Szpitalom nie zgadza się rachunek

Sytuacja szpitali, zwłaszcza w Polsce Południowo-Wschodniej, pogarsza się
z dnia na dzień. Wkrótce część placówek może utracić płynność finansową i
zbankrutować, a chorzy mogą zostać bez opieki. Sytuację miały poprawić dodatkowe
pieniądze z przychodów Narodowego Funduszu Zdrowia, które w trakcie kampanii
prezydenckiej obiecała szefowa resortu zdrowia. Dyrektorzy szpitali uważają, że
środków i tak nie wystarczy. Energicznie zabiegają o spotkanie z minister Ewą
Kopacz, by wymusić realizację tego, co deklarowała i w ostatnich tygodniach, i
na początku roku.

Ludność Podkarpacia i sąsiednich województw obawia się, że poparcie kandydata
PiS w wyborach prezydenckich może pogłębić trudną sytuację regionu określanego
od dawna mianem Polski B i C.
Sytuacja staje się coraz bardziej napięta zwłaszcza w służbie zdrowia. Szpitalom
zaczyna brakować pieniędzy na bieżącą działalność, a końca roku wciąż jeszcze
nie widać, podobnie zresztą jak kompleksowych rozwiązań. Niedofinansowanie
podkarpackiej służby zdrowia wiąże się z niekorzystnym dla tego i innych mniej
zamożnych regionów algorytmem podziału środków, który uniemożliwia zmniejszenie
dotacji bogatym regionom, a zwiększenie biedniejszym.
Przedstawiciele szpitali na Podkarpaciu szacują, że z tytułu złego podziału
środków straty szpitali w ciągu kilku lat przekroczyły 700 mln złotych. Efektem
krzywdzącego algorytmu są zaniżone kontrakty, które pociągnęły za sobą tzw.
nadwykonania, czyli ponadlimitowe świadczenia dla chorych, którzy w innym
wypadku zostaliby bez pomocy medycznej. Tymczasem NFZ do dzisiaj nie zapłacił za
nadwykonania, a niskie, zaledwie około 10-procentowe pokrycie kosztów świadczeń
ponadlimitowych proponowane za 2008 rok jest niewystarczające.
Niemal wszystkie placówki toną w długach. Niektóre, jak szpitale w Przemyślu czy
Tarnobrzegu, mają coraz więcej problemów z dostawcami, którym zalegają z
płatnościami za leki, środki opatrunkowe czy sprzęt jednorazowy. Brak należnych
pieniędzy za nadwykonania może sprawić, że placówkom trudno będzie dotrwać do
końca roku. Problemu by nie było, gdyby szpitale otrzymały zaległe pieniądze za
nadwykonania za dwa ostatnie lata, choć i tegoroczny kontrakt jest
niedoszacowany.
Starosta łańcucki Adam Krzysztoń, przewodniczący Komitetu "Podkarpackiej Służbie
Zdrowia", wraz z dyrektorami szpitali zabiega, aby na Podkarpacie trafiły
obiecane dodatkowe środki. Przypomnijmy, że w lutym br. dyrektorzy szpitali
zgodzili się na podpisanie tegorocznych kontraktów z NFZ po tym, jak decyzją
minister Kopacz zwiększono je o 50 mln złotych. Nie były to jednak dodatkowe
środki, lecz pieniądze przesunięte z refundacji leków, zwrócone w ramach tzw.
pozaalgorytmowego rozdziału leków. Padła również deklaracja ze strony szefowej
resortu zdrowia, że w przypadku większych przychodów NFZ w 2010 r. zostaną one w
pierwszym rzędzie przekazane do niedofinansowanych województw Polski Wschodniej,
szczególnie do województwa podkarpackiego.

Lekarze do Kopacz: Porozmawiajmy

W ocenie menedżerów szpitali, sprawę przynajmniej częściowo załatwiłaby kwota
powyżej 160 mln złotych. Wiele jednak wskazuje na to, że pieniądze te nie będą
tak duże. – Strata 2 mld zł zakładana przez resort zdrowia w 2009 r. wyniosła
tylko ok. 900 milionów. Nie jest to wprawdzie zysk, ale zgodnie z obietnicami
liczymy na bardziej sprawiedliwy podział tych środków. Chcemy, by w większym
stopniu niż dotychczas trafiły one do najbardziej poszkodowanych województw –
powiedział "Naszemu Dziennikowi" Krzysztoń.
Już wiadomo, że za nadwykonania w 2008 r. podkarpacki NFZ może przeznaczyć
niewiele ponad 20 mln zł, a więc dużo mniej niż wynoszą straty szpitali
sięgające 50 mln złotych. – Jesteśmy bezsilni zarówno jako samorządowcy, jak i
dyrektorzy szpitali. Dodatkowe pieniądze znów zostały podzielone niekorzystnie,
i to nie tylko dla Podkarpacia, ale dla całej Polski Wschodniej. Żądamy bardziej
korzystnego dla nas podziału. Dlatego domagamy się spotkania z minister Kopacz –
argumentuje starosta Adam Krzysztoń.
W ostatnim czasie również wojewodowie z województw: podkarpackiego,
świętokrzyskiego, lubelskiego i podlaskiego, zaapelowali do Ministerstwa Zdrowia
o bardziej sprawiedliwy i dostosowany do potrzeb podział środków. Trwają również
starania przedstawicieli Komitetu "Podkarpackiej Służbie Zdrowia" o spotkanie z
Ewą Kopacz.

Dyrektorzy umieją liczyć

Tymczasem podkarpacki oddział NFZ wciąż czeka na obiecane przez centralę
Funduszu pieniądze za nadwykonania, licząc na to, że 20 mln zł pozwoli zawrzeć
ugodę ze szpitalami. – Oczekujemy na decyzję resortu i wówczas będziemy dzielić
pieniądze między szpitale według wcześniej przedstawionych propozycji – wyjaśnia
rzecznik podkarpackiego NFZ Marek Jakubowicz. Nie są to jednak kwoty, które
satysfakcjonowałyby poszczególne szpitale. Ich szefowie możliwość wypłaty tylko
części zaległości nazywają skandalem.
– Nasze zaległości za 2008 rok sięgają 1 mln 240 tys. zł, natomiast NFZ
proponuje nam 250 tys. złotych. To stanowczo za mało – mówi Wojciech Wąsik,
zastępca dyrektora Szpitala Wojewódzkiego w Tarnobrzegu. Szpital ten ma już 8
mln zł długu. Placówka jest w trudnej sytuacji, którą dodatkowo pogarszają
koszty leczenia tegorocznych powodzian szacowane na kolejny milion złotych.
Wciąż nie wiadomo, kto tę kwotę pokryje. Może się nawet okazać, że będzie to
szpital, co jeszcze bardziej pogorszy wynik finansowy placówki. W tej sytuacji
szpitalowi przydałyby się każde pieniądze. Na zweryfikowanie stanowiska przez
resort zdrowia i NFZ liczy też Zbigniew Strzelczyk, dyrektor SP ZOZ w
Kolbuszowej, a zarazem przewodniczący Związku Szpitali Powiatowych na
Podkarpaciu. – Jako pierwsi wyciągnęliśmy rękę i wciąż chcemy rozmawiać, ale są
pewne granice kompromisu. Dlatego nadal będziemy walczyć o lepsze warunki.
Uważamy, że Podkarpacie jest pokrzywdzone w stosunku do bardziej zamożnych
województw – tłumaczy Strzelczyk.

Albo ugoda, albo kolejne procesy

Jednym z warunków podpisania ugody z NFZ ma być zrzeczenie się dochodzenia
wszelkich roszczeń w zakresie nadwykonań za 2008 r., dlatego żadna placówka nie
podjęła jeszcze ostatecznej decyzji w tej sprawie. W ocenie dyrektorów,
szpitalom za nadwykonania należy się pełna kwota, bo udzielone świadczenia to
nic innego jak pomoc medyczna, za którą szpitale poniosły koszty.
Sceptyczny wobec ugody z NFZ jest także Janusz Kołakowski, dyrektor
Wojewódzkiego Szpitala Psychiatrycznego w Żurawicy. – Uważam, że ugoda jest
wprawdzie lepsza od procesu sądowego, który może przeciągnąć się w czasie, ale
skoro NFZ proponuje stanowczo za mało pieniędzy, to nie ma innego wyjścia –
analizuje Kołakowski. Jako pierwszy dyrektor szpitala w Polsce wygrał proces z
minister Kopacz i odzyskał pieniądze za nieubezpieczonych pacjentów leczonych
psychiatrycznie. W sądzie czeka na rozpatrzenie inny taki pozew. Szef szpitala w
Żurawicy nie rezygnuje też z pieniędzy za nadwykonania za 2009 r., a droga
kolejny raz wiedzie przez sąd.
Niebawem okaże się, ile szpitali zdecyduje się na podpisanie niekorzystnych umów
(ugody) z NFZ. Pawdopodobnie wzorem dyrektora szpitala w Żurawicy o swoje racje
będą one walczyć w sądzie.

Mariusz Kamieniecki

drukuj