Sarrazin w ogniu krytyki
Były minister finansów i członek zarządu Bundesbanku Thilo Sarrazin, który
już wcześniej proponował wprowadzenie ograniczenia dla muzułmanów i ostro ich
krytykował, wywołał duże zamieszanie, gdy wydał książkę pt. "Niemcy w
samozagładzie". W publikacji ostro krytykuje imigrantów, twierdząc, że nie
integrując się z tutejszym społeczeństwem, działają na szkodę Niemców, którym z
kolei zagraża stopniowa samozagłada.
Książka byłego ministra finansów wywołała gigantyczną burzę w całych Niemczech.
Jego tezy o tym, że niemieckie społeczeństwo przechodzi jakościowe i kulturowe
zmiany w związku z imigracją z krajów muzułmańskich, spowodowały ogólnonarodową
dyskusję na temat imigrantów i ich integracji z tutejszym społeczeństwem. Jego
zdaniem, każde następne pokolenie Niemców jest mniej liczne od poprzedniego, a
obecnie – ze względu na niski odsetek urodzeń – jest na drodze do
samolikwidacji. Sarrazin w swojej książce wezwał rząd do zmiany polityki
imigracyjnej, zażądał ograniczeń dla imigrantów w kwestii prawa do korzystania z
różnego rodzajów pomocy społecznej. Natychmiast okrzyknięto autora tych słów
rasistą. Jego partia SPD grozi jego wykluczeniem, kanclerz Angela Merkel
ostrzega władze banku centralnego przed rasistowskimi wypowiedziami członka
zarządu. Najdalej posunął się prezydent Christian Wulff, który zażądał jego
zdymisjonowania, a jeżeli to nie nastąpi, to zagroził, że sam osobiście go
zdymisjonuje. W tym momencie jednak najprawdopodobniej się zagalopował, bowiem
taki szantaż z jego strony natychmiast ujawnił wyjątkową dużą grupę zwolenników
Sarrazina, którzy mają takie samo zdanie na temat islamskich imigrantów jak
autor książki.
Prawnik Peter Gauweiler, który jest zarazem posłem CSU do Bundestagu, ostro
skrytykował Christiana Wulffa za stosowanie szantażu w stosunku do członka
zarządu Bundesbanku. – Żądanie prezydenta skierowane do Bundesbanku jest
niezgodne z prawem – stwierdził Gauweiler, dodając, że takie żądania ze strony
prezydenta państwa są bezprawne. – Kiedy prawo do wyrażania własnych opinii i
wolność słowa nie są przestrzegane, to jest to złamanie zasad demokracji –
powiedział Gauweiler i dodał, że nie może być tak, iż ktoś po wyrażeniu swojej
prywatnej opinii natychmiast traci pracę. Również Sarrazin zagroził prezydentowi
wytoczeniem procesu za nieuzasadnione i bezprawne (jego zdaniem) działania i
publicznie domaga się od niego potwierdzenia, że wszystko, co robi, jest zgodne
z prawem.
Według najnowszych badań opinii społecznej ponad 18 procent Niemców wybrałoby
partię, na czele której stanąłby właśnie Thilo Sarrazin. Wyniki te były
zaskoczeniem także dla rządzących, pokazały bowiem, że w swoich teoriach
Sarrazin nie jest odosobniony. W bardziej prywatnych rozmowach zdecydowana
większość "rodowitych" Niemców popiera wszelkie jego żądania i tezy dotyczące
mieszkających w Niemczech imigrantów – szczególnie muzułmańskiego pochodzenia.
Sarrazin cały czas podkreśla, że przedstawia jedynie fakty. Jego zdaniem,
imigranci ze wschodniej Europy czy państw azjatyckich potrafili się w Niemczech
odpowiednio zasymilować. Natomiast imigracja z ostatnich lat to niewykształceni
przybysze z islamskiego kręgu kulturowego, który ich ukształtował i nie pozwala
im pogodzić się ze stylem życia i kulturowymi wartościami świeckiego
społeczeństwa.
Nawet jeżeli Thilo Sarrazin straci posadę w Bundesbanku i zostanie wyrzucony z
partii SPD, to i tak udało mu się doprowadzić w Niemczech do ogólnonarodowej
debaty na temat integracji imigrantów. Na razie wszyscy potwierdzają jedno –
faktem jest, że imigranci z krajów muzułmańskich mają olbrzymie kłopoty z
przystosowaniem się do normalnego życia w Niemczech.
Waldemar Maszewski, Hamburg
