Słowo-przymierze

Pozwalając się nazywać Ojcem, Bóg przekracza granice. Jednocześnie w głębi
teologii słowa "Ojcze" można się zagubić. Czy zatem jest ono nam nieco obce?
Gdzie leży sedno problemu? Problem jest w nas. Odgradzamy się od Boga kamiennym
murem rutyny, pośpiechu i bylejakości. Bywa, że pojawia się ludzka niemożność
wyrażenia treści, które słowo w sobie niesie: zakodowany aż do bólu w pamięci
obraz ojca alkoholika czy ojca tchórza, który zostawił rodzinę i poszedł szukać
nowej "miłości". Trudno się wtedy modlić…

"Ojciec" – słowo-rękojmia, znak najściślejszego zjednoczenia, ufności bez
zastrzeżeń. Tak wielkie, nieprawdopodobne, że budzi niedowierzanie i opór.
Niezdolni jesteśmy do tego, by je ogarnąć w pełni. Poddajemy się bez walki,
wypowiadając je i odklepując potem treści, które po nim następują. To słowo
wymaga od nas wielkiej wiary. I wiedzy. Nie dziwi zatem, że Kościół podczas
każdej Mszy św. poprzedza Modlitwę Pańską niejako usprawiedliwieniem się z
ludzkiej zuchwałości: "Pouczeni przez Zbawiciela i posłuszni Jego słowom
ośmielamy się mówić". Ośmielamy się… Wielka to śmiałość: zwracać się tak
prosto do Tego, który będąc Stwórcą kosmosu, Kreatorem czasu i wieczności,
pochyla się nad lotnym pyłem, którym jest człowiek. Dziś jest, a jutro go nie
ma. Ogromna przepaść nas dzieli! A jednak zostaje ona zasypana przez jedno
słowo-przymierze. Dystans, wedle ludzkiej logiki nie do przebycia, tak bardzo
się skraca…
Mam prawo tak mówić, bo to właśnie Bóg Ojciec pochylił się nade mną, w Jezusie
Chrystusie, swoim Synu, przygarnął mnie do siebie. Cała dzisiejsza Liturgia
Słowa to definicja słowa "ojciec" i sprecyzowanie tego, czym jest ojcostwo.
Długo, w odniesieniu do Stwórcy, dojrzewało ono, nabierało kształtów, pełni
znaczenia. W Jezusie Chrystusie stało się czytelne. Gdy nadeszła pełnia czasu,
Ojciec posłał swojego Syna na ziemię, aby spełniła się Obietnica. "Tak umiłował
świat, że Syna swojego Jednorodzonego dał". Bóg objawił się ludziom jako Syn!
Jezus stawał potem wielokrotnie przed Nim i modląc się, wypowiadał najczulej,
najdelikatniej, jak tylko potrafił oddać ułomny ludzki język: "Abba"…
"Tatusiu"… (por. Mk 14, 36). To miłość tak kazała się zwracać do Ojca. Tak
nikt nigdy dotąd się nie modlił, ponieważ nikt tak nie znał Ojca. Dopiero Jezus
w pełni Go nam objawił. Wskazał, że Ojciec jest Źródłem zbawienia, nieskończonym
Miłosierdziem (por. 1 Kor 8, 6). W Nim naprawdę jesteśmy wolni, stajemy się Jego
dziećmi – w przestrzeni tej wolności dokonuje się życiodajne spotkanie. Kościół,
wypowiadając "Ojcze nasz", daje wyraz swojemu przeświadczeniu, że jest
przedmiotem tej samej miłości co Syn Jedyny. Dopóki tego nie zrozumiemy, słowa
modlitwy, którą każdego dnia odmawiamy, będą puste i nic nie wniosą w życie.
 

ks. Paweł Siedlanowski

drukuj