Ksiądz, „któremu nie śniło się nawet o podobnym zaszczycie…”

Postać skromnego i pokornego księdza
Ignacego Skorupki nieodłącznie związana jest z oswobodzeniem Warszawy,
Polski i Europy w 1920 roku! Czy jego patriotyczny czyn i męczeński zgon
były jedynie pięknym incydentem, czy może raczej z woli Opatrzności
stały się punktem zwrotnym w rozwoju wypadków? Wiele wskazuje na to, że
od tej ofiary pierwszego z warszawskich kapłanów rozpoczęło się
niesłychane pod względem szybkości i rozmiarów zwycięstwo. Odznaczony
pośmiertnie Orderem Orła Białego ks. Skorupka po latach zapomnienia
powoli odzyskuje należne mu miejsce w gronie bohaterów narodowych.

Z
postacią ks. Ignacego Skorupki po raz pierwszy zetknąłem się przed
wielu, wielu laty w jednym z łódzkich antykwariatów, gdzie zupełnie
przypadkowo natrafiłem na mały, okolicznościowy obrazek wydany zapewne
zaraz po „cudownym ocaleniu Ojczyzny” w sierpniu 1920 roku. Na
wierzchniej stronie fotografii z wizerunkiem kapłana – bohatera,
umieszczono słowa: „Śp. Ks. Ignacy Jan Skorupka w obronie Warszawy
poległ pod Ossowem w okolicach Radzymina o świcie 14 sierpnia 1920 roku.
„Módlmy się za szczęście Polski, Bóg nie odrzuca modlitw naszych, a
ponieważ w niebie nie ma Ojczyzny ziemskiej, modlitwa nasza już na ziemi
wysłuchana będzie (słowa śp. ks. Skorupki)””.
Na odwrocie
umieszczono krótką biografię duchownego. Z tego lakonicznego zapisu po
raz pierwszy dowiedziałem się nieco o kapłanie-bohaterze, o którym
ówczesne podręczniki szkolne całkowicie milczały. Tylko warszawianie
zasiedziali w stolicy pamiętali wówczas, że ul. Sadowa (w centrum
stolicy!) była przed II wojną ul. Ks. I. Skorupki.
Dla większości
Polaków u schyłku lat 60. ubiegłego wieku ks. Skorupka był postacią mało
znaną. Niewielu wiedziało, że postać duchownego z krzyżem w ręku i w
stule, prowadzącego żołnierzy do ataku, umieszczona na płaskorzeźbie
pomnika na cmentarzu Powązkowskim, to również ks. Ignacy Skorupka.
Komuniści w amoku zacierania „niewygodnych kart z naszej historii” już w
latach 40. zniszczyli epitafium, znajdujące się u dołu monumentu.

Warszawianin z krwi i kości
Wychowany
pod okiem troskliwych rodziców po ukończeniu gimnazjum im.
Chrzanowskiego – idąc za głosem powołania – wstąpił do seminarium
duchownego w Warszawie. Po jego ukończeniu został wysłany do Akademii
Duchownej w Piotrogrodzie. Następnie duszpasterzował wśród uchodźców w
Klińcach – w guberni czernihowskiej, gdzie wykazał się niepospolitymi
zdolnościami organizacyjnymi i nadzwyczajną gorliwością, a przede
wszystkim miłością i serdecznością wobec wygnańców. Po powrocie do kraju
od września 1918 r. pracował jako prefekt w Łodzi, następnie w
Warszawie. Z jednego z zachowanych świadectw o ks. Skorupce wynika, że
„umiejętnie wyzyskany dar zjednywania serc, przyciągał do niego wszystką
młodzież, którą zapalał miłością Boga, Ojczyzny i świętym entuzjazmem.
Taką samą miłość zjednał w gronie dzieci Ogniska Rodziny Maryi na
Pradze, gdzie był kapelanem”. Pracował jednocześnie jako notariusz w
konsystorzu warszawskim.

Kapelan lotny
Dziewięćdziesiąt
lat temu, 6 sierpnia 1920 r., jako jeden z wielu stołecznych kapłanów
ks. Ignacy Skorupka stanął do walki na hasło rzucone przez Radę Narodową
Obrony Państwa: „Ojczyzna w niebezpieczeństwie”, i na wezwanie Zarządu
Koła XX Prefektów Archidiecezji Warszawskiej, zebranych tego dnia w Domu
Księży przy ul. Miodowej 13, „kiedy to prefekci i wikariusze Warszawy w
liczbie 53 osób po wysłuchaniu odezwy Kurii Metropolitalnej, wzywającej
do służby Ojczyźnie, zdecydowali stanąć jak jeden mąż do solidarnej
pracy wojskowej jako żołnierze-kapłani-ochotnicy”.
Opieką
duszpasterską objęte zostały wszystkie placówki, w których żołnierze
gotujący się do boju, walczący lub ranni, mogli potrzebować pomocy
kapłana. Wyznaczono więc ruchome posterunki przy punktach sanitarnych na
dworcach kolejowych i przystani żeglugi wodnej, w szpitalach polowych i
stałych, duszpasterze posługiwali przy czołówkach i transportach
sanitarnych oraz na stacjach zbornych żołnierzy i w koszarach.
Niezwykle
ważna była obsługa duszpasterska rannych i chorych żołnierzy na
dworcach kolejowych – rozpoczęto ją w pierwszych dniach sierpnia na
Dworcu Gdańskim, a następnie na Wiedeńskim, Kaliskim, Wileńskim i
Brzeskim.
Tutaj najczęściej stałe dyżury pełnili duchowni ochotnicy – jako tzw. kapelani lotni.
Kiedy
bolszewicy stanęli u wrót stolicy, ks. Ignacy poprosił ówczesnego
metropolitę ks. kard. Aleksandra Kakowskiego o zgodę na wstąpienie do
wojska. Ksiądz kardynał zapisał w swoich pamiętnikach: „Zgadzam się,
rzekłem [do Skorupki], ale pamiętaj, abyś ciągle przebywał z żołnierzami
w pochodzie, w okopach, a w ataku nie pozostawał w tyle, ale szedł w
pierwszym rzędzie”. Za zgodą biskupa polowego WP – ks. Stanisława Galla,
który mianował go kapelanem lotnym dla garnizonu na Pradze, ks.
Skorupka trafił do 236. Ochotniczego Pułku Piechoty, gdzie służył w 2.
Batalionie Legii Akademickiej, którą tworzyli studenci i uczniowie
stolicy. Wraz z nimi wyruszył 13 sierpnia na front po odbytej
poprzedniego wieczoru spowiedzi w kościele Ojców Kapucynów.
W
mglisty poranek 14 sierpnia 1920 r. ks. Ignacy zebrał grupę chłopców i
poprowadził ich przeciw bolszewikom. Podczas tego – wydawało się –
beznadziejnego kontrnatarcia, na którego czele szedł ze stułą na szyi
oraz z krzyżem w ręku, porwani przykładem kapelana żołnierze przestali
się cofać i uderzyli na wroga. Kontrnatarcie zakończyło się sukcesem. I
kiedy „z krzyżem w ręku i pieśnią „Serdeczna Matko” na ustach prowadził w
bój młodzież szkolną”, padł rażony w głowę barbarzyńskim pociskiem
ekrazytowym. Jak pisał o nim anonimowo jeden z obrońców stolicy, tak
odszedł „Obrońca Warszawy, kapłan bohater nadzwyczaj miłej
powierzchowności, niebiańskiej jasności oblicza, tkliwego i wylanego
serca, który wiódł żywot cichy i nadzwyczaj pracowity. Życiem pełnym
trudów i poświęceń, życiem dla dobra sprawy wyjednał sobie u Boga śmierć
najpiękniejszą. Tylko takie życie może uszczęśliwić na wieki człowieka.
Po Bogu najwięcej kochał Ojczyznę”. Tak naprawdę momentu śmierci
kapłana – w ferworze walki – nikt nie widział.

Naprzód!
Za Boga i Ojczyznę

Należy
pamiętać, że w historii zdarzają się wielkie momenty dziejowe, w
których decydującą rolę odgrywają nieraz nieznaczny fakt lub jednostka,
„której nie śniło się nawet o podobnym zaszczycie”. Skromnemu i
pokornemu ks. Ignacemu Skorupce przypadł on w udziale w pamiętnych
dniach sierpniowych 1920 r., a imię jego związało się nierozerwalnie z
oswobodzeniem Warszawy, Polski i Europy!
Czy jednak to był tylko
przypadek czy tylko pierwsza ofiara? Czy jego patriotyczny czyn i
męczeński zgon były jedynie pięknym incydentem, a może raczej z woli
Opatrzności stały się punktem zwrotnym w rozwoju wypadków? Czy od tej
ofiary pierwszego z warszawskich kapłanów nie rozpoczęło się niesłychane
pod względem szybkości i rozmiarów zwycięstwo?
Im bardziej będziemy
się wpatrywać w ten znamienny dzień, w którym „Królowa Korony Polskiej
spełniła korną prośbę zgromadzonego na Jasnej Górze Episkopatu, tem
wyraźniejszym się staje, że ten cichy i świątobliwy kapłan, którego tak
świeżo jeszcze widzieliśmy między nami, powołany został do spełnienia w
przełomowej chwili naszych dziejów z obecnej wojny posłannictwa Joanny
d’Arc” – zaznaczał w warszawskiej prasie pewien duchowny podpisujący się
inicjałami ks. J. G.
Nie przewidywał tego czynu z pewnością 27-letni
ks. Ignacy, gdyż „życie płynęło mu cichą strugą, o zasługach wiedział
Bóg, przygodnie tylko dowiadywali się ludzie”.
Kiedy po powrocie z
Rosji był prefektem szkół w Łodzi i Warszawie, a następnie notariuszem
Kurii, swoim gorącym sercem obejmował głównie młodzież. Rozumiał ją i
potrafił wręcz mistrzowsko trafić do jej „uczucia i sumienia”, ona
natomiast „odpłacała mu ufnością i przywiązaniem” – pisał ks. J. G.
Wiódł ją do Boga miłością Ojczyzny, „aż wreszcie Bóg zażądał odeń, by
stał się dla ojczyzny onej zadośćczynną ofiarą”. Na prośbę dowództwa
ochotniczego 236. Pułku Piechoty im. Bohaterów Powstania 1863 r., który
składał się w znacznej części z jego dawnych uczniów, ksiądz „staje z
krzyżem w dłoni na czele tych młodzieńczych, bohaterskich zastępów.
Położenie groźne. Zdemoralizowane odwrotem oddziały częścią cofają się,
częścią brak im impetu do przełamania wroga. Wówczas, po raz pierwszy,
powołują w ogień młodzież niewypróbowaną dotychczas, nie znającą wprost
techniki bitwy. Wróg spotyka ją gradem maszynowych pocisków i ręcznych
bomb. W sercu młodych zapaśników nie masz trwogi ni wahania, ale nie
znajomi rzemiosła skupiają się, miast się rozpraszać, tworząc podatny
cel dla morderczych pocisków. W gwarze i zamęcie nie słychać rozkazów; z
młodzieńczego legionu setki krwią już broczą w piasku. Wtedy potężnem
echem uderza daleko wkoło siebie głos kapłana, duchowego przewodnika
236. pułku. „Naprzód”, woła ks. Ignacy, podnosząc krzyż wysoko, „za Boga
i ojczyznę!”, i z pełnej piersi wypływa mu pieśń „Serdeczna Matko”.
Setki ust ją podchwytują, rozpływa się szeroko, a zastęp młodych
bohaterów, niepowstrzymany niczem, z ogniem w oczach i dłoni, rzuca się
na nienawistnego przeciwnika. Pada co prawda w większości, ale przykład
bohaterstwa napala inne szeregi, i wojsko polskie osiąga pierwsze z tych
zwycięstw, które rozszerzając się w dal od Warszawy, przyniosły
niesłychany w dziejach pogrom moskiewskiej komunie i odnowiły,
wzmacniając go do większej niż przedtem siły, blask polskiego
zwycięstwa.
Ale niestety wielkie rzeczy nie dokonują się bez wielkich
ofiar. Ofiarą, którą wybrał Bóg przed innemi dla okupienia wolności i
zwycięstwa Polski, była świątobliwa dusza ks. Ignacego Skorupki. Zmarł z
podniesionym w górę krzyżem, z modlitwą na ustach, dając przykład
wiary, patryotyzmu i zaparcia się siebie” (ks. J. G.).

Warszawa zrozumiała znaczenie tej śmierci
Umarłemu
za wyzwolenie milionów wojsko i społeczeństwo zgotowały iście hetmański
pogrzeb. Na podniosłą uroczystość wyległo niemal całe miasto stołeczne,
szacunek okazali nawet ci, którzy zazwyczaj współzawodniczyli „w
nienawiści do wszystkiego, co katolickie, tembardziej do kapłanów” –
pisał ks. J. G.
Pogrzeb na warszawskich Powązkach miał wszystkie
cechy pośmiertnego triumfu, uświetniony był pontyfikalnym przewodnictwem
biskupa polowego Wojska Polskiego ks. dr. Stanisława Galla oraz
wspaniałymi przemówieniami m.in. „Wodza tych Wojsk Zwycięskich” – gen.
Józefa Hallera. Generał tenże odpiął wówczas swój order – Krzyż Virtuti
Militari V klasy, i położył na trumnie księdza – bohatera; to wyjątkowe
wyróżnienie zostało następnie potwierdzone oficjalnym przyznaniem
odznaczenia przez Kapitułę Orderu pod nr. 0501 – 3 marca 1921 roku. Ten
zaszczytny znak przechowywany jest w Muzeum Wojska Polskiego w Warszawie
wraz z innymi pamiątkami po ks. Ignacym Skorupce. „Namianowano” go
także pośmiertnie do stopnia majora Wojska Polskiego. I trzeba o tym
pamiętać – przede wszystkim młodym – spłacając w ten sposób symbolicznie
dług wdzięczności należny kapłanowi. Kawalerowi rycerskiego Krzyża
Virtuti Militari, Krzyża Niepodległości, który przekazano na ręce jego
brata w 1933 r., a od 15 sierpnia 2010 r. najwyższego odznaczenia
Najjaśniejszej Rzeczypospolitej – Orderu Orła Białego, przyznanego w
uznaniu jego zasług „dla Niepodległości Rzeczypospolitej Polskiej, za
patriotyczną postawę i bohaterstwo wykazane w wojnie
polsko-bolszewickiej 1920 roku”.

Sławomir Frątczak

Sławomir Frątczak jest
historykiem, pracuje w Muzeum Wojska Polskiego (MWP) w Warszawie, w
latach 2002-2009 był kierownikiem Muzeum Katyńskiego – Oddział MWP.

drukuj