Krzyż to sprzeciw wobec wszelkiej degradacji człowieka
Z JE ks. bp. Wacławem Depo, ordynariuszem zamojsko-lubaczowskim, rozmawia
Małgorzata Pabis
Przed kilkoma miesiącami byliśmy świadkami, jak w Warszawie zaczęły znikać
krzyże ustawione przy ulicach, wkrótce usunięto krzyż z krakowskich Błoń, a
potem pojawiły się kolejne ataki na ten znak. Wspomnijmy niektóre – przed
Pałacem Prezydenckim w Warszawie, w Bydgoszczy, w Przemyślu, a ostatnio usunięto
krzyż ustawiony przed rokiem w Tatrach na Rysach. Czy nie wygląda to na wyraźną
tendencję do pozbywania się symboli religijnych z miejsc publicznych?
– Niewątpliwie przeżywamy czas jakiegoś rozchwiania. Drogowskazem niech będą dla
nas w tym momencie słowa Czcigodnego Sługi Bożego Jana Pawła II. Ojciec Święty
wypowiedział je na lotnisku w Radomiu, gdy mówił o obronie Narodu przez obronę
życia dzieci poczętych: "Mamy dzisiaj podstawy do tego, by ufać w mądrość
narodu, który buduje na Ewangelii, na mądrości krzyża i zaufaniu do
Bogurodzicy". Kto nie zna Ewangelii i traktuje prawdę, którą ona głosi, jako
przeżytek albo tylko historyczny przekaz, ten nigdy nie dojdzie do zrozumienia
istoty krzyża i Tego, który na tym krzyżu oddał za nas życie. Musimy pamiętać o
tym, że Chrystus po to oddał za nas swoje życie, rozpostarł ramiona na krzyżu w
sposób dobrowolny, żeby sprzeciwić się każdej degradacji człowieka. Zatem znak
ten mówi nam o głębokiej miłości Boga do człowieka, uczy także szacunku,
przebaczenia i godności ludzkiej. W związku z tym uważam, że naszym pierwszym
obowiązkiem, niezależnie od tego, kim dziś jesteśmy, jest służba tej prawdzie.
Przecież bez prawdy każdy naród, także nasz, wejdzie w ślepą uliczkę, a wtedy
nie będzie miał przyszłości. O tej prawdzie – także w przestrzeni publicznej –
przypominają symbole religijne z krzyżem na czele.
Po niedawnych obradach biskupów na Jasnej Górze pojawiły się bardzo agresywne
w stosunku do Episkopatu wypowiedzi polityków, szczególnie z ekipy rządzącej,
którym nie spodobało się stanowisko Kościoła w sprawie sporu o upamiętnienie
ofiar katastrofy smoleńskiej i krzyża przed Pałacem Prezydenckim…
– Krytykowanie biskupów za to, że ich zdanie nie jest zgodne z oczekiwaniami
określonych grup społecznych czy nawet rządzących, jest wielkim
nieporozumieniem. Widzimy, że jest jedną z konsekwencji zapominania o swojej
wierności w sumieniu wobec praw Bożych i konsekwencją odrzucenia krzyża. Z tego
rodzi się wielkie zagubienie, które dotyka nasze społeczeństwo. Zaczynamy się
nie tylko dzielić, ale zaczynamy być bardzo samotni. Zgadzamy się na przemoc,
która krzyczy na ulicach: "krzyż do kościoła", "ludzie w moherowych beretach na
stos". Dlatego to jest wyzwanie dla nas wszystkich, żeby wszystko odnosić w
sumieniu do Boga i przed Bogiem zdawać rachunek za swoje słowa, opinie i czyny.
Jedną z bardzo niebezpiecznych dróg naszej polityki czy tak zwanej troski o
dobro Narodu, o poszczególne grupy społeczne, o przyszłe pokolenia jest próba
manipulacji Ewangelią. To zagraża nawet niektórym ludziom wierzącym, którzy
zaczynają przystosowywać Ewangelię do swoich pragnień i wyobrażeń, a nie
odczytują jej istoty, która jest zawsze związaniem się z osobą Jezusa Chrystusa.
Jeśli dzisiaj nie rozumie się tej tajemnicy osobistej relacji z Chrystusem, to
nie rozumie się tajemnicy Kościoła. A nie ma Kościoła bez Chrystusa, tak jak nie
ma podejścia do Chrystusa i Jego nauczania bez Kościoła. Te drogi muszą się
wzajemnie uzupełniać. I to jest dziś bardzo niebezpieczne dla naszego
katolickiego Narodu, że zaczyna przejmować to, co na Zachodzie obecne jest od
kilkudziesięciu lat – oddzielenie Chrystusa od Kościoła. Przecież wiadomo, że
nie ma prywatnego Kościoła. Kościół nie jest własnością ani biskupów, ani
katolików ochrzczonych, ani praktykujących czy niepraktykujących, ale jest
dziełem Jezusa Chrystusa.
Czy sygnałem do walki z krzyżem w Europie nie stał się ubiegłoroczny wyrok
Europejskiego Trybunału Praw Człowieka przeciw obecności tego znaku we włoskiej
szkole?
– Tutaj odpowiedzią niech będzie głos prof. Roberta de Mattei, który w swojej
książce "Dyktatura relatywizmu" mówi o marszu w kierunku totalitaryzmu. Rozkłada
się on na trzy etapy. Pierwszym etapem jest negacja istnienia prawa do prawdy
obiektywnej. Konsekwencją tego jest zrównanie dobra i zła, czyli grzechu i
cnoty. Drugi etap i drugi marsz, który przetacza się również przez polskie
ulice, to jest instytucjonalizacja dewiacji moralnych objawiająca się w
przemianie prywatnej niegodziwości w publiczną cnotę. To jest aż nadto
widoczne… I wreszcie trzeci etap to wprowadzenie prawnej karalności dobra, w
tym także publicznego odwołania się do wiary.
Wydaje mi się, że takie zdarzenia jak np. ścięcie krzyża przez tzw. nieznanych
sprawców w Przemyślu są właśnie kolejnym dowodem na to, że ten marsz przetacza
się przez Europę, przez Polskę. Ma to swoje źródło w decyzjach czy to
Europejskiego Trybunału Praw Człowieka, czy innych gremiów, które w skryty czy
obecnie już jawny sposób występują przeciw Bogu, Dekalogowi czy nauce Kościoła
związanej z Chrystusem. A ja w tym miejscu jeszcze raz podkreślę, że bez
Chrystusa nie można zrozumieć ani tajemnicy Kościoła, ani tajemnicy człowieka.
Dziękuję za rozmowę.
———————————————-
Polska nie będzie lepsza bez symboli religijnych
Nie dajmy sobie wmówić, że Polska będzie lepsza bez symboli i
elementów religijnych w miejscach publicznych i podczas uroczystości
państwowych, że będzie sprawiedliwsza bez katechezy w szkołach, bez kapelanów w
szpitalach i w wojsku. Taka Polska byłaby bardzo uboga, smutna i słaba.
Podkreślał to wczoraj ordynariusz sandomierski ks. bp Krzysztof Nitkiewicz w
czasie koronacji wizerunku Matki Bożej Pocieszenia w kościele parafialnym pw.
Świętej Trójcy w Bogorii. Uroczystość transmitowały Radio Maryja i Telewizja
Trwam.
Do sanktuarium Pani Bogoryjskiej przybyły rzesze pielgrzymów z diecezji
sandomierskiej, aby uczestniczyć we Mszy św. koronacyjnej. Obecni byli księża
biskupi, kapłani, siostry zakonne, wspólnota Wyższego Seminarium Duchownego w
Sandomierzu, przedstawiciele władz. Uroczystość rozpoczęło procesyjne
wyprowadzenie obrazu Matki Bożej z sanktuarium na plac koronacji. W homilii ks.
bp Krzysztof Nitkiewicz, wyjaśniając sens koronacji, wskazał, że koronowany
wizerunek Bogoryjskiej Madonny winien inspirować do refleksji nad naszą
duchowością maryjną. Koronacja wizerunku Maryi trzymającej w ramionach
Dzieciątko Jezus musi być wyrazem tego, co wcześniej dokonało się w naszym sercu
i co będzie potwierdzane w każdym kolejnym dniu życia.
Ksiądz biskup nawiązał też do 30. rocznicy podpisania Porozumień Sierpniowych. –
Pamiętamy doskonale, a młodsi mogą to zobaczyć na archiwalnych filmach i
zdjęciach, że strajkujący umieścili w najbardziej widocznych i godnych miejscach
krzyże, obrazy Matki Bożej i zdjęcie Ojca Świętego Jana Pawła II. Uczestniczyli
masowo w odprawianych na terenie zakładów Mszach św. i przystępowali do
sakramentów. Wielu przyznaje dzisiaj, że to pomogło im przetrwać i przezwyciężyć
– zwracał uwagę ordynariusz sandomierski. Wzywał też, abyśmy nie dali sobie
wmówić, że obecnie trzeba zrewidować określone prawnie w 1989 r., a następnie w
Konkordacie i innych ustawach relacje pomiędzy państwem i Kościołem.
Przypomniał, że podobne "idee" usuwania religii z przestrzeni publicznej mieli
ci, którzy przed 30 laty usiłowali zdławić strajki, a potem wprowadzili stan
wojenny. Jednocześnie podkreślał, że to, czy religia będzie wywierała wpływ na
życie publiczne kraju, zależy nie tylko od ustaw, lecz przede wszystkim od
postawy Polaków. Od tego, czy będą myśleli i postępowali po chrześcijańsku, czy
będą kierowali się Ewangelią, przykazaniami, czy może wygodą, zyskiem i
okolicznościami. – Poprzez dzisiejszą koronację pragniemy oczyścić się z naszej
fałszywej pobożności i dwulicowości. Najświętsza Dziewica nie potrzebuje naszych
koron. One są potrzebne nam, Jej dzieciom, bowiem widzialny znak w postaci
koronowanego wizerunku Bogoryjskiej Matki Pocieszenia pomoże nam osiągnąć pełnię
dojrzałości chrześcijańskiej. Ona będzie się przejawiała w codziennej walce ze
złem, rozpoczynając od zła, które rozpleniło się w naszym sercu, w naszych
rodzinach i w naszej Ojczyźnie – mówił ks. bp Krzysztof Nitkiewicz.
Alicja Trześniowska
