Francuzi krytykują Komisję Europejską
Prezydent Nicolas Sarkozy nie zamierza ustąpić Brukseli i kontynuuje
deportację Romów do Rumunii. Sarkozy ze swoją akcją znakomicie zgrał się z
nastrojami społecznymi, bo gdy prezydent grzmi, że nie pozwoli unijnym
biurokratom wtrącać się w sprawy Francji, ma w tym zdecydowane poparcie swoich
rodaków.
Według ostatniego sondażu przeprowadzonego przez instytut Opinionway dla
dziennika "Le Figaro", 56 proc. Francuzów krytykuje Komisję Europejską za
podejmowanie akcji przeciwko ich krajowi. Większość mieszkańców Francji nie
zgadza się z krytyką przez Brukselę rządowej akcji wydalania Romów
przebywających nielegalnie nad Sekwaną. 76,3 proc. Francuzów nie akceptuje też
zamiaru Unii Europejskiej wszczęcia procedury prawnej przeciwko Francji za
politykę wobec Romów.
Co jednak ciekawe, prasa francuska, która w zdecydowanej większości ma lewicowe
oblicze, ostro krytykuje wystąpienie Nicolasa Sarkozy’ego na unijnym szczycie w
Brukseli, gdzie doszło do słownych pojedynków między nim i przewodniczącym
Komisji Europejskiej José Manuelem Barroso. Interweniował prezydent Unii Herman
Van Rompuy, przywołując rozmówców do rozsądku, przypominając, że najważniejszą
sprawą jest to, by relacje między państwami i Komisją Europejską były
przepełnione wzajemnym szacunkiem. W opinii francuskich komentatorów, Nicolas
Sarkozy "walczył z całym światem, mając u boku jedynie Silvio Barlusconiego".
Ale Francuzi najwyraźniej akurat w tym momencie trzymają stronę swojego
prezydenta.
Tymczasem "Le Figaro" podało wczoraj więcej szczegółów na temat zakulisowych
sporów francusko-unijnych. Gazeta twierdzi, że Sarkozy groził bojkotem UE, jeśli
unijna komisarz ds. sprawiedliwości Viviane Reding nie przeprosi Francji za
krytykę deportacji Romów. Prezydent miał powiedzieć na dzień przed unijnym
szczytem, że "jego noga nigdy nie postanie w Brukseli", jeśli przeprosin nie
będzie. I José Manuel Barroso miał wymóc na swojej podwładnej przeproszenie
Francji, co też się stało.
Tymczasem także niemiecka kanclerz Angela Merkel postanowiła chociaż w małym
stopniu stanąć w obronie "swojego przyjaciela" Nicolasa Sarkozy’ego. Merkel
stwierdziła, że ostre słowa wypowiedziane przez komisarz Viviane Reding były nie
na miejscu. – Sarkozy poczuł się takim porównaniem bardzo dotknięty i zraniony –
powiedziała Merkel, dodając, że komisarz Reding swoimi słowami obraziła całą
Francję. Prezydent Sarkozy w dość specyficzny sposób odwdzięczył się swojej
przyjaciółce Angeli Merkel i nieoczekiwanie stwierdził, że Niemcy także będą
wkrótce likwidować obozy romskie, o czym jakoby poinformowała go osobiście sama
pani kanclerz. Nawet podał cytat z tej rozmowy, w którym Merkel miałaby
potwierdzić, że w ciągu najbliższych tygodni Niemcy rozpoczną likwidację
obozowisk. W Niemczech nikt jednak o takiej akcji nie wie i tamtejsi politycy
oraz komentatorzy z oburzeniem zadają pytania, o co chodzi francuskiemu
prezydentowi i "dlaczego zmyśla takie rzeczy". Także Angela Merkel od razu
zdementowała informację, jakoby Niemcy szykowały się do likwidacji romskich
obozów. Rzecznik prasowy rządu niemieckiego Steffen Seibert stwierdził, że
kanclerz nie powiedziała ani słowa o niemieckich Romach ani podczas spotkania
Rady Europy, ani w oficjalnych lub zakulisowych rozmowach z francuskim
prezydentem.
Franciszek L. Ćwik
Waldemar Maszewski
