Śmierć na paradzie gejów

19 ofiar śmiertelnych, 342 osoby ranne, w tym ciężko – to bilans Love
Parade (parady homoseksualistów) w niemieckim Duisburgu. Organizatorzy nie
poczuwają się do odpowiedzialności. Więcej tego typu parad w tym mieście ma już
nie być.

W okolicach tunelu prowadzącego na główny plac, gdzie odbywał się show, doszło
(ciągle z niewyjaśnionych przyczyn) do wybuchu paniki wśród olbrzymiej masy
ludzi. Pod koniec imprezy, przed godz. 18.00, tunel stał się wąskim gardłem, w
tym czasie tysiące ludzi usiłowało dostać się jeszcze na teren parady, a
jednocześnie wielu jej uczestników zaczęło kierować się do wyjść. Na miejscu
zginęło 16 osób, a kilkaset zostało rannych, w tym ciężko. Jak poinformował w
niedzielę na konferencji prasowej szef duisburskiej policji Detlef von Schmeling,
wśród śmiertelnych ofiar tragedii są także obcokrajowcy: Holendrzy,
Australijczycy, Chińczycy i Włosi. Według dotychczasowych informacji, nie ma
obywateli Polski. Pracownik konsulatu w Kolonii Kazimierz Fordon poinformował,
że konsulat pozostaje w kontakcie z policją w Duisburgu na wypadek, gdyby wśród
ofiar zidentyfikowano obywateli polskich. Z policyjnych danych wynika, że ranne
zostały co najmniej 342 osoby.

Jak na razie nie ma winnych
Szef policji nie odniósł się do stwierdzenia, że zawiodła cała koncepcja
zabezpieczania parady. Detlef von Schmeling poinformował, że prokuratura
prowadzi już śledztwo w tej sprawie.
Władze miasta przekazały policji na potrzeby śledztwa wszystkie dokumenty
dotyczące organizacji imprezy. Dziennikarze zwracali uwagę, że w czasie, gdy w
jednej części miasta uczestnicy gejowskiej imprezy tratowali się nawzajem,
kilkaset metrów dalej trwała "zabawa" – nikt jej nie przerwał. Jak zeznają
świadkowie, jeszcze pół godziny przed wybuchem paniki do policji docierały
sygnały o trudnej sytuacji w tunelu, nieprzygotowanym do przyjęcia takiej masy
ludzi. Niemieccy reporterzy nie ukrywali, że skuteczną akcję ratowniczą
uniemożliwiła agresja uczestników parady, upojonych alkoholem i odurzonych
narkotykami, wobec których służby porządkowe były prawie bezradne.
Organizator Love Parade Rainer Scheller nie miał wiele do powiedzenia na temat
odpowiedzialności za ten stan rzeczy, ograniczając się jedynie do wyrażenia
ubolewania i współczucia. Jednak podał jedną ważną informację, że parady w
Niemczech już więcej nie będzie. Padają też pytania o organizowanie tego typu
imprez w ogóle. A już za kilka dni rozpoczyna się (także szeroko reklamowany)
tzw. Christopher Street Day w Hamburgu, gdzie organizatorzy również spodziewają
się ogromnej liczby uczestników.

Waldemar Maszewski, Hamburg

drukuj