„Solidarność” walczyła pod znakiem krzyża

Z prof. dr. Manfredem Wilkem, niemieckim historykiem, socjologiem i
publicystą, rozmawia Bogusław Rąpała

Jaki wpływ miała "Solidarność" na polityczne i społeczne przemiany w Europie?
– "Solidarność" odegrała bardzo ważną historyczną rolę. W odróżnieniu od krwawo
stłumionych: powstania robotniczego w NRD 17 czerwca 1953 r., polskiego
października 1956 r. czy praskiej wiosny z 1968 r., "Solidarności" jako
pierwszej udało się zmusić komunistyczną partię rządzącą poprzez podpisanie
Porozumień Sierpniowych do podzielenia się władzą. Był to krok w kierunku
demokratyzacji reżimów komunistycznych Europy Środkowo-Wschodniej. Ten przykład
pokazał, że możliwa jest zmiana tego – w zamyśle komunistów – mającego trwać
całe wieki reżimu.

Jak powstanie "Solidarności" zostało przyjęte w Niemczech, po obu stronach
muru berlińskiego?

– W podzielonych Niemczech dało się zaobserwować dwa typy reakcji. Politycy i
społeczeństwo Niemiec Zachodnich patrzyli z niedowierzaniem i zdziwieniem na ten
katolicki ruch robotniczy, który dążył do obalenia dyktatury komunistycznej. W
mediach pojawiło się wiele obszernych informacji o "Solidarności", a ekipa
telewizji niemieckiej nadawała relacje z przebiegu strajku w Stoczni Gdańskiej.
Natomiast rządzący w NRD komuniści poczuli się zagrożeni. Szef Niemieckiej
Socjalistycznej Partii Jedności (SED) Erich Honecker widział w "Solidarności"
bezpośrednie zagrożenie dla swojej władzy. Ambasador NRD w Polsce Günther Sieber
informował go 2 września 1980 r., że "kontrrewolucja" osiągnęła swoje cele, a
sytuacja w Polsce jest dużo groźniejsza niż ta w Pradze z 1968 roku. Komuniści
obawiali się, że przykład z Polski może rozszerzyć się na inne kraje bloku
komunistycznego i Związkowi Sowieckiemu może nie starczyć sił, aby zbrojnie
stłumić ten postępujący ruch wolnościowy. Dlatego w ramach koncentracji sił
zbrojnych Układu Warszawskiego rząd NRD ustawił wokół polskich granic na pozycji
nad Odrą dywizję pancerną, zupełnie tak jak za czasów Hitlera! Opozycja
polityczna wobec rządzącej w Niemczech Wschodnich partii komunistycznej w latach
1980-1981 była bardzo słaba, a w porównaniu z Polską właściwie nie istniała.
Niemniej jednak wielu niemieckich działaczy opozycyjnych, którzy w 1989 r.
przyczynili się do upadku muru berlińskiego, swoją motywację czerpało z poczucia
wspólnoty z "Solidarnością" na początku lat osiemdziesiątych. Chociaż nie od
razu, to jednak przykład walczących o wolność Polaków działał również na nich.
Dla tych dwóch różnych postaw Niemców z tamtego okresu charakterystyczny był
jednak brak wiary w zwycięstwo demokracji nad komunizmem.

Czy mimo tej niewiary społeczeństwo niemieckie solidaryzowało się w jakiś
sposób z Polakami w tamtym okresie?

– W Republice Federalnej Niemiec przypływ solidarności z Polakami nastąpił
dopiero po wprowadzeniu stanu wojennego, a to dlatego że początkowo spodziewano
się zbrojnej interwencji wojsk sowieckich. Kiedy jednak ona nie nastąpiła,
Niemcy włączyli się w spontaniczną akcję niesienia pomocy prześladowanym i
niejednokrotnie głodującym Polakom. Jej organizacją zajął się nie tylko Kościół
katolicki. Także wiele prywatnych osób rozpoczęło zbiórkę ubrań i żywności,
które następnie były zawożone ciężarówkami do Polski. Mimo że politycy Niemiec
Zachodnich przejawiali duży dystans wobec "Solidarności", to społeczeństwo w
czasie pamiętnej zimy z przełomu lat 1981 i 1982 wykazało się dużą inicjatywą w
tym zakresie.

Na czym polegała niepowtarzalność "Solidarności" na tle innych europejskich
związków zawodowych?

– Od czasu postanowień zawartych w Helsinkach w 1975 r. w dokumencie końcowym
Konferencji Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie sytuacja na Starym Kontynencie
ustabilizowała się. Obydwa bloki, wschodni i zachodni, zawarły porozumienie w
sprawie wzajemnej koegzystencji i współpracy. Po wprowadzeniu zasady status quo
w podzielonej Europie wszelkie pomysły obalenia systemu komunistycznego od
wewnątrz uważano za kompletnie nieprawdopodobne. Dokładnie pamiętam, że kiedy w
połowie lat siedemdziesiątych docierały z Polski ze środowisk opozycyjnych idee
przeprowadzenia stopniowych reform zmierzających do demokratyzacji kraju, nikt
nie traktował tego poważnie. Wydawało się wtedy, że Sowieci nigdy do tego nie
dopuszczą. I to, co wówczas stanowiło o unikatowości "Solidarności" w Europie,
to odwaga, aby tę ideę wcielać w życie.

Jak się można domyślić, sprawa walczących o wolność Polaków nie była wówczas
tematem numer jeden w Europie…

– Rok 1980 był czasem, kiedy Europa Zachodnia zajęta była sporami dotyczącymi
polityki bezpieczeństwa. Dominującymi tematami były prace Związku Sowieckiego
nad nową rakietą SS-20 oraz podwójna uchwała NATO z 1979 r. w sprawie instalacji
w krajach zachodniej Europy, głównie w RFN, rakiet amerykańskich na wypadek,
gdyby Sowieci nie rozbroili swoich pocisków średniego zasięgu. Plany dodatkowego
dozbrojenia się Zachodu wywołały falę protestów nie tylko w samej RFN, ale i
całej Europie. Na skutek tych "ruchów pacyfistycznych", w których brali udział
sami komuniści, strach przed śmiercią w wyniku wojny nuklearnej był zdecydowanie
większy niż troska o wolność Polski.

Wiadomo również, że komuniści dbali o to, żeby na Zachód docierał jak
najbardziej zafałszowany i przekłamany obraz "Solidarności".

– Posługując się swoim ideologicznym językiem, komuniści przedstawiali ten
polski ruch wolnościowy jako organizację kontrrewolucyjną, walczącą przeciwko
socjalizmowi. Motyw "kontrrewolucji" wykluczał uznanie przez nich związku
zawodowego za oponenta politycznego. Dla komunistów "Solidarność" była więc
wrogiem, który kwestionował ich władzę, a na to mieli tylko jedną odpowiedź:
przemoc. Dyskusja, jaka była prowadzona na szczytach władz komunistycznych na
przełomie lat 1980 i 1981, nie dotyczyła uznania czyichkolwiek postulatów lub
podjęcia rozmów, ale tego, czy ten ruch wolnościowy powinni stłumić polscy
komuniści, czy też wzorem wydarzeń w Pradze z 1968 r. wkroczyć powinny wojska
sowieckie. Ostatecznie w Moskwie zadecydowano, że sprawę powinna rozwiązać
Polska Zjednoczona Partia Robotnicza poprzez wprowadzenie stanu wojennego, co
nastąpiło w grudniu 1981 roku. Według komunistów, za ruchem i ideałami
"Solidarności" stali stratedzy od prowadzenia zimnej wojny z Waszyngtonu i Bonn.
W ramach tej ideologii nie mieścił się Naród mogący samodzielnie podejmować
decyzje polityczne. Mógł on być prowadzony tylko przez "ich ludzi" lub – jeśli
tego nie robili – zwodzony przez imperialistycznego wroga. Dla Niemieckiej
Socjalistycznej Partii Jedności "Solidarność" była połączeniem wewnętrznej i
zewnętrznej kontrrewolucji. Ale oprócz tego wizerunku wroga, kształtowanego
przez komunistów, także dla zachodnioeuropejskich socjalistów i socjaldemokratów
"Solidarność" była zjawiskiem irytującym. Brało się to stąd, że była
"pierwotnym" ruchem robotniczym, który walczył o swoje prawa pod znakiem krzyża,
z modlitwą na ustach i pod duchowym przewodnictwem Papieża Polaka. Ten katolicki
ruch robotniczy burzył więc także socjalistom ich ideologiczny obraz świata.

Czy istniała wówczas współpraca między "Solidarnością" a innymi europejskimi
związkami zawodowymi?

– To wyglądało różnie w zależności od kraju. Na przykład we Włoszech i Francji
działały związki zawodowe, które aktywnie wspierały "Solidarność" w jej walce o
wolność. W przypadku Niemiec Zachodnich w Niemieckim Zrzeszeniu Związków
Zawodowych (DGB) widoczne były dwa nurty. Pierwszy reprezentowały osoby, które
uważały, że nie można wspierać katolickich robotników walczących z socjalizmem,
co jest na rękę konserwatystom w Stanach Zjednoczonych i antykomunistom w RFN.
Drugi nurt natomiast stał na stanowisku, że "Solidarności" należy pomagać. Podam
dwa przykłady tej pomocy: po wprowadzeniu w Polsce stanu wojennego oddział DGB w
Berlinie Zachodnim otworzył specjalne biuro dla "Solidarności", zaś sam związek
działający w Międzynarodowym Stowarzyszeniu Wolnych Związków Zawodowych wspierał
politycznie i finansowo solidarnościowych działaczy żyjących na emigracji.

Władze komunistyczne sąsiednich państw bloku wschodniego bardzo bały się
rozprzestrzenienia "zarazy solidarnościowej". Niemcy Wschodnie już w
październiku 1980 r. zamknęły jednostronną granicę z Polską otwartą dotąd dla
ruchu bezwizowego. Czy komuniści przeczuwali, że sytuacja może być aż tak
niebezpieczna dla ich systemu?

– Oczywiście, że tak i ich obawy były w pełni uzasadnione. W oczach komunistów,
poprzez uzyskanie zgody na utworzenie niezależnych związków zawodowych
"kontrrewolucja" osiągnęła swój główny cel na ówczesnym etapie jej rozwoju.
Symboliczna i niezapomniana jest scena podpisywania przez Lecha Wałęsę treści
Porozumień Sierpniowych olbrzymim długopisem z wizerunkiem Polskiego Papieża. W
dokumencie tym znalazły się nie tylko prawa przyznane związkom zawodowym, ale
również zobowiązanie ograniczenia cenzury. Po tym, gdy Sąd Najwyższy uznał
"Solidarność" za organizację niezależną od partii komunistycznej i zaaprobował
jej statut, Erich Honecker w liście do Leonida Breżniewa pisał, że polscy
komuniści nie są już w stanie wziąć sprawy w swoje ręce i zażądał takiego samego
siłowego rozwiązania problemu, jakie zostało zastosowane w Pradze w 1968 roku. W
maju 1981 r. SED po raz kolejny apelowała do sowieckiego kierownictwa o
stłumienie "kontrrewolucji" w Polsce przy użyciu interwencji z zewnątrz. Krótko
mówiąc, komuniści niemieccy, wysuwając takie żądania, dobrze wiedzieli, co się
święci.

Jak wyglądałaby Europa bez "Solidarności"? Czy taką pokojową rewolucję można
byłoby przeprowadzić innymi drogami?

– Nie chciałbym spekulować na ten temat. Niemniej jednak pewne jest to, że
sukces "Solidarności" był zwiastunem końca dyktatury komunistycznej i całego
imperium sowieckiego. Działania Michaiła Gorbaczowa w Moskwie również są w
pewnym sensie odpowiedzią na ten sukces. Był on pierwszą osobą, która w
odróżnieniu od Breżniewa, Jurija Andropowa i Konstantina Czernienki zrozumiała,
że coś się musi zmienić. Wprawdzie nie powiodła się reforma społeczeństwa
socjalistycznego, ale prowadzona przez niego polityka otwarła drogę do
suwerenności Polsce i innym krajom bloku wschodniego. Od ponownego uznania
"Solidarności" rozpoczęło się pokojowe przejęcie władzy w 1989 r., a tym samym
Polska stała się pionierem w Europie. Potem nastąpiła pokojowa rewolucja w NRD i
upadek muru berlińskiego. Wielu niemieckich aktywistów miało wówczas w głowie
przykład "Solidarności", która pokazała, że możliwa jest mobilizacja narodu w
walce z dyktaturą o wolność i demokrację. Chciałbym jeszcze dodać, że byłem
osobiście bardzo wzruszony, kiedy w Berlinie przed Reichstagiem uroczyście
odsłonięto jako pomnik fragment muru ze Stoczni Gdańskiej. Ma on przypominać, że
upadek muru berlińskiego, a tym samym zjednoczenie Niemiec, również są
rezultatem walki prowadzonej przez polską "Solidarność".

Dziękuję za rozmowę.

drukuj