Prokuratorzy chcą zeznań z wieży
Trwają ustalenia, czy wyposażenie lotniska Smoleńsk Siewiernyj było
takie samo 7 kwietnia – gdy przyleciał tam premier Donald Tusk, i 10
kwietnia – przed planowaną wizytą prezydenta Lecha Kaczyńskiego –
zapowiedział wczoraj na konferencji prasowej szef Wojskowej Prokuratury
Okręgowej płk Ireneusz Szeląg.
Prokuratura poinformowała, że
taka analiza dokonuje się m.in. na podstawie uzyskanych zdjęć
satelitarnych wykonanych 5 i 12 kwietnia. Wystąpiono o opinię ekspertów,
którzy stwierdzą, w jaki sposób nad lotniskiem Smoleńsk Siewiernyj
narastała mgła. Umożliwia to nagranie filmowe z kamery umiejscowionej na
dachu hotelu naprzeciw lotniska. Powołano także biegłych z nawigacji
lotniczej, którzy mają się wypowiedzieć na temat tzw. kart podejścia.
Według
informacji Szeląga, prokuratura dysponuje obecnie protokołami
przesłuchań kierownika lotów z wieży w Smoleńsku płk. Pawła Plusnina (w
jednym uczestniczył polski prokurator) oraz kierownika tzw. strefy
lądowania, a także protokołami zeznań kilku innych osób z różnych służb
lotniskowych, m.in. lotniskowego meteorologa.
Szef Naczelnej
Prokuratury Wojskowej gen. Krzysztof Parulski powiedział, że
zakomunikował rosyjskim prokuratorom konieczność ponownego przesłuchania
świadków z lotniska w Smoleńsku, z udziałem polskiego prokuratora. –
Otrzymałem wstępne zapewnienie, że jest to możliwe – stwierdził. Nadal
nie wiadomo, czy Rosjanie przesłuchali trzecią osobę obecną w punkcie
kontroli lotów podczas lądowania prezydenckiego samolotu.
Prokuratorzy
odnieśli się również do informacji ujawnionej kilka dni temu przez
„Nasz Dziennik” o zaginionej tzw. książce pokładowej. Zdaniem płk.
Szeląga, książka pokładowa przetrwała i znajduje się w rękach śledczych
prowadzących postępowanie w Rosji. – Na miejscu katastrofy, gdy
przedstawiciele służb wyłuskiwali z kokpitu poszczególne elementy,
odnaleziono również dokument, który najprawdopodobniej jest tą właśnie
książką – powiedział prokurator. Przyznał, że miał ją w ręku i na
ostatniej urwanej stronie była informacja o zderzeniu z ptakiem z 9
kwietnia i przeprowadzonych naprawach. W rękach Rosjan znajduje się
także trzecia tzw. czarna skrzynka (rejestrator szybkiego dostępu
QAR-ATM), ale jej zapisy zostały skopiowane przez polskich prokuratorów i
dołączone do akt śledztwa. Polska strona posiada również uszkodzone
elementy słuchawki telefonu satelitarnego, który znajdował się na
pokładzie Tu-154. Reszta jest w Rosji. – Dla prokuratury jest
niezrozumiałe nadawanie temu urządzeniu tak wielkiej wagi. Z naszych
informacji nie wynika, aby na pokładzie samolotu znajdowały się
dokumenty lub urządzenia niejawne, których ujawnienie mogłoby skutkować
zagrożeniem dla bezpieczeństwa państwa – mówił płk. Szeląg. Dodał, że
prokuratura w ciągu dwóch tygodni ma uzyskać z Agencji Bezpieczeństwa
Wewnętrznego ekspertyzę na temat nośników elektronicznych znalezionych
na miejscu katastrofy.
Jak oświadczył gen. Parulski, Rosjanie
zaproponowali „realistyczną” propozycję zabezpieczenia wraku samolotu
przez okrycie go brezentem i ogrodzenie miejsca trzymetrowym płotem. –
Zaakceptowaliśmy tę propozycję – przyznał Parulski, dodając, że jest to
już realizowane. Wcześniej Jerzy Miller informował, że strona rosyjska
zabezpieczyła wrak samolotu, ale nie podał, w jaki sposób. Prokuratura
przyznaje, że jest to jednak częściowa realizacja polskiego wniosku o
zabezpieczenie wraku, ponieważ Polska wystąpiła też o przekazanie go w
całości.
Prokuratura wyraża zadowolenie z uzyskania kolejnych akt z
Rosji, ale jednocześnie przyznaje, że większość czynności śledczych na
razie koncentruje się na badaniu spraw, w przypadku których dokumenty
dostępne są w Polsce. – Ogrom czynności ogniskuje się wokół fazy
zabezpieczenia i organizacji wylotu – powiedział płk Szeląg.
Prokurator
Parulski poinformował ponadto, że to polska komisja badania wypadków
lotniczych zwróciła się o powtórne zbadanie oryginałów czarnych
skrzynek, które są zdeponowane w sejfie MAK.
Zenon Baranowski
