Gminy nie mogą czekać

Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji zapewnia, że pomocy dla
powodzian w tym i w przyszłym roku "w żadnym wypadku" nie zabraknie. Ta
deklaracja kłóci się jednak z obserwacją posłów, z której wynika, że wiele gmin
musi liczyć jedynie na własne środki przy usuwaniu skutków kataklizmu.

Wiceminister Tomasz Siemoniak wyliczał na posiedzeniu sejmowej Komisji Finansów
Publicznych, że na zasiłki celowe dla powodzian rząd zarezerwował w tym roku 231
mln zł, z czego do tej pory wypłacono 141 mln złotych. Z budżetu państwa
przeznaczono środki na remont i budowę budynków mieszkalnych w wysokości ponad
370 mln zł, z czego do tej pory wypłacono 270 mln złotych.
– Nie mogę zgodzić się z poglądem, że gminy w jakimkolwiek aspekcie działań
związanych z usuwaniem skutków powodzi zostały pozostawione same sobie. Przez
rząd został przyjęty specjalny program dla początkowo 14, a potem 18 najbardziej
poszkodowanych gmin, który zakłada, że skierowane zostanie do nich ponad 600 mln
zł – mówił Siemoniak. Jak twierdził, w przyszłorocznym budżecie państwa zostanie
zapewniona wyższa kwota z przeznaczeniem na usuwanie skutków powodzi.
Posłowie słuchający tych deklaracji mogli sądzić, że rząd dokłada wszelkich
starań, by powodzianie nie zostali bez dachu nad głową i bez środków do życia.
Jednak napływają do nich zgoła inne dane.
– Mamy informacje z terenu, że ludzie po prostu nie mają pieniędzy. W najgorszej
sytuacji są gminy, które muszą odbudowywać infrastrukturę z własnych środków –
tłumaczy Beata Szydło (PiS), wiceprzewodnicząca komisji finansów. Jak dodaje,
niektóre gminy nie mogą biernie czekać, aż dostaną pieniądze rządowe czy pomoc z
Unii Europejskiej, bo w wielu przypadkach to czekanie jest po prostu niemożliwe.
Zwłaszcza że zbliża się zima. – Trudno, żeby gmina czekała, aż dostanie kiedyś
jakieś pieniądze, skoro zniszczona jest np. droga, która prowadzi do ważnej
części miasta. Przecież musi być jak najszybciej odbudowana. Stąd gminy, nie
mając innej możliwości, zaciągają kredyty. A potem minister Jacek Rostowski mówi
w radiu, że to przez samorządy jest taka dziura budżetowa – komentuje Beata
Szydło.
Potrzeb samorządów nie da się zaspokoić natychmiast – podkreślał wczoraj
wiceminister Siemoniak. Co jednak mają zrobić te gminy, które zmuszone są z
własnych środków wynająć na rynku wtórnym lokale mieszkalne dla wielu rodzin? Na
to jednoznacznej odpowiedzi już nie było, a posłowie argumentowali, że z tym
wiążą się przecież znaczne koszty, których małe gminy nie są w stanie
samodzielnie udźwignąć.
Beata Szydło zwróciła uwagę na fakt, że do dziś nie ma jasności nawet co do
tego, jak przebiega wypłata zasiłków dla powodzian. Jej niepokój budzi również
kwestia przerzucania odpowiedzialności za ich udzielanie na samorządy oraz
niezbyt konkretne stanowisko wiceministra Siemoniaka dotyczące pomocy
powodzianom ze środków Unii Europejskiej. 23 lipca – jak przypomniała
parlamentarzystka – do Komisji Europejskiej został złożony wniosek, w którym
oszacowano szkody, jakie ponieśli Polacy w czasie powodzi w tym roku, na kwotę
12,5 mld złotych. Siemoniak stwierdził, że według szacunków rządu Polska otrzyma
pomoc w wysokości ok. 100 mln euro. Jednak nie wiadomo, kiedy to dokładnie
nastąpi. – To, jak podkreślił sam minister, może trwać nawet kilkanaście
miesięcy. Wydaje mi się, że w tej chwili rząd postawił trochę na przeczekanie i
pozostawienie samorządów samym sobie – skomentowała Beata Szydło, która uznała
wyjaśnienia ministra za niewystarczające. Jak zapewniła, Komisja Finansów
Publicznych przygotuje w tej kwestii dodatkowe pytania.

Piotr Czartoryski-Sziler

drukuj