Irańska karta w globalnej grze
"Rząd USA posiada plan zaatakowania Iranu w celu pokrzyżowania jego planów
uzbrojenia się w broń nuklearną" – powiedział 1 sierpnia 2010 r. przewodniczący
Kolegium Szefów Połączonych Sztabów, admirał Mike Mullen. Jednocześnie
Organizacja Narodów Zjednoczonych, Stany Zjednoczone oraz Unia Europejska
nałożyły na Iran nowe sankcje, mające zwiększyć presję na Teheran, aby porzucił
swoje nuklearne plany. Nie dziwi fakt, że amerykańskie sankcje wykraczają poza
restrykcje nałożone przez ONZ, ale tym razem również Unia Europejska wysuwa się
przed szereg, choć w stolicach Starego Kontynentu jednomyślności w kwestii
irańskiej broni jądrowej nie ma. Nie ma też pewności, czy władze Republiki
Islamskiej dążą do uzyskania takiej broni.
Pod znakiem zapytania pozostaje twierdzenie, że sankcje zmuszą prezydenta
Mahmuda Ahmadineżada do rezygnacji z programu nuklearnego – w deklaracjach
służącego cywilnym zastosowaniom. Przypomnijmy, że raporty Międzynarodowej
Agencji Energii Atomowej (IAEA) i wypowiedzi jej generalnego dyrektora,
Muhammada el-Baradei, nie przesądzały o irańskim dążeniu do zbudowania broni
nuklearnej, a jedynie ostrzegały, że Iran wkrótce uzyska potencjał umożliwiający
budowę bomby A. Niezależnie od tego, czy reżim ajatollahów planuje budowę broni
masowego rażenia, czy nie, sankcje uderzą przede wszystkim w prostych Irańczyków
cierpiących już od dawna na niedobór wielu artykułów codziennego użytku – w tym,
paradoksalnie, na brak produktów ropopochodnych. Na skutek sankcji
uniemożliwiających modernizację krajowych rafinerii oraz import paliw piąty
producent ropy naftowej na świecie (182 mln ton w 2009 r.) zmuszony jest do
racjonowania benzyny (wprowadzenie systemu kontrolowanej dystrybucji
doprowadziło w czerwcu 2007 r. do zamieszek i podpaleń stacji benzynowych).
Przypomina to skuteczność nałożonych na Irak, a wymierzonych teoretycznie w
reżim Saddama Husajna sankcji, których ofiarami w pierwszym rzędzie padli
najsłabsi – dzieci, ubodzy, szyici, Kurdowie, podczas gdy osławione pałace
Saddama opływały w dostatki. W naszej polskiej rzeczywistości narzuca się zaś
analogia ze stanem wojennym i sankcjami wymierzonymi w komunistyczny reżim –
rzecznik prasowy rządu Jerzy Urban oznajmił wówczas, że: "rząd się sam wyżywi" –
z pewnością lodówki funkcjonariuszy PZPR i WRON czy wszelkiej maści agentów nie
świeciły pustkami, ale efekt restrykcji Ronalda Reagana odczuli zwykli zjadacze
chleba. Nie sądzę, aby prezydentowi Ahmadineżadowi, Strażnikom Rewolucji
Islamskiej, prominentnym ajatollahom czy funkcjonariuszom pozostającym pod ich
bezpośrednią kontrolą resortów siłowych zabrakło paliwa czy lekarstw, natomiast
na co dzień z problemem tym zmagają się zwykli mieszkańcy kraju. Zasadne wydają
się zatem pytania, czy wrogość Stanów Zjednoczonych oraz ich sojuszników (w
znacznej mierze wymuszona przez administrację waszyngtońską) wynika z obaw przed
irańskim fundamentalizmem i służy obronie tzw. wolnego świata, czy też Iran stał
się kolejnym kozłem ofiarnym nieudolnej polityki neokonserwatystów, których
priorytetami pozostają stabilność dostaw ropy naftowej z rejonu Zatoki Perskiej
oraz bezwarunkowe bezpieczeństwo Izraela; a wreszcie też i to, w jakim stopniu
na wzajemnych stosunkach zaciążyła historia najnowsza.
Żandarm Zatoki Perskiej
Pod rządami ostatniego szacha Mohammeda Rezy Pahlewiego Iran uchodził za
sojusznika Stanów Zjednoczonych i gwaranta stabilności w strefie Zatoki
Perskiej. Ogromne dochody z tytułu eksploatacji zasobów ropy naftowej nie
przekładały się na powszechny dobrobyt. Szach usiłował zreformować i
zmodernizować Iran, ale nie czynił tego ani na modłę zachodnich demokracji, ani
na wzór turecki Mustafy Kemala (Atatürka). Jego "biała rewolucja" stanowiła
zadziwiający konglomerat oświeconego absolutyzmu, utopijnego wzorca tradycji
staroperskiej i policyjno-wojskowej dyktatury z wszechwładną służbą
bezpieczeństwa SAVAK. Drugim z filarów władzy miała być armia, na którą wydawano
blisko połowę ogromnych przychodów z eksploatacji ropy naftowej – Mohammed Reza
marzył o trzeciej armii świata, a jako sojusznik Waszyngtonu mógł kupować
wszystko, czym dysponował arsenał USA – wszak Iran pozostawał "żandarmem Zatoki
Perskiej". Pozbawiony wykwalifikowanej siły roboczej i wyspecjalizowanych
żołnierzy kraj nie był w stanie zaabsorbować inwestycji przemysłowych ani
obsługiwać skomplikowanych systemów uzbrojenia – przywiezione drogą morską
fabryki lądowały w porcie Bandar Abbas, ponieważ infrastruktura drogowa nie
pozwalała na dalszy transport, a kosztowne samoloty, helikoptery i czołgi
rdzewiały z braku obsługi na pustyni.
Rewolucja islamska i wojna z Saddamem
Na czele rewolucji w Iranie w latach 1978-1979 ostatecznie stanął radykalny
ajatollah Ruhollah Musawi Chomeini. Po ucieczce szacha nastąpił okres
przejściowy, niemal demokratyczny, z próbami utworzenia państwa świeckiego przez
premiera Bazargana i jego Ruch Wolnościowy, ale wkrótce środowiska religijne
skupione wokół ajatollaha Chomeiniego przejęły władzę, a nowa konstytucja
zagwarantowała im kontrolę nad resortami siłowymi, prawo do zatwierdzania
kandydatów na urząd prezydenta i posłów, prawo weta wobec postanowień
parlamentu, rządu i prezydenta, wreszcie prawo blokowania nominacji
funkcjonariuszy państwowych – była to praktyczna realizacja ukutej przez
Chomeiniego koncepcji "wilajat al-faqih" – "władzy ekspertów od prawa
religijnego". W stosunkach z innymi krajami następują ogromne zmiany – Teheran
zrywa sojusz ze Stanami Zjednoczonymi kojarzonymi z bezwarunkowym poparciem dla
znienawidzonego reżimu, a także stosunki dyplomatyczne z Izraelem – wkrótce
retoryka antyizraelska i propalestyńska zajmuje poczesne miejsce w irańskiej
propagandzie. Konserwatywne monarchie "naftowe" Zatoki Perskiej pospołu z
państwami arabskimi realizującymi różne warianty socjalizmu obawiają się
"eksportu" rewolucji islamskiej – podobnie Waszyngton i część jego sojuszników –
pomimo zbieżności interesów w Afganistanie. Dyktator sąsiedniego Iraku Saddam
Husajn w 1980 r. atakuje Iran – nie tyle z obawy przed ekspansją fundamentalizmu
w wersji szyickiej (szyici stanowili i wciąż stanowią większość mieszkańców
Iraku), ile z chęci wykorzystania porewolucyjnego chaosu i uregulowania na swoją
korzyść sporów terytorialnych. Irak cieszy się poparciem ze strony zarówno bloku
sowieckiego, jak i Stanów Zjednoczonych oraz bogatych monarchii arabskich –
otrzymuje ogromne wsparcie finansowe i militarne. Irańczycy przewagę sprzętową
Iraku kompensują większą liczebnością, ale pociąga to za sobą ogromne straty w
ludziach – praktycznie nie ma rodziny, która nie straciłaby kogoś w tej wojnie.
Jawne sprzyjanie Zachodu Saddamowi pogłębia wrogość – Iran angażuje się w
popieranie organizacji ekstremistycznych, jak szyicki Hezbollah ("Partia Boga")
w Libanie, wspierając działalność antyamerykańską i antyizraelską. Koniec wojny
iracko-irańskiej w 1988 r. pozostawia obie strony wyczerpane wojną, a
społeczeństwa zubożałe. Dodatkowo Republika Islamska funkcjonuje w powszechnej
świadomości jako ciemnogród i kraj ekstremistów oraz terrorystów.
Reformy i "oś zła"
W trakcie konfliktu o Kuwejt w 1991 r. oraz amerykańskiej okupacji Iraku w 2003
r. Iran zachowuje neutralność, choć Waszyngton stale oskarża władze Republiki
Islamskiej o potajemne sprzyjanie antyamerykańskim bojownikom – zarzuty te w
większym stopniu wynikają z antyizraelskiej postawy Teheranu, który – wraz z
sojuszniczą Syrią – pozostaje głównym sponsorem libańskich i palestyńskich
bojowników w Libanie. Po zwycięstwie w wyborach prezydenckich w 1989 r.
umiarkowanego reformatora Ali Akbara Haszemiego Rafsandżaniego, a w wyborach
parlamentarnych w 1992 r. jego zwolenników Iran zaczyna się otwierać na świat
(jest to również okres wielu intratnych kontraktów polskich firm w tym kraju),
ale Stany Zjednoczone już w 1995 r. nakładają na Iran sankcje za wspieranie
terroryzmu i dążenie do zdobycia broni nuklearnej. Pomimo prób reform prezydenta
Mohammeda Chatemiego (wybrany w 1997 i 2001 r.), w znacznej mierze zablokowanych
przez konserwatystów, i jego poparcia dla USA w wojnie z talibami
neokonserwatyści z otoczenia prezydenta George’a W. Busha forsują politykę
ślepego sojuszu z Izraelem i twardej linii wobec Palestyńczyków oraz państw
oskarżanych o wspieranie terroryzmu (czyli m.in. Palestyńczyków) oraz dążenie do
zdobycia broni masowego rażenia. W maju 2002 r. w przemówieniu G.W. Bush zalicza
Iran do "osi zła" – u boku Iraku i Korei Północnej. Od tego momentu obraz Iranu
w amerykańskich mediach musi być negatywny. Izolowanie Iranu przez dyplomację
waszyngtońską, trudna sytuacja gospodarcza w kraju i fiasko reform doprowadzają
do wybuchów niezadowolenia społecznego i zwrot ku konserwatywnemu populiście –
Mahmudowi Ahmadineżadowi, który korzysta również z życzliwości Strażników
Rewolucji, manipulujących na jego korzyść ordynacją wyborczą. Obóz reform
przegrywa w kolejnych wyborach – tak parlamentarnych, jak i prezydenckich.
Następuje ograniczenie swobód obywatelskich i wolności słowa. Na arenie
międzynarodowej oraz w samym Iranie skandal wywołują wypowiedzi prezydenta
Ahmadineżada negujące holokaust i wzywające do zniszczenia Izraela. Nie są one
wykładnią polityki zagranicznej Teheranu i nie pociągają za sobą żadnych
działań, stanowią jednak wygodny pretekst do zaostrzenia kursu wobec Iranu.
Konflikt interesów
Nie wydaje się, aby wojownicza retoryka admirała Mullena doczekała się
realizacji – Waszyngtonu nie stać na kolejny konflikt – tym razem w kraju
górzystym o znacznej powierzchni i ponad 70-milionowej ludności. Z pewnością nie
może w tym konflikcie liczyć na sojuszników – już wojna w Iraku doprowadziła do
sporu z Niemcami i Francją. Miejmy nadzieję, że nawet obecny polski rząd – tak
skory do zwielokrotniania polskich kontyngentów za granicą – przyjąłby w takiej
sytuacji postawę zachowawczą. W ocenie muzułmanów, byłby to "kolejny kraj
muzułmański okupowany w imię interesów Izraela". Możliwe są jedynie
bombardowania instalacji nuklearnych – i to przez lotnictwo raczej Izraela niż
USA. Agresja nie spotka się też z akceptacją ze strony Rady Bezpieczeństwa ONZ,
w której zasiadają przecież Rosja i Chiny. Z inicjatywy Rosji i dla osłabienia
dominacji USA na Bliskim i Środkowym Wschodzie została zawiązana nieformalna
koalicja o skrócie BRIC (Brazylia, Rosja, Indie, Chiny), czynnie wspierająca
gospodarczo i politycznie Iran.
Dr hab. Adam Bieniek
