Kogo przytuli Komorowski
Z Janem Filipem Staniłką, ekspertem ds. polityki w Instytucie Sobieskiego,
rozmawia Paulina Jarosińska
Czy w kontekście wezwania Janusza Palikota przez Centralne Biuro
Antykorupcyjne i jego zapowiedzi odejścia z Platformy, jeśli partia nie
przychyli się do jego lewackich postulatów, spodziewa się Pan, że szef
lubelskiej PO niebawem pożegna się z partią Donalda Tuska?
– Myślę, że problem władz Platformy polega na tym, że Palikot jest tak bogaty,
iż stać go na samodzielną politykę i obecnie mamy raczej do czynienia z próbą
zastraszenia, by zatrzymać go w partii. Platforma zdaje sobie sprawę, że
utrzymanie Palikota wymaga zachowania jakiejś formy samodzielności w polityce,
która mu odpowiada, a przez którą on rozumie różne prowokacje. Władzom partii
zależy jednak zdecydowanie na tym, aby Palikot został w jej szeregach. Sytuacja
wygląda trochę tak, że szantażuje on swoim odejściem i dzięki temu przeciąga
swoje wpływy, a władze PO będą szantażować Palikota, mówiąc, że gdyby spowodował
faktyczny rozłam, to coś na niego będą mieć. Wydaje mi się, że to jest właśnie
tego typu napięcie, zwłaszcza że zbliża się kongres partyjny, na którym rozkręci
się spór między prezesem partii a sekretarzem, czyli na linii Tusk – Schetyna.
Ten spór może być bardzo poważny. Wiadomo, że Palikot jest przeciwko Schetynie,
w związku z tym możemy spodziewać się gry, którą nie do końca rozszyfrujemy,
ponieważ będzie ona dotyczyć różnych frakcji walczących o władzę w Platformie.
Frakcje w PO to nie pozory?
– Oczywiście, że są, ale różnica pomiędzy Prawem i Sprawiedliwością a Platformą
Obywatelską polega na tym, że w partii rządzącej jest bardzo ścisłe, zamknięte i
brutalne przywództwo, natomiast w PiS władza jest oparta bardziej na autorytecie
niż na kontroli, a ilość odśrodkowych zachowań zbyt duża. Na tym też polega
ukryta słabość prezesa Kaczyńskiego, o której społeczeństwo nie wie, ponieważ
media tego nie zauważają. Decyzje podejmowane przez Tuska są absolutne i nikt
nie jest ich w stanie w PO zakwestionować. Poza tym krąg decyzyjny jest bardzo
wąski. Ostatnio dopiero wychodzi na jaw, jak ogromną rolę przy Tusku odgrywa
Igor Ostachowicz, czyli osoba, której zdjęcie do tej pory pojawiło się w mediach
jakieś trzy razy. Wydaje się, że jest to prawdziwy spin doctor strategii Donalda
Tuska. Przypomina to trochę tandem Tony Blair – Alastair Campbell w Wielkiej
Brytanii. Campbell pisał przemówienia i mówił Blairowi, co ma mówić. W Prawie i
Sprawiedliwości nie ma czegoś takiego. Jarosław Kaczyński jest swoim własnym
spin doktorem i bardzo często widać negatywne efekty tego stanu. Decyzyjność w
PO jest skupiona w jednym punkcie, a na dole toczą się walki od kongresu do
kongresu, które zaczynają się bardziej nasilać, ponieważ Platforma obecnie nie
ma tak naprawdę przeciwnika – zdobyła w końcu pełnię władzy.
Janusz Palikot PO szkodzi czy Platforma korzysta na Palikocie?
– Zależy od wyborcy. Platforma ma obecnie taki komfort, że zdefiniowała odbiorcę
w kategoriach estetycznych, czyli mówiąc w skrócie, jej wyborca musi być
"antyobciachowy". A przecież mało kto chce być obciachowy. Trzeba zatem zdobyć
umiejętność zdefiniowania, co aktualnie jest obciachowe. To jest tak szeroka
kategoria, że można do niej wrzucić zarówno liberalną prawicę, jak i skrajną
lewicę. Jest to partia czysto postpolityczna w sensie dominacji marketingu w
strategii, kompletnie bezkształtna, dostosowująca się do odbiorcy. Ideową stroną
PO rządzi marketing. I z takiego punktu widzenia Palikot jest Platformie
potrzebny. Jego pomoc polega na zwiększaniu bazy wyborców. W tym momencie strata
po stronie – nazwijmy to – bardziej prawicowej jest rekompensowana zyskiem po
stronie lewicowej.
Lewackie postulaty posła z Biłgoraja znajdą ujście w najbliższych kampaniach
wyborczych?
– To jest niemożliwe, ponieważ Platforma za bardzo kieruje się w swojej polityce
koniunkturalizmem, żeby rezygnować całkowicie z jakiegoś elementu programowego
na rzecz innego. Żeby rządzić samodzielnie, PO musi dla równowagi utrzymać oba
skrzydła. Jeśli nastąpiłby jakiś przechył, cała jej strategia by się rozpadła.
Można to porównać do sytuacji SLD w 2001 roku. Marek Belka zapowiedział cięcia
budżetowe, a partia idąca do samodzielnego zwycięstwa straciła wówczas poparcie
kilku procent wyborców, a tym samym została zmuszona do zawarcia koalicji. PO
chce uniknąć tego typu sytuacji i do końca utrzymać swoją silną pozycję przez
maksymalną różnorodność w ugrupowaniu. Jest to rozgrywane dokładnie tak, jak na
rynku konsumenckim – coca-cola jest ta sama, ale ma różne smaki.
Podział wśród działaczy PO wywołało udzielenie przez jej lokalne struktury
poparcia Jackowi Karnowskiemu, prezydentowi Sopotu oskarżonemu przez prokuraturę
m.in. o korupcję.
– Z Jackiem Karnowskim jest taki problem, że on ma bardzo duże poparcie w
Sopocie, jest prezydentem wielokadencyjnym. Poza tym był skarbnikiem Platformy i
ma naprawdę sporą wiedzę, więc nie wolno go za bardzo przyciskać. Drugim
skarbnikiem był Mirosław Drzewiecki. Oba te nazwiska dużo mówią. Karnowski zbyt
dużo wie o Platformie, żeby zrobić mu krzywdę.
Jaki los, według Pana, czeka projekt PO dotyczący nowelizacji ustawy o
prerogatywach prezydenta, która przewiduje znaczne ich zmniejszenie?
– To jest jeszcze projekt z czasów prezydenta Kaczyńskiego. Problem polega na
tym, że Bronisław Komorowski już w debacie z Radosławem Sikorskim zapowiedział,
że takiego projektu nie podpisze i nie zamierza umniejszać prerogatyw
prezydenta. Po drugie, Komorowski jest prezydentem Unii Wolności. Paradoksalnie
to środowisko ma swojego prezydenta za rządów niegdysiejszego buntownika,
Donalda Tuska. Komorowski będzie "przytulał" środowiska "pouniowolnościowe" i
dlatego musi mieć więcej władzy. Poza tym zawdzięcza swoją prezydenturę w dużej
mierze Grzegorzowi Schetynie i w jakiejś mierze jest od niego uzależniony. A z
kolei Schetyna jest w sporze z Tuskiem. W celu zachowania równowagi pomiędzy
tymi trzema ośrodkami najprawdopodobniej ten projekt nie przejdzie. Jest to tym
bardziej wątpliwe, że Schetyna jako marszałek Sejmu decyduje o procedowaniu go w
Sejmie. To jest po prostu kolejne pole do rozgrywek wewnątrzpartyjnych.
Dziękuję za rozmowę.
