Niewiadoma goni niewiadomą

Z Gerhardem Wisnewskim, niemieckim politologiem, dziennikarzem i autorem
takich bestsellerów, jak "Operacja 9/11" i "Drahtzieher Der Macht", rozmawia
Waldemar Maszewski

Często udowadnia Pan w swoich publikacjach, że wiele wydarzeń, które z pozoru
wyglądają na incydenty, w rzeczywistości ma swoje drugie dno. Śledztwo
smoleńskie zdominowała strona rosyjska, praktycznie utknęło ono w miejscu…

– Moim zdaniem, polska strona ciągle powinna domagać się przejęcia śledztwa.
Poza tym uważam, że obojętnie, kto by prowadził to śledztwo: Rosja, Polska czy
niezależna komisja międzynarodowa, to jego wyniki powinny być w każdym czasie
umieszczane transparentnie w internecie. Powinno to dotyczyć wszystkich akt
sprawy, wszystkich faktów, fotografii i innych dokumentów. Tylko wtedy można by
mieć pewność, że śledztwo jest prowadzone rzetelnie i uczciwie.

Często porównuje Pan katastrofę z 10 kwietnia do katastrofy samolotu w
Shanksville w Pensylwanii przejętego przez terrorystów, który rozbił się 11
września 2001 roku. Dlaczego?

– Nadal tak uważam. Na miejscu katastrofy wygląd wraku samolotu i jego wnętrza
(zawartości) był podobny, mianowicie brakowało zwłok, części zwłok, ale także
ich bagażów – walizek, ubrań, toreb, teczek, torebek, aktówek, papierów,
kalendarzy, jakichś dokumentów, książek, jednym słowem – tego wszystkiego, co
normalnie można znaleźć przy podróżujących prawie 100 pasażerach, czyli tego, co
oni po prostu powinni mieć przy sobie. Te wszystkie rzeczy powinny jak konfetti
zostać rozrzucone wokół miejsca katastrofy. Ale nie udokumentowano wystarczająco
ani kwestii zwłok, ani nie udokumentowano rzeczy, jakie powinny być w posiadaniu
jeszcze żyjących pasażerów.
Także wrak samolotu nie wygląda typowo jak na taką katastrofę, nie ma żadnych
typowych śladów eksplozji ani śladów pożaru, ale za to na wielu zdjęciach widać
wiele śladów zwykłej korozji.

Pana zdaniem, rosyjscy śledczy wykonali prawidłowo czynności związane z
identyfikacją zwłok?

– Według moich informacji także rodzinom ofiar nie oddano ani nie pokazano
całych ciał, lecz tylko poszczególne części zwłok. W dokumentach z obdukcji
zwłok podano jako przyczynę śmierci pasażerów "ogólne obrażenia", zamiast
wymienić konkretnie, jakie w poszczególnych przypadkach obrażenia były powodem
zgonu danej osoby. A więc pozostaje możliwość uznania w przypadku sformułowania
"ogólne obrażenia" różnych przyczyn zgonów, nie tylko spowodowanych katastrofą
samolotu. Duże wątpliwości budzi także fakt, że rzeczy po ofiarach katastrofy
nie zostały w większości oddane rodzinom. W tej sprawie dużo wątków jest
naprawdę zastanawiających.

Rosjanie mają oryginalne rekordery tupolewa. Strona polska być może nigdy ich
nie dostanie…

– Nie jestem specjalistą od stron prawnych tego zagadnienia, ale zdaniem wielu
ekspertów, zarówno samolot (czyli teraz jego wrak), jak i wszystko, co się w nim
znajdowało, a więc także czarne skrzynki, należy do państwa polskiego. Moim
zdaniem, jest oczywiste, że Polska powinna od Rosjan otrzymać cały samolot wraz
ze wszystkimi, nawet najmniejszymi częściami.

Uważa Pan, że kopia z czarnej skrzynki, którą przekazali nam Rosjanie,
wystarczy do pozyskania informacji o tym, co działo się w trakcie tego lotu?

– Zdecydowanie samo nagranie zapisu czarnych skrzynek, wcześniej dokonane przez
Rosjan, bez oryginalnych skrzynek nie wystarczy do dokładnego odtworzenia w
całości rozmów w kabinie.

Czy można zmanipulować takie nagrania?
– Oczywiście, że można. Każde nagranie można zmanipulować, chociażby zagłuszać
lub wycinać jego część. Jeżeli ktoś chce, to może zmanipulować wszystko, nawet
nagranie na czarnych skrzynkach.

Wielokrotnie używał Pan sformułowania, że Rosjanie zwrócili Polakom "kontener
z nierozpoznanymi szczątkami ludzkich kości i tkanek".

– Przede wszystkim rodziny ofiar katastrofy coraz częściej wysuwają wątpliwości
dotyczące wiarygodności badań DNA. To może nawet oznaczać, że mamy do czynienia
być może z nieznanymi zwłokami, pochodzącymi nawet z jakiegoś zakładu medycyny
sądowej, które miały za zadanie "zapełnić" lukę po brakujących zwłokach po
katastrofie. Być może dlatego rodziny otrzymały jedynie małe szczątki swoich
bliskich, na podstawie których nigdy nie będzie można się dowiedzieć, co się
naprawdę wydarzyło w Smoleńsku.
Nie, nie wierzę, aby rosyjskie służby rzetelnie i uczciwie badały sprawę, ale
nie jest to jakaś wyjątkowa przypadłość rosyjskich śledczych. W tym przypadku,
kiedy oprócz katastrofy mamy do czynienia z polityką, ujawnienie prawdy może być
wyjątkowo trudne.
Mieliśmy chociażby przykład śmierci berlińskiego sędziego Kirstena Heisiga.
Sprawców do dziś nie wykryto. Mamy jednak na świecie przykłady rzetelnego
prowadzenia śledztwa w sprawach podobnych katastrof. Choćby po katastrofie
samolotu TWA 800 w 1996 roku było śledztwo prowadzące do wyjaśnienie przyczyn
tragedii.

Dziękuję za rozmowę.

drukuj