Dzwoń na Berdyczów
Czy Komisja MAK traktuje przedstawicieli strony polskiej poważnie? Po
tym, jak Edmund Klich wrócił ze spotkania z władzami tego komitetu w
Moskwie i nie przywiózł żadnych dokumentów, których się domagał,
wszystko wskazuje na to, że – nie.
Akredytowany przy
Międzypaństwowym Komitecie Lotniczym (MAK) przedstawiciel Polski Edmund
Klich mówił w środę w Moskwie, że nie otrzymał żadnych nowych dokumentów
w sprawie katastrofy pod Smoleńskiem. – Nie otrzymałem żadnych
dokumentów. Przygotowuję nowe pismo do MAK – stwierdził Klich. Jak
wyjaśnił, wcześniej odpowiedź na jego poprzednie pisma była wyjątkowo
lakoniczna i dlatego domagał się bardziej precyzyjnych wyjaśnień.
„Nasz
Dziennik” próbował ustalić wczoraj w MAK przyczyny odmowy i stan
przesłanych przez Edmunda Klicha listów z prośbą o przedstawienie
brakujących dokumentów. Ale to syzyfowa praca. Najpierw był problem z
ustaleniem, kto w ogóle powinien rozmawiać z dziennikarzami z prasy
zagranicznej. – Prosimy zadzwonić za 10 minut – usłyszeliśmy. Po
dziesięciu minutach jesteśmy proszeni o telefon za kolejne pół godziny.
–
Czy Pani jest w stanie udzielić „Naszemu Dziennikowi” informacji na
temat współpracy z panem Edmundem Klichem? – pytamy, kiedy w końcu
zostajemy połączeni z – jak się wydaje – kompetentną osobą. – Z kim? –
pyta pani z drugiej strony słuchawki. Kiedy wyjaśniamy, iż chodzi o
polskiego przedstawiciela akredytowanego przy MAK, nasza rozmówczyni
nieco się ożywia. Pytamy więc, czy dotarły już do komitetu listy z
prośbami o wydanie dodatkowych dokumentów wysłane przez pana Klicha, a
jeśli tak, to jaka jest reakcja władz MAK na te petycje. – Już sprawdzam
– mówi pani. Mija dobrych kilka minut, po których pani wraca do
telefonu już nie taka zdecydowana jak na początku. – A czy te listy
zostały wysłane pocztą czy e-mailem – zaskakuje nas dość mocno tym
pytaniem. Po wyjaśnieniu, że nikt nie jest w posiadaniu takich
informacji i właśnie dlatego staramy się je uzyskać od strony
rosyjskiej, pani znów oddala się na dłuższą chwilę od telefonu. Po
powrocie do rozmowy pani jakby dopiero zaczęła zdawać sobie sprawę, że
rozmawia z mediami. Momentalnie traci ochotę do współpracy i każe nam
się kontaktować z rzecznikiem prasowym. – Dla przedstawicieli prasy
wypowiada się rzecznik. Proszę dzwonić do niego – ucina rozmowę. Staram
się jeszcze wyjaśniać, że już wcześniej rzecznik nie potrafił
odpowiedzieć na interesujące nas pytania, lecz to nic nie daje.
Oto fragment jednej z rozmów „Naszego Dziennika” z przedstawicielem MAK:
– Czy otrzymali państwo listy z żądaniami pana Bogdana Klicha?
– Wydział prasowy takich listów nie posiada.
– Ale czy w ogóle do komitetu takie listy dotarły?
– Już panu odpowiedziałem, że wydział prasowy takich listów nie otrzymał.
Rzecznik MAK odkłada słuchawkę.
Łukasz Sianożęcki
