Po Sejmie czas na rząd

Premier Donald Tusk poinformował wczoraj o powołaniu nowego ministra w
swojej kancelarii. Stanowisko podsekretarza stanu otrzymał Adam Jasser,
który został pełnomocnikiem premiera do walki z biurokracją. Premier
Tusk zapowiedział, że nowy minister będzie monitorował prace
poszczególnych resortów pod kątem „produkcji” przez nie zbędnych
przepisów.

Ogłaszanie walki z biurokracją można uznać za
bardzo modne posunięcie i na pewno napawające nadzieją. Problem w ocenie
takiego ruchu może pojawić się wtedy, gdy walkę z biurokracją ogłasza
się kolejny raz z rzędu. Z wielkim szumem zapowiadano prace sejmowej
komisji Przyjazne Państwo na czele z Januszem Palikotem, która miała
tropić i likwidować bezsensowną biurokrację. Zlokalizowanie takiej
komisji-instytucji w Sejmie, a nie w obrębie rządu, miało sprawić, że
zmiana biurokratycznych przepisów stałaby się łatwiejsza. Palikotowi
zapału na wiele nie starczyło, bo ileż można dać się fotografować,
skacząc po stertach papieru zadrukowanego bezsensownymi przepisami, i
poseł Platformy ciężar swoich zainteresowań skierował na inną dziedzinę.
Tym razem próba walki z biurokracją odbywać się ma na poziomie
rządowym. Premier Tusk poinformował, że zadaniem ministra Jassera będzie
monitorowanie projektów ustaw trafiających pod obrady rządu pod kątem
spełniania wymogów deregulacji. Szef rządu zapowiedział, że na
posiedzenia Rady Ministrów będą mogły trafiać jedynie takie projekty
ustaw, które będą zawierały odpowiednią informację o tym, na ile dany
projekt sprzyja deregulacji, na ile usuwa zbędne przepisy i na ile
dodaje nowe regulacje. Do zadań nowego ministra należeć ma również
przyspieszanie prac nad ustawami zmierzającymi do deregulacji przepisów
administracyjnych i dotyczących gospodarki.

W piątek o budżecie

Premier
zapowiedział na piątek całodniowe posiedzenie rządu w sprawie
przyszłorocznego budżetu państwa. – Będą to tradycyjne rozmowy moje i
ministra finansów z poszczególnymi ministrami. A później, po południu,
już formalne posiedzenie Rady Ministrów, gdzie powinniśmy, mam nadzieję,
z sukcesem przyjąć projekt ustawy budżetowej – mówił Tusk. Zgodnie z
Konstytucją, rząd powinien skierować do Sejmu projekt ustawy budżetowej
na przyszły rok do końca września.
W przyjętym przez rząd
Wieloletnim Planie Finansowym Państwa założono, że w przyszłym roku
deficyt budżetowy nie powinien przekroczyć 45 mld zł; przewidziano też
wzrost stawek podatku VAT.
Premier odniósł się także do propozycji
posłów z opozycji w sprawie wprowadzenia podatku bankowego. Podatek tego
typu wprowadzili Brytyjczycy i Węgrzy, a przygotowują go także Niemcy i
Francja. Posłowie Prawa i Sprawiedliwości przekonywali, że wprowadzenie
podatku od banków na wzór węgierski pozwoli uzyskać wystarczające
dochody, by zapowiedziana przez rząd Tuska podwyżka podatku VAT – mogąca
okazać się najdotkliwsza dla najuboższej części społeczeństwa – stała
się niepotrzebna. Premier podatku bankowego nie wykluczył, wręcz
przeciwnie. – Zastanawiamy się i pewnie wprowadzimy taką ustawę –
zadeklarował. Od razu jednak zaznaczył, że żadnych idących w miliardy
oszczędności nie należy się z tego powodu spodziewać i żadnej „rewolucji
ani napadu na bank” nie będzie. Według Donalda Tuska, państwom, które
wprowadziły bądź zastanawiają się nad wprowadzeniem podatku bankowego,
przyświeca chęć ostrożnego odzyskania pieniędzy, które w czasie kryzysu
wpompowały w sektor bankowy. W Polsce natomiast tego typu sytuacja nie
miała miejsca. Premier zapowiedział, że ostateczny kształt koncepcji
polskiego podatku bankowego powinien być gotowy w ciągu dwóch tygodni.
Zaznaczył jednak, że nie będzie to opodatkowanie obrotu ani transakcji.

Artur Kowalski

drukuj