Szkodnikiem jest Niesiołowski

Z Andrzejem Maciejewskim, ekspertem w obszarze polityki w Instytucie Sobieskiego, rozmawia Paulina Jarosińska

Czy
wypowiedź Stefana Niesiołowskiego dla weekendowego wydania
„Rzeczpospolitej”, w której mówi on m.in., że największym szkodnikiem
życia politycznego w Polsce jest Jarosław Kaczyński, zwiastuje styl, w
jakim będzie prowadzona jesienna kampania Platformy Obywatelskiej przed
wyborami samorządowymi?

– Aktualnie Platforma Obywatelska ma
poważny problem, ponieważ straciła głównego wroga, czyli Lecha
Kaczyńskiego, na którego mogła zrzucić swoje porażki. W chwili obecnej w
sposób oczywisty takim wrogiem staje się Jarosław Kaczyński, który
nawet jak milczy, to i tak robi źle. Mówiąc delikatnie: cokolwiek zrobi
Jarosław Kaczyński i politycy PiS – będzie według PO złe. Jeśli chodzi o
samą Platformę, to poza oficjalną twarzą, jaką jest premier, mamy
obecnie do czynienia z takimi dwiema twarzami, a mianowicie „dobrego” i
„złego” policjanta. Otóż złym policjantem jest poseł Janusz Palikot – to
pozostawię na razie bez komentarza. Natomiast dobrym jest profesor
Stefan Niesiołowski, wicemarszałek Sejmu. Cały wywiad jest według mnie
po prostu taką formą intelektualnej zaczepki, próbą pewnej prowokacji do
komentarza medialnego. W Polsce obecnie modny jest dialog medialny
między politykami. Za pośrednictwem dziennikarzy przekazują oni
komunikaty będące wyrażeniem oceny wystawianej sobie nawzajem. To może
wydawać się zabawne, ale ta zabawa trochę za długo trwa i w mojej ocenie
to jest bardzo mało skuteczne i mało poważne.

Wywiad
rozpoczyna się od stwierdzenia, że Janusz Palikot jest „showmanem”,
który „przedstawia swoje analizy, diagnozy, często bardzo trafne”…


Jeśli chodzi o posła z Lublina, to pamiętam, co powiedziała prof.
Jadwiga Staniszkis w rozmowie z Palikotem twarzą w twarz. Otóż zadała mu
proste pytanie: „Kim pan jest, panie Palikot?”. Kim jest Palikot, żeby
porównywać go z Jarosławem Kaczyńskim lub posłem Antonim Macierewiczem? W
sensie politycznym jego sukces to jest twór swoistego „Big Brothera”
politycznego. Jest znany dzięki temu, że występuje w mediach, tylko
dlatego. Nie jest to polityk, który może osiągnąć coś konstruktywnego w
dziedzinie polityki, ponieważ nie jest w stanie nic z siebie wykrzesać
poza swoim medialnym show. To jest typ osobowości, która nie istniałaby
bez mediów.

Stefan Niesiołowski, zestawiając Jarosława
Kaczyńskiego z Januszem Palikotem, uważa, że największym „szkodnikiem” w
życiu politycznym Polski jest właśnie prezes Prawa i Sprawiedliwości, a
nie poseł PO…

– Chciałbym widzieć minę marszałka
Niesiołowskiego w momencie, gdy Janusz Palikot odejdzie z PO i utworzy
własną partię. Ciekawe, co wówczas o nim powie i czy nie będzie nazywał
szkodnikiem kogoś, kto powoduje rozłamy w Platformie. Jeśli chodzi o
ocenę tego, kto jest szkodnikiem, to można brutalnie powiedzieć:
większym szkodnikiem jest pan, panie wicemarszałku! W przypadku Stefana
Niesiołowskiego mamy do czynienia z niesamowitą metamorfozą: kiedyś był
liderem ZChN, a teraz staje się właściwie libertynem pod skrzydłami
Platformy. Można więc zapytać: które oblicze jest prawdziwe? Czy jego
obecne zachowanie to wyrażenie lojalności i uwiarygodnienie się przed
obecną partią? Można nie zgadzać się z Jarosławem Kaczyńskim, ale trzeba
powiedzieć jedno: jest to polityk niezmienny jak Pałac Kultury i Nauki.
Jest politykiem konsekwentnym, a tego nie da się powiedzieć ani o
Niesiołowskim, ani o Palikocie. W mojej ocenie, ci dwaj panowie szkodzą
również własnej partii. W polityce ważny jest kręgosłup i niezależnie od
tego, co będzie w najbliższym czasie, możemy się spodziewać, że
Jarosław Kaczyński kręgosłup i zasady zachowa.

Jak ocenia Pan
tezę Stefana Niesiołowskiego, że Lech Kaczyński był najgorszym
prezydentem w demokratycznej Polsce, gorszym od Lecha Wałęsy i
Aleksandra Kwaśniewskiego? W wywiadzie widać wyraźnie ukłon w stronę
lewicy w pozytywnej ocenie dziesięcioletniej prezydentury
Kwaśniewskiego…

– Mówienie w sposób pozytywny o prezydenturze
Kwaśniewskiego i krytyka kadencji śp. Lecha Kaczyńskiego jest przede
wszystkim pójściem na skróty w ocenie prezydentury Lecha Wałęsy. Z całym
szacunkiem, ale nie można zapominać o tym, że to właśnie Lech Wałęsa
poprzez swoje „wojenki” odpowiada za bałagan, który tak długo trwał. To
właśnie on wzmacniał „lewą nogę”, bo prawa była zbyt silna. Nie mylmy
faktów. Ojcem bałaganu na polskiej scenie politycznej jest nie kto inny,
ale Lech Wałęsa. Może to wynikało z pewnej ułomności albo z
niedoświadczenia na arenie politycznej, ale to właśnie on za to
odpowiada. Nie był na tyle skuteczny, by przeciwstawić się układowi
postpezetpeerowskiemu ani wykreować silnej grupy politycznej wokół
siebie. Kwaśniewski miał ułatwione zadanie. Wygrał wybory, ponieważ Lech
Wałęsa był wówczas w Polsce jednym z najbardziej znienawidzonych
polityków. Kwaśniewski wykonał woltę: od młodego aparatczyka PZPR do
nowoczesnego, europejskiego polityka. Paradoksem jest to, że właśnie na
czas jego prezydentury przypada wejście do UE i NATO, a Sojusz
Północnoatlantycki był przecież dla władz komunistycznych synonimem
wroga. Jeśli chodzi o słabości alkoholowe prezydenta, były one skrzętnie
ukrywane, a przecież zdarzały się upokarzające wpadki z tym związane.
Sukcesy, czyli m.in. wejście do NATO, były rezultatem wielu lat działań,
a nie tylko prezydentury Kwaśniewskiego i o tym nie można zapominać.
Natomiast przy ocenie prezydentury śp. Lecha Kaczyńskiego należy
jednoznacznie powiedzieć, że ogromnymi sukcesami była polityka
historyczna i polityka wschodnia. Jednak obecnie ocena przerwanej
tragicznie kadencji prezydenta Kaczyńskiego jest bardzo niesprawiedliwa,
bo zapomina się o jego zasługach. Był on prezydentem, który za cel
postawił sobie odkurzenie historii najnowszej Polski, przemilczanych
faktów, odbudowanie dumy narodowej, rehabilitację „cichych” bohaterów
naszej historii. Poza tym Lech Kaczyński robił wszystko, by zbudować
silną pozycję naszego kraju na arenie Europy Środkowo-Wschodniej. My
tego nie doceniamy. Kierunek, który objął Lech Kaczyński, był ze wszech
miar słuszny. Dla Gruzinów jest on bohaterem narodowym. Przypomnijmy tu
choćby fakt wojny gruzińskiej, kiedy po raz pierwszy w historii tylu
prezydentów pojawiło się na terenie działań wojennych w obronie państwa
napadniętego. To był fenomen na skalę Pokojowej Nagrody Nobla. Wszyscy
bardzo ryzykowali. Polacy nie doceniają tego faktu. Najsmutniejsze w
prezydenturze Lecha Kaczyńskiego było to, co zrobił w czasie jej trwania
polski rząd, który konsekwentnie dyskredytował polskiego prezydenta. Za
konkretne wypowiedzi na jego temat premier i poszczególni ministrowie
powinni podać się do dymisji. Tutaj przyznaję absolutną rację niedawnym
słowom księdza arcybiskupa Sławoja Leszka Głódzia w czasie uroczystości
ku czci Matki Bożej Częstochowskiej, a mianowicie, że nikt nie
powiedział słowa „przepraszam”. Wypowiedzi kierowane pod adresem
prezydenta były formułowane z premedytacją po to, aby go zniszczyć. Mam
nadzieję, że ten niedobry zwyczaj nie będzie powielany w przypadku
żadnego kolejnego prezydenta.

Czy nie jest to kontynuowane w
przekazie medialnym Platformy, która według niektórych komentatorów
zachowuje się tak, jakby chciała zatrzeć pamięć o śp. Lechu Kaczyńskim
lub ją zmarginalizować? Stefan Niesiołowski twierdzi, że pochówek pary
prezydenckiej na Wawelu był błędem, ponieważ teraz wiele osób nie chce
tam przychodzić…

– Nie rozumiem kompletnie, dlaczego temat
pochówku nagle znalazł się wśród tematów poruszanych przez Stefana
Niesiołowskiego. Co w takim razie, jeśli to był taki straszny błąd
według wicemarszałka, robili 18 kwietnia na Wawelu przedstawiciele
polskiego rządu? Otóż odbierali oni tam kondolencje od głów i
ambasadorów różnych państw. Logicznie rzecz ujmując, jeśli nie było to
akceptowane, nie powinni oni tam przybyć. Niesiołowski zachowuje się
dziwnie, ponieważ wraca do czegoś, co jest faktem. Nie zachowuje się,
jak przystało na profesora i wicemarszałka Sejmu.

Na koniec
swojej wypowiedzi Stefan Niesiołowski zapowiada, że będzie konsekwentnie
dążył „do wyeliminowania PiS z polskiej polityki”. Czy jest to dobre
świadectwo dla rządzącej partii, kiedy jeden z jej czołowych polityków
deklaruje wprost działania mające na celu likwidację największej partii
opozycyjnej?

– PiS w odróżnieniu do PO ma tzw. twardy elektorat,
czyli ma fundament. Ciekaw jestem, jak będą wyglądały sondaże dla PO,
jeśli Palikot rzeczywiście wywoła jakiś rozłam w partii. Może zyskać na
tym właśnie Prawo i Sprawiedliwość, a więc jeszcze nie wiadomo, jak
poparcie rozłoży się przed wyborami. Jeśli chodzi o komentarz do samych
słów Stefana Niesiołowskiego, to wpisują się one w działania PO na rzecz
marginalizacji opozycji. W demokracji panuje zasada, że opozycja jest
tak samo ważna jak władza i ma obowiązek patrzenia władzy na ręce. Jeśli
ktoś dzisiaj uważa, że krytyka działań rządu, który w istocie nie
rządzi, ale dryfuje, jest formą wojny, to znaczy, że nie rozeznaje się
kompletnie w normach demokratycznych. To znaczy, że pomylił czasy
stalinowskie z rokiem 2010. Gdyby opozycja nie wytykała błędów
rządzącym, to moglibyśmy mówić o nieskuteczności Prawa i
Sprawiedliwości. Stefan Niesiołowski zapomina chyba, jaką Platforma była
opozycją dla PiS, gdy rządziło. To nie była ciekawa, tylko brutalna
opozycja. PiS dzisiaj jest łagodniejsze i szkoda, że Stefan Niesiołowski
ma taką wybiórczą pamięć.

Być może Stefanowi Niesiołowskiemu w głębi duszy marzy się dyktatura…

Najwidoczniej zegarek wicemarszałka zatrzymał się w latach
pięćdziesiątych, w okresie, kiedy nie mogło być opozycji. Na szczęście
dziś są inne czasy.

Dziękuję za rozmowę.

drukuj