Rozproszone kolekcje trudniej odzyskać

Z prof. dr. hab. Konradem Ajewskim, członkiem Rady Wydziału Historycznego
Akademii Humanistycznej w Pułtusku, znawcą kolekcjonerstwa, muzealnictwa i
bronioznawstwa, rozmawia Jacek Dytkowski

W jakich okresach historii Polska utraciła największą część swoich zabytków i
dzieł sztuki na rzecz Rosji?

– Pierwsze poważniejsze straty to okres rozbiorów. Na przykład już po 1772 r. z
wielu cennych zabytków został ograbiony Nieśwież. Następnie w okresie rozbiorów
została ograbiona Warszawa, skąd m.in. wywieziono Bibliotekę Narodową zwaną
Biblioteką Załuskich, archiwum koronne i litewskie. Drugi okres poważnych strat
to czasy po Powstaniu Listopadowym. W tym wypadku wywożono głównie z Warszawy. W
Warszawskim Towarzystwie Przyjaciół Nauk zarekwirowano wszystkie zbiory m.in. ze
słynnego tzw. muzeum gen. Jana Henryka Dąbrowskiego. Praktycznie wszystko, co
się tam znajdowało, zostało zabrane do Rosji. Możemy mówić również o stratach
Uniwersytetu Warszawskiego, który w 1831 został zlikwidowany. Zrabowano wtedy na
przykład zbiory rycin króla Stanisław Augusta. Ciekawostką jest, że gen. Iwan
Paskiewicz wywiózł także pomnik naszego bohatera narodowego księcia Józefa
Poniatowskiego dłuta Bertela Thorwaldsena do Homla w Rosji. W następnym okresie
po Powstaniu Styczniowym wywożono w szczególności wszelkiego rodzaju pamiątki
narodowe, które znaleziono u powstańców lub osób związanych w jakiś sposób z
prowadzoną walką. W I wojnie światowej i 1920 r. w głównej mierze ucierpiały
polskie majątki, dwory, pałace i kościoły, które były dosyć szczegółowo
rabowane, niszczone, a wartościowe precjoza wywożone.

Polska upomniała się o te zabytki?
– W wyniku traktatu ryskiego cześć z tych rzeczy do Polski powróciła, ale nie
wszystko. Masa obiektów została w Rosji, ponieważ Rosjanie stawiali ostre
warunki. Wszystko musiało być udokumentowane i określone, kto widział, że dane
dobra były rabowane, w jaki sposób i w jakiej ilości. Na przykład wywiezione
numizmaty z warszawskiego Towarzystwa Przyjaciół Nauk oraz Uniwersytetu
Warszawskiego były przedmiotami jednostkowymi, a czasami powtarzalnymi. Więc one
gdzieś w zbiorach rosyjskich uległy rozproszeniu i uzyskiwaliśmy je na zasadzie
tzw. ekwiwalentów.

Wiele dóbr kultury utraciliśmy również podczas II wojny światowej…
– Pierwsze straty nastąpiły oczywiście w okresie od 1939 r. do 1941 r., kiedy
Sowieci zajęli nasze wschodnie ziemie. Odbywało się to podobnie jak w latach I
wojny światowej, czyli wywożono wszystkie rzeczy z prywatnych mieszkań, dworów,
kościołów i pałaców. Natomiast jeśli chodzi o duże miasta, jak Lwów, wtedy
obiekty z polskich muzeów, jak np. Ossolineum, przechodziły na własność
ukraińską lub rosyjską. Zostały one przemieszane, by utraciły polski charakter,
aby nie było można się później o nie upomnieć. Znamienne, że kiedy Rosjanie
"oswobadzali" Polskę w 1944-1945 r. i było wiadomo, iż otrzymamy ziemie
zachodnie i północne, funkcjonowały wówczas tzw. trofiejnyje komanda, które
przesuwały się razem z linią frontu, a wszystko, co stanowiło wartość kulturalną
i historyczną, kierowały do Rosji. Najbardziej ucierpiał Gdańsk, który do tej
pory upomina się o zwrot piętnastu obrazów, a są one udokumentowane. Miał je
nawet oddać Władimir Putin, premier Rosji, ale nic z tego nie wyszło w 2009
roku. Natomiast dużą kolekcję Jacoba Kabruna z bardzo cennymi grafikami
częściowo nam zwrócono. Drugim obszarem, który posłużył Rosjanom do wzbogacenia
swoich zbiorów, był Śląsk. Niemcy mieli tam szereg tzw. składnic dzieł sztuki,
które zwozili tu z całej Polski. Rosjanie je przejęli i wszystko natychmiast
wywożono do Rosji.

Jak dziś wygląda problem odzyskiwania naszych zabytków?
– Po wojnie, pomiędzy 1945 r. a 1956 r. nie było w ogóle możliwości upominania
się o cokolwiek. Jednak po tym okresie, kiedy sytuacja polityczna stała się
nieco korzystniejsza dla Polski, można było wystąpić o rewindykację. Rosjanie
zwrócili wtedy rzeczywiście 12,5 tys. obiektów, ale odbyło się to w dosyć
przewrotny sposób. Mianowicie potraktowano je jako dar narodu radzieckiego dla
Polski. Jednak wiele rzeczy pozostało, bardzo dużo eksponatów znajduje się
obecnie w niedostępnych dla publiczności magazynach Muzeum Puszkina. Pomimo
usilnych starań w ostatnich latach udało się nam z Rosji odzyskać jeden cenny
obraz Pompeo Batoniego "Apollo i dwie muzy". A to też za ekwiwalent, tzn.
oddaliśmy coś, co znajdowało się kiedyś w zbiorach rosyjskich – obraz pochodzący
z pałacu w Gatczynie "Widok Monrepos". Rozmowy są bardzo trudne, i niestety, o
ile z Niemcami powoli dochodzimy do porozumienia, to nie można tego samego
powiedzieć o naszych wschodnich sąsiadach. Bo problem z rewindykacją na
Wschodzie dotyczy nie tylko Rosji.

Dziękuję za rozmowę.

drukuj