Merkel boi się Steinbach
Polityka szantażu wobec własnej partii zastosowana przez Erikę Steinbach
przyniosła efekty, ponieważ podczas dwudniowego posiedzenia władz partii zarówno
przewodnicząca CDU kanclerz Angela Merkel, jak i szef frakcji CDU/CSU w
Bundestagu Volker Kauder zapewnili, iż szefowa Związku Wypędzonych (BdV) ma
stałe miejsce we władzach partii. Będzie ona również stała na czele frakcyjnej
grupy "Prawa człowieka i pomoc humanitarna". Merkel boi się, że po usunięciu
Steinbach CDU straciłaby głosy "wypędzonych" i ich sympatyków.
Jak się okazuje, szantaż Eriki Steinbach wobec władz CDU był skuteczny. Szefowa
Związku Wypędzonych groziła, że jeśli zostanie usunięta z zarządu CDU, to
odejdzie z partii, a wtedy chadecy stracą kilka milionów głosów. Jak piszą
niemieccy publicyści, manewr ten przyniósł Steinbach zwycięstwo, gdyż władze CDU
wystraszyły się utraty szefowej BdV i postanowiły za wszelką cenę utrzymać ją we
władzach partii. Merkel najwyraźniej uwierzyła Steinbach, gdy ta ostrzegała, że
jeżeli jej konserwatywne poglądy nie znajdą poparcia w szeregach chadeków, to
jest ona skłonna do założenia nowej partii. Natychmiastowe sondaże pokazały, że
nie są to puste słowa, a takie ugrupowanie (już nazwane partią protestu i
sytuowane na prawo od unii CDU/CSU) mogłoby liczyć w Niemczech na 15-procentowe
poparcie. To wystarczyło, aby uprzytomnić władzom CDU, że bez głosów
"wypędzonych" mogą nie wygrać następnych wyborów, a poza tym nowa partia
konserwatywna bardzo by osłabiła CDU.
Sekretarz generalny Unii Chrześcijańsko-Demokratycznej Hermann Groehe zapewnił
Erikę Steinbach, że CDU chce pozostać partią o poglądach także konserwatywnych i
w nowym zarządzie partii znajdą się "silne konserwatywne głosy". Według
hamburskiego "Bild.de", także kanclerz Angela Merkel postanowiła przejść na
stronę Eriki Steinbach i zapewniła ją o swoim poparciu. "Choć Merkel przyznaje,
że ostra krytyka Steinbach wobec także jej przywództwa ją zabolała, to jednak
ciągle chce, aby Steinbach została we władzach CDU" – stwierdzono w hamburskim
dzienniku i dodano, że władze partii poprą podczas najbliższych wyborów 28
września jej kandydaturę na stanowisko przewodniczącego grupy "Prawa człowieka i
pomoc humanitarna".
Steinbach znalazła się w ogniu krytyki w ubiegłym tygodniu, gdy powiedziała, że
Polska także ponosi odpowiedzialność za wybuch II wojny światowej, bo "wcześniej
niż Niemcy ogłosiła mobilizację". Politycy, także chadeccy, historycy,
publicyści słusznie zarzucają jej próbę relatywizacji niemieckiej
odpowiedzialności za II wojnę światową. I jeśli nawet Merkel chciała odsunąć
Steinbach, to szybko z tego zrezygnowała, bo zdaje sobie sprawę, że w Niemczech
"wypędzeni" to bardzo wpływowa grupa wyborców. Można się ponadto spodziewać, że
szefowa Związku Wypędzonych nie tylko nie zniknie z niemieckiej polityki, lecz
istotnie zwiększy się jej znaczenie.
Waldemar Maszewski, Hamburg
