Ludzie Brukseli: Günther Oettinger Strażnik najbardziej kluczowego interesu Niemiec
Rurociągi, gaz, ropa naftowa, elektrownie atomowe i sieci przesyłowe – to
tylko niektóre pola odpowiedzialności Günthera Oettingera, komisarza do spraw
energii. W ekipie José Barroso wymienia się go zazwyczaj w środku, na
fotografiach stoi skromnie z boku. Ale Niemcy nie zamieniłyby możliwości obsady
tego stanowiska na żadne inne. Dopóki Unia nie ma swojej własnej armii, to ta
dziedzina pozostaje najbardziej strategiczna.
Aneks do polsko-rosyjskiej umowy gazowej, o którego szkodliwości dla polskich
interesów "Nasz Dziennik" pisał wielokrotnie, zawiera postanowienia, jakie mają
obowiązywać do 2037 lub nawet do 2045 roku. To prawie pokolenie przed nami.
Właśnie w takiej perspektywie myśli się i planuje politykę i bezpieczeństwo
energetyczne. A to bardzo odpowiada niemieckiej szkole narodowej strategii.
Niezależnie od zmieniających się rządzących w Berlinie ekip cele pozostają takie
same, realizuje się je uparcie z godną podziwu dalekowzrocznością. – Niemcy są
nastawieni na wykonywanie zadań. Państwo niemieckie to taki "samograj" wytrwale
realizujący postawione cele – zauważa prof. Mariusz Muszyński z Uniwersytetu
Kardynała Stefana Wyszyńskiego, specjalista w zakresie stosunków
polsko-niemieckich. – Gdy wypada im być "pod kreską", to cały system się spina i
usiłuje odwrócić ten stan rzeczy. Obserwowaliśmy to w okresie rozbicia na dwa
państwa niemieckie: NRD i RFN. Wtedy Niemcy robili wszystko, żeby doprowadzić do
zjednoczenia. Gdy to się udało, dążą do zjednoczenia Europy pod swoim
przywództwem – wyjaśnia.
"Prawica" po niemiecku
Oettinger należy do skrzydła CDU, które określa się mianem "prawicowego" i
"konserwatywnego". To politycy, którzy zasadniczo rozsądne stanowisko w
kwestiach gospodarczych łączą z nacjonalistycznym, mocarstwowym resentymentem, w
którym mieści się także rewizjonizm historyczny w odniesieniu do hitleryzmu.
Traktuje się naród niemiecki jako ofiarę nazizmu, podnosi straty poniesione w
wyniku II wojny światowej, a nawet podważa ustanowiony po niej w Europie
porządek. Do takiej "prawicy" przyznają się także Erika Steinbach i inni liderzy
Związku Wypędzonych. Należą też do niej wszyscy ci, dla których polityka
państwowa oznacza ekspansję i dążenie do dominacji.
Obecny komisarz ds. energii urodził się w 1953 roku w Stuttgarcie. Z
wykształcenia jest prawnikiem, absolwentem uniwersytetu w Tybindze. Krótko
pracował na macierzystej uczelni, uzyskując jednocześnie uprawnienia doradcy
podatkowego i biegłego rewidenta. W latach 80. XX wieku pracował w kancelariach
prawnych specjalizujących się w sprawach podatkowych. Zajmował coraz wyższe
stanowiska aż po samodzielne kierownictwo dużej korporacji prawniczej.
Oettingerowi udało się połączyć karierę profesjonalną z aktywnością polityczną.
Jako członek CDU był radnym różnych szczebli, a w 1984 roku został wybrany na
posła do landstagu (parlamentu krajowego) Badenii-Wirtembergii. Jednocześnie
zajmował coraz wyższe stanowiska w macierzystym ugrupowaniu politycznym,
dochodząc do stanowiska szefa chadeków w swoim landzie i członkostwa centralnych
władz partii na poziomie federalnym.
W 2005 roku Oettinger został premierem Badenii-Wirtembergii. W okresie prawie
czterech lat sprawowania tej ważnej funkcji jedynym wydarzeniem, które odbiło
się szerszym echem, był niestety skandal obyczajowy. Mieszkańcy tego regionu
Niemiec są dosyć konserwatywni i oczekują od swoich przedstawicieli
uregulowanego i stabilnego życia prywatnego. Sam Oettinger wykorzystał to, gdy w
wewnątrzpartyjnej rywalizacji przed objęciem stanowiska w pokonaniu
kontrkandydatki pomógł mu jej homoseksualizm. Tymczasem w grudniu 2007 roku
premier i jego żona ogłosili separację. Następnie okazało się, że rozpoczęli
życie w konkubinatach z nowymi życiowymi partnerami bez żadnej formy
legalizacji, co jest o tyle dziwne, że oboje są wyznania protestanckiego,
dopuszczającego rozwody i powtórne małżeństwa.
Oettinger uchodzi za sprawnego urzędnika, mówi się o nim jako o "pożeraczu
dokumentów". Stara się prezentować jako człowiek nowoczesny, postępowy i w
sposobie bycia młodzieńczy, jest na przykład miłośnikiem muzyki elektronicznej.
Nigdy jednak nie pracował poza własnym landem, co teraz skutkuje zauważalnym dla
brukselskich obserwatorów brakiem obycia. Jednym z wyrazów jego zaściankowości
jest słaba znajomość angielskiego, co utrudnia funkcjonowanie w międzynarodowym
zespole.
Awans za wybielanie nazisty
– Günther Oettinger to doświadczony polityk niemieckiej chadecji. Nie znalazł
się w Brukseli przypadkowo. Ma świetne przygotowanie ekonomiczne i zajmował się
w ramach swojej partii zagadnieniami gospodarczymi, w tym energetycznymi – mówi
Tomasz Krawczyk, w Fundacji Republikańskiej zajmujący się m.in. sprawami
niemieckimi. – Należał zawsze do tych polityków chadecji, którzy przywiązują
szczególną wagę do rozwiązań ekonomicznych – dodaje nasz ekspert.
Stanowisko premiera landu mogłoby właściwie być ukoronowaniem jego kariery
ściśle związanej z lokalnym środowiskiem, położonej na samym południu Niemiec
Badenii-Wirtembergii. Odejście ze Stuttgartu i awans do Komisji Europejskiej
zawdzięcza właściwie przypadkowi – przykremu i nadzwyczaj symptomatycznemu.
Chodzi o skandal, jakim było jego przemówienie na pogrzebie Hansa Filbingera,
jednego z poprzednich premierów landu, zmuszonego do rezygnacji po wyjściu na
jaw jego nazistowskiej przeszłości. Oettinger w mowie pogrzebowej dokonał
historycznie nieuprawnionej rehabilitacji Filbingera, określając go mianem
ofiary III Rzeszy i przeciwnika nazizmu. – Bardzo długo nie chciał się wycofać z
tez swojego przemówienia i uczynił to dopiero pod naciskiem kanclerz Angeli
Merkel. Był jednak na tyle znaczącym politykiem, że nie można było go po prostu
odsunąć – tłumaczy ekspert. Postanowiono zatem wykorzystać jego potencjał,
szczególnie kompetencje ekonomiczne, i wysłano jako komisarza do Brukseli.
– Dla Niemców najważniejsze były stanowiska szefa Europejskiego Banku
Centralnego i komisarza do spraw energii. To pierwsze wkrótce obejmie Axel
Weber, wbrew wcześniejszemu uzgodnieniu, że skoro siedziba banku mieści się we
Frankfurcie, to Niemcy nie będą się starać o objęcie teki jego szefa. A energia
przypadła Oettingerowi – wyjaśnia Tomasz Krawczyk.
Staranie o to właśnie stanowisko mieści się w niemieckim długofalowym planie
oddziaływania na gospodarkę i rynki finansowe. – Dla Niemców sprawy gospodarcze
są teraz absolutnie kluczowe dla budowania swoich wpływów w ramach Unii
Europejskiej, tak aby doprowadzić do "niemieckiej Europy" – tłumaczy nasz
ekspert. Chodzi zatem już nie o "europejskie Niemcy", a "niemiecką Europę".
Podobnie widzi to prof. Muszyński: – Unia Europejska nie jest dla Niemiec celem
samym w sobie, tak jak się często myśli u nas. Jest narzędziem realizacji
własnych celów. Jest to przede wszystkim dążenie do mocarstwowości sięgającej
nawet dalej niż Europa – zaznacza.
Cele naszego zachodniego sąsiada
Ważnym symptomem globalnych ambicji państwa niemieckiego jest zmierzanie do
zajęcia stałego miejsca w Radzie Bezpieczeństwa ONZ. – Zauważmy, że od wejścia w
życie traktatu z Nicei Niemcy zdominowali Unię Europejską – są w jej strukturach
najsilniejsi. Same Niemcy nie byłyby partnerem dla Ameryki, ale Unia Europejska
je wzmacnia. Występują jako przywódca Europy. W relacjach z Rosją od dawna są
już równym partnerem, to samo dotyczy Chin – uzupełnia prof. Mariusz Muszyński.
Mamy do czynienia z jednostronnym utożsamieniem interesu europejskiego i
niemieckiego przez unijnych urzędników wyznaczonych przez Berlin. Objawiło się
to np. milczeniem struktur europejskich w sprawie budowy Gazociągu Północnego,
wbrew zapewnieniom o solidarności krajów członkowskich w kwestiach
bezpieczeństwa energetycznego. – Dawniej cele polityczne realizowano głównie
poprzez wojny, dzisiaj interesy państw ścierają się na forum instytucji
międzynarodowych. Gdy państwo jest w nich silne, ma swoich reprezentantów na
dobrych pozycjach i całą sieć urzędników, którzy pamiętają, skąd przyszli, a nie
stają się "obywatelami Europy", to uzyskuje możliwości formalnego i
nieformalnego wpływu – ocenia znawca polityki naszego zachodniego sąsiada. – Bez
wątpienia Niemcy są w tym teraz najlepsze – dodaje.
Taką linią pełnej lojalności wobec niemieckich interesów idzie też niemiecki
komisarz, gdy broni Polski i polskiej gospodarki przed gazowym monopolem Rosji.
Jest jasne, że czyni to zgodnie z oczekiwaniami swojego kraju, który sam
chciałby sprzedawać nam swoje nadwyżki gazu, pochodzące na przykład z rurociągu
północnego. Nie widać podobnej aktywności niemieckiego komisarza wobec
sprzeciwów płynących z Berlina dotyczących budowy gazoportu w Świnoujściu. Ta
inwestycja, ważna z punktu widzenia polskiego bezpieczeństwa energetycznego,
przeszkadza tym samym planom Berlina, któremu zawadza umowa polskiego rządu z
Rosją.
Piotr Falkowski
