Pod krzyż „kuchennymi drzwiami”
Bezprecedensowa próba niedopuszczenia przez Kancelarię Prezydenta
delegacji posłów Prawa i Sprawiedliwości przed postawiony przez harcerzy krzyż
upamiętniający ofiary katastrofy smoleńskiej zakłóciła nastrój dnia, w którym
minęło pięć miesięcy od tego tragicznego zdarzenia. Parlamentarzyści z
Jarosławem Kaczyńskim ostatecznie podeszli przed krzyż przez biuro przepustek
Pałacu Prezydenckiego. Zebrani w pobliżu ludzie błagali: "Otwórzcie barierki!".
Tak jak każdego dziesiątego dnia miesiąca również wczoraj uczczono pamięć ofiar
katastrofy smoleńskiej przed Pałacem Prezydenckim. O godzinie 8.00 została
odprawiona uroczysta Msza Święta w kościele seminaryjnym w Warszawie.
Eucharystii w intencji ofiar tragedii smoleńskiej przewodniczył ks. Tomasz
Stępień, a kazanie wygłosił ks. Ryszard Halwa. Duchowny zwrócił uwagę m.in. na
brak odpowiedzialności władz państwa polskiego w obliczu katastrofy. Mówił
również o tym, że Smoleńsk już wydał owoce: pierwszym było to, że świat usłyszał
o Katyniu, a drugim – przebudzenie naszego Narodu. Musimy jednak domagać się
prawdy o tragedii w lesie smoleńskim. Na koniec zaśpiewano pieśń "Boże coś
Polskę" i – co znamienne – ostatni wers brzmiał: "Ojczyznę wolną racz nam
zwrócić, Panie!".
– Fakt, że ludzie w kościele zaśpiewali na koniec właśnie te słowa, należy
interpretować w kontekście ostatnich wydarzeń, to znaczy tego, jak wygląda
śledztwo smoleńskie i jaka jest dezinformacja wokół najważniejszych faktów
związanych z jedną z największych tragedii w dziejach Polski – ocenia poseł
Stanisław Pięta.
Po Mszy św. delegacja parlamentarzystów i członków Prawa i Sprawiedliwości,
wśród których oprócz brata tragicznie zmarłego prezydenta, Jarosława
Kaczyńskiego, byli również m.in. Antoni Macierewicz – przewodniczący Zespołu
Parlamentarnego ds. Zbadania Przyczyn Katastrofy Smoleńskiej, Jarosław
Zieliński, Mariusz Błaszczak, Marek Kuchciński, Jacek Sasin oraz Marek Suski,
udała się w kierunku Pałacu Prezydenckiego, aby jak co miesiąc złożyć tam
wieniec i się pomodlić. Był z nimi także były szef Biura Bezpieczeństwa
Narodowego Witold Waszczykowski. Na ich widok rozległy się brawa ludzi zebranych
na Krakowskim Przedmieściu.
Niestety, teren wokół krzyża, nadal ogrodzony barierkami, okazał się niedostępny
nawet dla posłów, którzy pragnęli po prostu uczcić pamięć prezydenta Lecha
Kaczyńskiego i całej delegacji katyńskiej i podejść przed krzyż od strony hotelu
Bristol.
Nastrój najgłębszego skupienia i zadumy skutecznie zakłóciły decyzje Kancelarii
Prezydenta. W pierwszym etapie straż miejska przesunęła wprawdzie barierki,
pozwalając parlamentarzystom dojść pod umieszczoną na Pałacu tablicę
upamiętniającą ofiary katastrofy z 10 kwietnia, ale nie umożliwiono im dojścia
przed krzyż. Widząc to, ludzie zaczęli skandować: "Otwórzcie barierki!", "Tu
jest Polska, a nie Moskwa!", "Komorowski, wyjdź!" i "Jarosław, Jarosław!".
Strażnicy miejscy nie dopuszczali ludzi za barierki, jednak po chwili pewnej
grupie udało się zgromadzić po zewnętrznej stronie ogrodzenia.
W końcu delegacja mogła wejść na dziedziniec z innej strony, przez biuro
przepustek Pałacu, gdzie musiała się wylegitymować. Gdy parlamentarzyści złożyli
wreszcie kwiaty i pomodlili się, rozległy się oklaski i odśpiewano hymn
państwowy. Następnie Jarosław Kaczyński udał się na cmentarz Wojskowy na
Powązkach, gdzie również uczcił pamięć ofiar katastrofy smoleńskiej.
Krzyż w areszcie
Jak doszło do tego skandalu? – Ja jako przewodniczący Klubu Parlamentarnego
Prawa i Sprawiedliwości jak co miesiąc poinformowałem szefa Kancelarii
Prezydenta, że po Mszy Świętej o godz. 8.00, w miejscu, w którym setki tysięcy
Polaków składało kwiaty i zapalało znicze, chcemy uczynić to samo. Informowałem
też o tym komendanta stołecznego policji. Jak się okazuje, teraz barierki są tak
ustawione, że nie możemy dojść przed krzyż – alarmował wczoraj rano dziennikarzy
poseł Mariusz Błaszczak.
Prezydencki minister Dariusz Młotkiewicz w odpowiedzi na list Błaszczaka
skierowany do szefa Kancelarii Prezydenta Jacka Michałowskiego zaprosił
parlamentarzystów PiS do złożenia kwiatów tylko w kaplicy w Pałacu, informując,
że kancelaria nie zarządza odcinkiem Krakowskiego Przedmieścia przed Pałacem ani
nie posiada kompetencji co do ustawionych tam barierek. Wczoraj tłumaczono się,
że Kancelaria Prezydenta miała jednak intencję, aby politycy PiS przed krzyż
podeszli.
Poseł Stanisław Pięta, który modlił się wczoraj sprzed Pałacem Prezydenckim,
odgrodzenie osób walczących o godne upamiętnienie ofiar smoleńskich od krzyża w
kolejną miesięcznicę katastrofy porównał do działań z okresu PRL, kiedy ludziom
zabraniano swobodnie wyrażać swoje poglądy. – To zdumiewające, że nie dopuszcza
się w takiej chwili do krzyża rodzin ofiar, przyjaciół oraz że uniemożliwia się
złożenie wieńców w miejscu tak ważnym dla wielu Polaków. Zaskakuje również
postawa prezydenta Bronisława Komorowskiego i jego administracji. Przecież to
nie jest normalne, że w demokratycznym, rzekomo realizującym europejskie normy
państwie krzyż był ogrodzony barierkami. Nie wiem, czego boi się prezydent
Komorowski – mówi poseł. – Gdyby miał odrobinę współczucia dla rodzin ofiar, sam
wyszedłby z inicjatywą złożenia wieńców przed Pałacem i budowy pomnika w tym
miejscu – konkluduje Stanisław Pięta.
Zabezpieczenia jak przed szturmem na Bastylię
Polacy licznie obecni na Krakowskim Przedmieściu nie kryli emocji. Wyrażali
niepokój i rozgoryczenie. Według pani Urszuli, mieszkanki Warszawy, musimy
buntować się przeciwko powrotowi PRL, czasów, gdy byliśmy gnębieni, byliśmy na
marginesie i nie mieliśmy swoich praw. Podobnie odbiera całą sytuację pani Maria
z Warszawy, czuwająca pod krzyżem z biało-czerwoną chorągiewką. – To jest według
mnie jeszcze gorsze działanie niż w PRL, który dobrze pamiętam. Jak można
odgradzać ludzi od krzyża? Co my złego możemy zrobić? Dlaczego nie ma prezydenta
Komorowskiego? Dlaczego on nie składa kwiatów? – pyta wyraźnie przejęta
atmosferą wydarzeń nasza rozmówczyni. – Jestem pełna niepokoju o dalsze losy
naszego kraju – zaznacza pani Maria.
Odgrodzenie krzyża barierkami skomentował również poseł Marek Suski, sugerując,
że to "zabezpieczenie tak wygląda, jakby spodziewano się szturmu na Bastylię".
Działania władz w sprawie sposobu upamiętnienia ofiar przed Pałacem Prezydenckim
pani Maryla z Warszawy odbiera jako motywowane strachem przed prawdą.
Obecny przy krzyżu pan Janusz podkreśla, że Polska to katolicki i godny kraj, w
którym jest miejsce na ofiarę życia, bohaterstwo, obywatelskie postawy i
patriotyzm.
Osoby czuwające przy krzyżu smoleńskim deklarują, iż będą trwać przy nim do
czasu godnego upamiętnienia ofiar katastrofy z 10 kwietnia. Jednocześnie
wyrażają nadzieję, że konflikty w końcu ustaną. Jednak do tego potrzeba chęci
podjęcia przez władze dialogu ze społeczeństwem.
Paulina Jarosińska, Maria Karaś
