Ukraina nie chce oddać wyspy

Ukraina i Rosja wciąż nie mogą uzgodnić przebiegu granicy państwowej na
Krymie. Problem polega na tym, że ma ona przebiegać według map z czasów ZSRS,
kiedy granice między republikami sowieckimi były wytyczone symbolicznie. Wtedy
nikt się tym nie przejmował, teraz natomiast sprawa może wywołać poważne tarcia
na linii Moskwa – Kijów. Spór dotyczy wyspy Tuzła w pobliżu Kercza.

Gdy Rosja i Ukraina były republikami w ramach ZSRS, granica między nimi
przebiegała na linii: obwód krymski (Ukraina) i obwód krasnodarski (Rosja). I
takie rozgraniczenie zachowano w momencie likwidacji Związku Sowieckiego (1991
r.). Ale obecne spory dotyczą przede wszystkim wyznaczenia granicy morskiej
między Rosją a Ukrainą. Jest ona tymczasowa, bo Federacja Rosyjska nie uznaje
linii demarkacyjnej na morzach Czarnym i Azowskim. Moskwa tłumaczy, że kwestia
granicy morskiej jest otwarta, gdyż takiej strefy oddzielającej Ukrainę od Rosji
w czasach ZSRS nie było.

Sprawa tak naprawdę dotyczy przede wszystkim wyspy Tuzła leżącej w Cieśninie
Kerczeńskiej. W przypadku uznania granicy sowieckiej Rosja straciłaby tę wyspę,
gdzie znajdują się bogate złoża ropy naftowej. I dlatego walczy o jej
utrzymanie. Sprawa została zapoczątkowana jeszcze w styczniu 1941 r., gdy wyspa
została przekazana w ręce administracji obwodu krymskiego. W 1954 r. obwód
krymski włączono w skład Ukraińskiej Socjalistycznej Republiki Sowieckiej.
Dlatego jeden z ukraińskich dyplomatów powiedział anonimowo gazecie "Kommersant-Ukraina",
że "stanowisko Rosji i jej logika są dla nas niezrozumiałe". – Prawda jest po
stronie ukraińskiej, bo wyspa Tuzła należy do nas – dodał ukraiński dyplomata.

Spór o Tuzłę trwa oficjalnie od 2003 roku. Rosja twierdzi, że nie jest to żadna
wyspa, tylko przedłużenie podwodnej mierzei ciągnącej się od strony Półwyspu
Tamańskiego stanowiącego część należącego do Rosji Kraju Krasnojarskiego. Moskwa
jest przygotowana na długotrwałe negocjacje i liczy, że jeśli się one przedłużą,
Ukraina zostanie zmuszona do ustępstw. O tym, że na razie negocjacje utknęły w
ślepej uliczce, oświadczył minister spraw zagranicznych Rosji Siergiej Ławrow,
mówiąc, iż "oba kraje będą kontynuować negocjacje w poszukiwaniu wygodnych dla
obu państw rozwiązań". Jednak zdaniem obserwatorów politycznych w Kijowie,
kropkę nad "i" w tej kwestii mogą postawić tylko dwaj prezydenci – Wiktor
Janukowycz i Dmitrij Miedwiediew.

Eugeniusz Tuzow-Lubański, Kijów

drukuj