnej kontroli nad mediami publicznymi".

Bez Marka Jurka

Rada Polityczna PiS ostatecznie przypieczętowała powrót w szeregi Prawa i
Sprawiedliwości polityków, którzy tworzyli Polskę Plus. Już w czasie kampanii
prezydenckiej Polska Plus poparła kandydaturę Jarosława Kaczyńskiego. Podczas
konferencji prasowej Jarosław Kaczyński wystąpił w towarzystwie tych, którzy
przed blisko trzema laty opuścili Prawo i Sprawiedliwość, krytycznie odnosząc
się do sposobu, jakim partią kierował Kaczyński: Kazimierza Ujazdowskiego i
Jerzego Polaczka.
– Zakończył się proces, który traktujemy jako bardzo ważny i radosny: proces
rekonsolidacji prawicy w PiS. Partia Polska Plus wczoraj się rozwiązała, jej
członkowie weszli w skład PiS. Duża grupa, kilkunastoosobowa, weszła w skład
naszej Rady Politycznej. To powrót do sytuacji sprzed lat, do współpracy, która
naprawdę przynosiła kiedyś bardzo dobre efekty – mówił Kaczyński. Prezes PiS
ocenił, że ten proces konsolidacji prawicy nie jest w stu procentach zakończony,
gdyż pozostała jeszcze partia Marka Jurka, która – zdaniem Kaczyńskiego – nie
przejawia na razie tendencji, aby wejść do Prawa i Sprawiedliwości.
– Po 10 kwietnia, po katastrofie w Smoleńsku, uznaliśmy, że jedność prawicy jest
wartością nadrzędną, stąd ta decyzja, która odpowiada na oczekiwania bardzo
znaczącej części opinii publicznej – mówił Jerzy Polaczek, jeszcze niedawno w
Polsce Plus, a wcześniej PiS. Były wiceprezes PiS Kazimierz Ujazdowski
wyjaśniał, że powrót jego i jego kolegów w szeregi tej partii wynika przede
wszystkim z konieczności budowania alternatywy dla "najbardziej pasywnych i
biernych rządów w historii wolnej Polski".
Jarosław Kaczyński ogłosił też w sobotę, iż wszystko to, co działo się wokół
krzyża przed Pałacem Prezydenckim, sprawiło, że więcej nie będzie brał udziału w
posiedzeniach Rady Bezpieczeństwa Narodowego, na czele której stoi prezydent
Bronisław Komorowski.
– Jeżeli ktoś nie wydaje polecenia, żeby krzyż nie był profanowany, nie był
bezczeszczony, żeby kobiety nie były atakowane, a często także i mężczyźni, to
musi się liczyć z tym, że ludzie, którzy uznają, że w życiu publicznym pewne
reguły jednak powinny obowiązywać, że odrzucenie wszystkich reguł jest rzeczą
niedobrą, przestaną z nim rozmawiać – argumentował prezes PiS. Jarosław
Kaczyński odniósł się w sobotę także do oceny własnej kampanii prezydenckiej,
komentując również to, co powiedział w wywiadach dla "Rzeczpospolitej" i
"Newsweeka".
Kaczyński mówił, iż ma dziś podstawy, aby kwestionować strategię wyborczą
swojego sztabu. Prezes PiS stwierdził, że to za niego wymyślono kampanię
prezydencką. Tłumaczył, iż był w potwornym szoku po śmierci brata, brał silne
leki uspokajające i to "miało swoje skutki". Przekonywał, że to nie on
zaproponował Joannę Kluzik-Rostkowską na szefa swojej kampanii ani Pawła
Poncyljusza na rzecznika sztabu. – Ktoś z partii wpadł na ten pomysł, a ja tylko
na niego przystałem – mówił.
Po otrzymaniu funkcji szefa kampanii Kluzik-Rostkowska mówiła jednak, iż to
Jarosław Kaczyński jej taką rolę zaproponował, a sam prezes PiS zapewniał, że
Kluzik-Rostkowska nie będzie jedynie "paprotką", lecz swoją funkcję będzie
pełniła "realnie". Dzisiaj jednak prezes PiS utrzymuje, że Kluzik-Rostkowska
miała być raczej tylko twarzą kampanii, "bo jest wyjątkowo urocza" i podobną
rolę miał pełnić Poncyljusz. – Było takie przeświadczenie, że ładne buzie w
sztabie, a on jest przystojny, i demonstrowanie, że ja jestem niesłychanie
łagodny, przyniesie nam poparcie elektoratu wielkomiejskiego – mówił Kaczyński.
– Łagodnie mówiąc – nic z tego nie wyszło – dodał prezes PiS.
 

Artur Kowalski

drukuj