Billboard z Komorowskim do zwrotu

Prokuratura Rejonowa dla miasta Rzeszowa umorzyła postępowanie w sprawie
rzekomego pomówienia Bronisława Komorowskiego przez Jacka Kotulę, szefa
Stowarzyszenia Contra in vitro. Podczas kampanii wyborczej Kotula prezentował na
ulicach Rzeszowa proaborcyjne poglądy ówczesnego kandydata na urząd prezydenta.

Sprawa zaczęła się 16 czerwca br. i ma związek z akcją billboardową podczas
kampanii prezydenckiej. Na ulicach Rzeszowa pojawił się samochód z lawetą, na
której widniał plakat ze zdjęciem Bronisława Komorowskiego i dziecka
uśmierconego przed narodzinami. Pod zdjęciami alarmujące napisy: "Marszałek
Komorowski popiera kompromis aborcyjny" i "Kompromis aborcyjny zabija chore
dzieci".
– Chcieliśmy podkreślić poglądy kandydata na prezydenta RP, który wielokrotnie
publicznie pochwalał tzw. kompromis aborcyjny. Zależało nam również na pokazaniu
społeczeństwu, czym w istocie jest aborcja – mówi Jacek Kotula.
Rekonesans po Rzeszowie nie trwał długo, bo samochód należący do prezesa
Stowarzyszenia Contra in vitro i przez niego prowadzony, na skutek doniesienia
posła PO Tomasza Kuleszy, zatrzymała policja. Funkcjonariusze zaaresztowali
przyczepkę z billboardem. Sprawa nie znalazła finału w sądzie, ponieważ
Prokuratora Rejonowa dla miasta Rzeszowa jeszcze przed wszczęciem dochodzenia
umorzyła śledztwo, nie znajdując interesu społecznego do objęcia ściganiem z
urzędu czynu prywatno-skargowego. Również sztab Bronisława Komorowskiego
zrezygnował z dochodzenia racji.
Wprawdzie prokuratura orzekła o zwrocie lawety właścicielowi, ale bez
billboardu. Dlatego prezes Stowarzyszenia Contra in vitro złożył do Sądu
Okręgowego w Rzeszowie zażalenie na bezprawność postanowienia prokuratury
dotyczącego zatrzymania lawety i billboardu. Kiedy z końcem lipca Kotula zgłosił
się na policję po odbiór lawety, usłyszał, że jest to niemożliwe, a laweta wraz
z billboardem zostaną zwrócone właścicielowi wówczas, kiedy będą zbędne dla
potrzeb postępowania związanego z zażaleniem, jakie złożył Kotula.
Teraz billboard będzie mógł wreszcie wrócić do właściciela. W uzasadnieniu o
umorzeniu dochodzenia prokurator Agnieszka Zięba stwierdziła, że czyn skierowany
był przeciwko Bronisławowi Komorowskiemu w związku z jego kandydowaniem na urząd
prezydenta, ale nie naruszył żadnych dóbr ogólnych. W uzasadnieniu o umorzeniu
postępowania czytamy, że nie było podstaw, "aby prowadzić postępowanie karne o
czyn prywatnoskargowy z urzędu, brak jest bowiem interesu społecznego w takich
sytuacjach".
Bez odpowiedzi pozostaje pytanie, po co to całe zamieszanie, skoro i tak w
postępowaniu szefa Stowarzyszenia Contra in vitro nie dopatrzono się winy. –
Cała ta sprawa pokazuje, że usiłowano zamknąć nam usta i w ten sposób zyskać
spokój. My jednak nie daliśmy się zastraszyć ani prokuraturą, ani sądami. Od
początku byliśmy przekonani, że racja jest po naszej stronie – uważa Jacek
Kotula.
Contra in vitro podtrzymuje, że Komorowski jest zwolennikiem tzw. kompromisu
aborcyjnego, dopuszczającego wykonywanie aborcji np. w sytuacji podejrzenia
choroby dziecka. Jako przykład stowarzyszenie podaje fragment debaty
przedwyborczej Radosław Sikorski – Bronisław Komorowski z 21 marca br., kiedy
ówczesny marszałek Sejmu stwierdził: "Byłem i jestem przeciwko eutanazji, karze
śmierci. Jestem przeciwny aborcji, ale obecną ustawę uznaję za najlepszą z
możliwych. Jestem za możliwością zapłodnienia in vitro".

Mariusz Kamieniecki

drukuj