Kaczyński dyscyplinuje przed wyborami
W celu zdyscyplinowania członków partii i zwarcia szeregów swojego
ugrupowania w obliczu zbliżających się wyborów samorządowych prezes Prawa i
Sprawiedliwości Jarosław Kaczyński napisał list do działaczy PiS. W partii
jednak nadal wrze po powrocie prezesa do wizerunku sprzed kampanii
prezydenckiej.
Podczas jesiennej kampanii samorządowej raczej nie zobaczymy już uładzonego
Jarosława Kaczyńskiego zdobywającego się nawet na pochwalenie Edwarda Gierka.
Mimo że przed wyborami sondaże dawały prezesowi Prawa i Sprawiedliwości nawet
dwukrotnie mniejsze poparcie niż Bronisławowi Komorowskiemu, wybory prezydenckie
przegrał on stosunkowo niedużą różnicą głosów. Kaczyński doszedł jednak do
wniosku, iż działania na rzecz zmiany jego wizerunku na czas kampanii nie
przyniosły wyraźnych skutków. "Nie ma dziś jeszcze podstaw do ostatecznych
konkluzji, ale wiele wskazuje (choćby porównanie wyników w wielkich miastach z
2007 i 2010 roku), że skuteczność różnego rodzaju zabiegów mających zmienić mój
wizerunek, a także znaczące ograniczenie tematyki kampanii, np. wykluczenie z
niej niemal w całości kwestii związanych z postawą i poprzednią działalnością
Bronisława Komorowskiego, nie przyniosło znaczących skutków. Dlatego ci, którzy
dziś zabierają głos, przyjmując pozycję mentorów, w najlepszym razie wykazują
się brakiem elementarnej wiedzy, któremu towarzyszy wskazana wyżej zła wola" –
ocenił w liście do członków swojej partii. W partii szykującej się do wyborów
samorządowych, a za rok parlamentarnych, może nie być miejsca dla tych, którzy
chcieliby wyrażać inne zdanie.
Prezes Prawa i Sprawiedliwości zaakcentował bowiem potrzebę lojalności: "Jedno,
co mogę dziś powiedzieć, to to, że musimy koniecznie uporać się ze zjawiskiem
nielojalności w naszym ugrupowaniu, z grami medialnymi prowadzonymi dla własnych
celów itp. Brak pełnego zdecydowania w tej sprawie kosztował nas już zbyt
wiele".
Jarosław Kaczyński wskazał też media jako winne gnębienia Prawa i
Sprawiedliwości. "Otóż niezależnie od tego, że niemal zawsze jesteśmy traktowani
przez większość mediów, a zwłaszcza przez te tworzące tzw. główny nurt, z
wielkim dystansem i jednostronnym krytycyzmem (co łatwo dostrzec na tle
traktowania naszych politycznych konkurentów), od czasu do czasu mamy do
czynienia z momentami szczególnego natężenia skierowanych przeciwko nam akcji.
Są to akcje o specyficznym charakterze, próbujące całkowicie nas zdezawuować,
skłócić, podważyć pozycję kierownictwa" – napisał prezes PiS.
Wezwanie Jarosława Kaczyńskiego do słuchania tylko prezesa partii i
nieuzewnętrzniania spraw partyjnych jeszcze nie przynosi efektów. Po europośle
Marku Migalskim, który zdążył już zostać wykluczony z delegacji Prawa i
Sprawiedliwości do Parlamentu Europejskiego (a to wskutek treści zawartych w
publicznym liście do Jarosława Kaczyńskiego, w którym skrytykował zwrot
wizerunkowy prezesa partii), i po Elżbiecie Jakubiak, która zaatakowała
Zbigniewa Ziobrę, tym razem na łamach "złych" mediów głos zabrała Joanna
Kluzik-Rostkowska. Szefowa kampanii prezydenckiej Kaczyńskiego, która pracowała
na złagodzenie wizerunku prezesa PiS, dotychczas unikała komentowania tego, co
po wyborach dzieje się w Prawie i Sprawiedliwości. Tym razem potwierdziła, iż w
Jarosławie Kaczyńskim widzi aktualnie "straumatyzowanego mężczyznę".
Swoje kolejne trzy grosze dorzucił też Migalski. Na antenie RMF FM stwierdził,
iż "nadal wierzy w prezesa PiS", a ponarzekał na tych, którzy cały czas stoją
przy Jarosławie Kaczyńskim: Mariusza Błaszczaka, Joachima Brudzińskiego, Marka
Kuchcińskiego i Jarosława Zielińskiego. – Oni dzisiaj opanowali partię, oni
dzisiaj są tymi, którzy decydują o przekazie partyjnym, decydują o finansach
partii, o tym wszystkim, czy partia jest w stanie odsunąć Platformę od władzy. I
w moim przekonaniu, po prostu sobie z tym nie radzą – uważa Migalski.
Artur Kowalski
