Wojna światów u stóp krzyża
Słowa pieśni i modlitwy mieszają się ze śmiechami, krzykami i śpiewami
podpitej młodzieży, która tuż obok urządza sobie happening. Świetnie się bawią
kosztem świętego dla chrześcijan symbolu i grupy modlących się ludzi. Za wszelką
cenę chcą zagłuszyć trwające nabożeństwo. W oczach osób pod krzyżem na
Krakowskim Przedmieściu nie ma fanatyzmu i agresji, którymi codziennie straszą
wiodące media. Jest za to skupienie, troska o stan państwa, morale rządzących.
Dla obecnej władzy – tak jak znak krzyża – są "obciachem", który trzeba usunąć.
Na brutalność grup obrażających tych, którzy się modlą pod krzyżem, ekipa
Donalda Tuska dała milczące przyzwolenie.
Ulubiona zabawa rozochoconych młokosów polega na tym, że osoba z zawiązanymi
oczyma, wśród okrzyków: "gdzie jest krzyż", po zrobieniu kilku obrotów, musi
wskazać palcem na krzyż przed Pałacem Prezydenckim. Gdzie można szukać przyczyn
tej nienawiści oponentów krzyża? Może w tolerancji, której lewica na co dzień
domaga się nawet dla najbardziej dziwnych i nienormalnych zachowań? W
antykatolickiej manipulacji, która sączy się z liberalnych mediów? Faktem jest,
że otrzymawszy "zielone światło" od rządzących z prezydentem Bronisławem
Komorowskim na czele, wiele osób włączyło się w walkę z pamięcią o ofiarach
katastrofy smoleńskiej i z obecnością krzyża w przestrzeni publicznej.
Niezależnie od tego, co nimi kieruje, biorą udział w zbiorowej profanacji
symbolu chrześcijańskiego na skalę dotychczas nigdy w wolnej Polsce
niespotykaną.
Przed Pałacem Prezydenckim do późnych godzin nocnych trwa modlitwa. Obrońcy
krzyża zgodnie twierdzą, że będą przychodzili tu tak długo, dopóki nie powstanie
pomnik lub tablica, na której będą znajdowały się nazwiska wszystkich ofiar
katastrofy smoleńskiej oraz dokładna informacja o okolicznościach tej tragedii,
najlepiej w dwóch językach – po polsku i po angielsku. – Jeżeli krzyż sprzed
Pałacu Prezydenckiego zostanie usunięty siłą, to będziemy przychodzili tutaj z
własnymi krzyżami i zniczami w rękach, aby czuwać i się modlić – zapowiadają.
Tablica jak ochłap
– Jako artysta uważam, że jest ona po prostu brzydka – mówi pan Grzegorz, z
zawodu wzornik.
Kiedy wieczorem po tej pseudoceremonii odsłonięcia tablicy rzekomo
upamiętniającej ofiary katastrofy rozmawiałem z ludźmi zgromadzonymi pod
krzyżem, nie kryli dezaprobaty zarówno wobec formy tablicy, jak i stylu jej
odsłonięcia.
– Równie dobrze mogli tam przykleić skserowaną kartkę papieru – dodaje pan
Grzegorz. – To skandal. Na tej tablicy nie ma ani daty, ani godła państwowego. A
przede wszystkim powinny być nazwiska osób, które zginęły – mówi pani Dorota. –
Nie jest w porządku, że nie zostały poinformowane rodziny ofiar, a na
uroczystości nie było ani pana prezydenta, ani nawet pani prezydent Warszawy. –
Przyszli jacyś dwaj urzędnicy w towarzystwie kilku wojskowych, przecięli wstążkę
i sobie poszli – podsumowuje uroczystość pan Grzegorz. Dla niego cel wmurowania
tej tablicy był jeden: – To jest reakcja polityczna, która pozwoli jutro
prezydentowi Komorowskiemu i premierowi Tuskowi powiedzieć, że zrobili, co
trzeba.
Rządzący muszą mieć świadomość, że tablica jeszcze bardziej zaogni i tak
krytyczną sytuację. – Skandal, skandal, jeszcze raz skandal! – oburza się pan
Czesław.
– Ta tablica jeszcze podjudza. Gdyby rzeczywiście była dobra wola ze strony
rządu, to ten problem już dawno zostałby rozwiązany.
Polsko, obudź się!
Do czasu sobotniej akcji policji i straży miejskiej czuwający mogli gromadzić
się tuż pod krzyżem. Odmawiali Różaniec, śpiewali pieśni religijne i
patriotyczne. W rękach trzymali krzyże i różańce. Ustawiono też kilka
transparentów, które nie pozostawiały wątpliwości, że osoby zgromadzone pod
krzyżem są zaniepokojone stanem państwa, oczekują godnego upamiętnienia ofiar
katastrofy oraz ukarania odpowiedzialnych za oddanie śledztwa w ręce Rosjan. Na
biało-czerwonej fladze widniał duży napis: "Polsko, obudź się!", rozdawano
ulotki ze słowami Ojca Świętego Jana Pawła II: "Brońcie krzyża od Giewontu do
Bałtyku". Spotkałem tam panią Basię, z zawodu dziennikarkę. Była jedną z tych,
którzy pełnili warty pod krzyżem. – Przychodzę tu z tego samego powodu, co inni.
Chcielibyśmy, żeby rząd wreszcie zainteresował się tym, co się tu dzieje, i żeby
zadbał o poznanie pełnej prawdy o katastrofie smoleńskiej. Na wieczorne czuwanie
przyszła także jej koleżanka, również dziennikarka, która przyleciała z Francji,
aby móc, choć przez kilka godzin, modlić się razem z innymi. – Zgody narodowej
ani zgody z innymi krajami nie można budować na kłamstwie – podkreślała. –
Francuska Polonia bardzo to wszystko przeżywa, zdecydowanie opowiada się za
krzyżem i modli się o prawdę oraz pamięć o ofiarach katastrofy smoleńskiej.
W grupie zgromadzonych przed Pałacem były również osoby, które choć nie są
stałymi uczestnikami cowieczornych modlitw, chciały zamanifestować swój sprzeciw
wobec bieżących wydarzeń. Pan Arek, który określił siebie jako trzecią stronę
sporu, twierdził, że jest za przeniesieniem krzyża do kościoła św. Anny i nie
identyfikuje się z osobami czuwającymi pod krzyżem. Ale według niego, nie można
pogodzić się z sytuacją, kiedy modlące się, głównie starsze osoby, są regularnie
zaczepiane, szarpane, a policja na to nie reaguje. – W jakim my państwie
żyjemy!? Przyszedłem bronić "moherów", za którymi nigdy nie byłem! Sam jako
katolik z systemem wartości, które wyznaję, czuję się "stygmatyzowany".
Zaniepokojony jest sytuacją, kiedy wszyscy – poza katolikami – mogą manifestować
publicznie swoje przekonania. W sporze o krzyż widzi spór o podstawowe wartości.
Kiedy w stronę modlących się przeciskał się podpity młody mężczyzna, krzycząc
prowokacyjnie: "Krzyż do kościoła", pan Arek przerwał rozmowę i stanowczo
wyprosił chłopaka poza barierki. – Media przedstawiają obrońców krzyża jako
agresywnych fanatyków, ale wiem, że tak nie jest. To pijana i naćpana młodzież
zachowuje się chamsko, obelżywie, atakując normalnych ludzi.
Pod małym brzozowym krzyżem
14 sierpnia nad ranem policja i straż miejska siłą usunęły czuwających spod
krzyża. Ustawiono metalowe barierki, a modlących się zepchnięto na drugą stronę
ulicy, w miejsce, gdzie zazwyczaj gromadzą się przeciwnicy krzyża. – Czujemy się
upokorzeni i zlekceważeni – mówi pani Milena. – Takie traktowanie nas, podobnie
jak mówienie, że jesteśmy fanatykami, że powinniśmy się leczyć psychiatrycznie,
jest strasznie poniżające i uderza w naszą godność – skarży się.
Oddzielenie krzyża dwoma rzędami barierek i kordonem policji i straży miejskiej
nie zniechęciło jednak ludzi, którzy tak jak w poprzednich dniach, również teraz
gromadzą się na wspólnej modlitwie.
Nie ma już transparentów, kwiatów, zdjęć ofiar katastrofy, dziesiątek zniczy i
różańców. Wszystko zostało uprzątnięte. O metalową barierkę oparty jest mały
brzozowy krzyż, pod nim płonie kilka zniczy. Nabożeństwu tak jak co dzień
przewodniczy ks. Stanisław Małkowski.
Z tym, że ludzi spod krzyża usunięto siłą, nie mogą pogodzić się państwo Justyna
i Wojciech. – Jest nam bardzo przykro i smutno z tego powodu – konstatuje pani
Justyna. – Krzyż prezydentowi nie powinien przeszkadzać, w końcu twierdzi, że
jest katolikiem i człowiekiem wierzącym – zauważa. Według pana Wojciecha,
rządzący zapomnieli już, jak w czasach PRL sami garnęli się do krzyża i do
Kościoła.
Igrzyska nienawiści pod okiem władzy
W grupie oponentów krzyża i modlących się nie brakuje okrzyków i gestów, jakie
można zaobserwować na koncertach satanistycznych. Modlące się starsze kobiety są
popychane i bez przerwy fotografowane. Próbują zasłaniać się parasolami, ale ta
dodatkowa przeszkoda sprawia tylko intruzom widoczną przyjemność. Grupa
wyrostków popycha je i urąga im. Jedna z kobiet wzywa policję. Dwóch młodych
funkcjonariuszy wyprowadza najbardziej agresywnych nastolatków, którzy
najwyraźniej są z tego powodu dumni. Po pięciu minutach, witani niemal jak
bohaterowie, wracają na swoje miejsca. Oczywiście nie tylko młodzi ludzie
uprzykrzają życie obrońcom krzyża. Ich zachowanie zyskuje aprobatę, a nierzadko
wręcz jest inspirowane przez dorosłych. Bardzo dużo jest agresywnie i wulgarnie
zachowujących się osób w średnim i starszym wieku. Ich postawa to odpowiedź na
pytanie o przyczyny bulwersujących zachowań młodzieży. Przykładów można by
mnożyć – przez grupkę modlących się osób przeciska się dobrze ubrany, starszy
mężczyzna i na całe gardło śpiewa piosenkę "Szła dzieweczka do laseczka". –
Skoro oszołomy mogą sobie pośpiewać, to czemu mi nie wolno! – krzyczy
roztrzęsiony i najwidoczniej zdziwiony, że stać go na tak szaleńczą odwagę.
Trudno oprzeć się wrażeniu, że na Krakowskim Przedmieściu odbywają się swoiste
igrzyska – kto pobije rekord chamstwa? Jeśli ktoś szuka fanatyków z obłędem w
oczach, śmiało może przyjść przed Pałac Prezydencki i przyjrzeć się
rozgorączkowanym twarzom przeciwników krzyża – porażający brak kultury,
wrażliwości i szacunku nie tylko dla starszych osób, ale dla kogokolwiek o
innych poglądach. Rozzuchwaleni brakiem reakcji ze strony policji wchodzą
pomiędzy grupę modlących się osób, próbując zakłócić nabożeństwo. Im późniejsza
pora, tym więcej podobnych incydentów. I nie pomagają prośby modlących się.
Podchmieleni młodzieńcy nie są usatysfakcjonowani, dopóki nie zobaczą i nie
usłyszą czegoś, co potwierdzi ich wyobrażenie "mohera". Czuwające osoby
twierdzą, że tak jest codziennie. – Stają nam tuż za plecami, zachowują się
głośno i wulgarnie – skarży się pani Anna. – Kiedy prosiłam policjanta o
interwencję, odpowiedział mi, że jeszcze krew się nie leje, więc nie ma problemu
– dodaje pani Milena. – Pijani ludzie prowokują nas, rzucają się na nas, chcą
popchnąć na znicze – opowiada ze łzami w oczach.
Z tak bliska mogę cię poniżyć
Do kapłana prowadzącego nabożeństwo zbliża się młody mężczyzna, w którego oczach
widać niedowierzanie, że można podejść tak blisko i wprost okazać mu swoją
pogardę. Ma minę rozwydrzonego dzieciaka, który wreszcie może strofować i
pouczać osobę duchowną. W kościele nigdy by się na to nie odważył. Co innego
tutaj. Za każde głupawe zdanie zbiera oklaski od stojących za nim ludzi, którzy
z lubością obserwują jego poczynania. – Wszyscy robią szopkę, dlaczego ja nie
mogę?! – wrzeszczy inny młody chłopak z wygoloną głową, którego kompan posadził
sobie na ramionach. Śmiech, aprobata, poklepywanie. Jeden z wyrostków przyniósł
nawet gitarę. To, że nie potrafi na niej grać, wcale mu nie przeszkadza w
wykonaniu kilku frywolnych kawałków. Nieważne, że nie ma talentu, jest pijany i
bełkoce, ważne, że jest przeciw krzyżowi i "moherom". Również on zbiera rzęsiste
oklaski. Do tego dochodzą przekleństwa i obelgi. – Agresja często sięga zenitu,
kiedy to im próbuje się zrobić zdjęcie lub ich nagrać – zauważa pan Robert, na
którego poprzedniego wieczoru rzucił się z pięściami jeden z dokazujących
mężczyzn, uszkadzając mu kamerę. Chociaż naprzeciw stało kilku strażników
miejskich i policjantów, miał kłopoty ze znalezieniem świadków zdarzenia.
– Przez wszystkie te godziny, które tu spędzam, modlę się właśnie za tych
młodych ludzi – mówi pani Alicja. – Bo oni nie rozumieją, co robią, i będą tego
żałować za parę lat. Może nawet za parę miesięcy – dodaje.
Podnieśli rękę na sacrum
W sytuacji, gdy rządzący nie chcą podjąć decyzji wychodzącej naprzeciw
oczekiwaniom społeczeństwa i świadomie podtrzymują konflikt wokół upamiętnienia
ofiar katastrofy smoleńskiej, trwa wojna świata podstawowych wartości
chrześcijańskich ze światem, w którym nie ma miejsca na krzyż, tożsamość
narodową i pamięć o ofiarach tragedii smoleńskiej. Być może Naród nie zauważy,
że przy tej okazji podnoszone są podatki, ale z całą pewnością zapamięta, który
prezydent i jaki rząd pozwolili na bezczeszczenie tego, co dla milionów Polaków
jest święte i nietykalne.
Bogusław Rąpała
