Po pierwsze demografia
Najważniejszym wyzwaniem gospodarczym dla Bronisława Komorowskiego będzie
naprawienie błędów poprzedników i zapobieżenie katastrofie finansów publicznych
związanej z zapaścią demograficzną. Bez środków materialnych tych działań się
nie przeprowadzi. A ta pięciolatka jest ostatnim momentem na wprowadzenie
polityki prorodzinnej, gdyż już za pięć lat pokolenie miniwyżu
"solidarnościowego" się zestarzeje i nie będzie mogło mieć dzieci, podczas gdy
następne roczniki są dwukrotnie mniej liczne i nie zatrzymają nadciągającej
katastrofy finansów publicznych.
Ostatecznie albo będziemy musieli coraz dłużej pracować i zostaniemy podani
coraz natrętniejszej propagandzie eutanazji, albo wprowadzimy prawdziwą, a nie
udawaną, politykę prorodzinną. Przyszłość Polski między Rosją i Niemcami zależy
od tego, czy polska rodzina się odrodzi, czy też nie. Jeśli chcemy mieć wyższy
wzrost gospodarczy, prowadzić aktywną politykę międzynarodową i zasiadać w
międzynarodowych instytucjach, to musimy przedstawiać sobą realną siłę, która
wyraża się w zrównoważonej strukturze demograficznej i silnej gospodarce. Jeśli
będziemy krajem wymierającym, nikt się z nami nie będzie liczył.
Uczestnicząc aktywnie w debatach na temat konieczności redukcji deficytu
finansów publicznych, które za chwilę rozgorzeją, prezydent Bronisław Komorowski
musi zdawać sobie sprawę, że o ile ujawniany deficyt wynosi ok. 100 mld zł, o
tyle nieliczony deficyt związany ze starzeniem się społeczeństwa wynosi już ok.
75 mld zł i szybko się powiększa. Obecne analizy, które będą mu prezentowane,
inaczej traktują dług budżetu państwa, a inaczej zobowiązania
emerytalno-zdrowotne. A propozycje działań, które będzie otrzymywał, będą szły w
kierunku ograniczenia zadłużenia bilansowego w relacji do aktualnego poziomu PKB,
bez względu na możliwość jego spłaty przez dochody budżetowe w momencie
zapadalności. Podczas gdy w zobowiązaniach pozabudżetowych przyjmuje się a
priori, że przyszłe dochody składkowe będą wystarczające, aby sfinansować
narosłe zobowiązania. Oznacza to, że jeśli godzimy się, aby zobowiązania
pozabudżetowe (emerytalno-zdrowotne) były formą klasycznej piramidy finansowej,
to w wydatkach budżetowych mieszamy wszystkie jego formy, interesując się tylko
tym, aby w sumie nie przekraczać osiąganych dochodów. Błędnie akceptujemy
zachowanie finansów publicznych, co na zasadzie analogii w finansach
przedsiębiorstw polegałoby na bilansowaniu przepływów gotówkowych, gdy po
stronie dochodów byłyby zarówno gotówkowe wpływy ze sprzedaży, jak i dochody ze
zbycia majątku, podczas gdy po stronie wydatków byłyby zarówno gotówkowe koszty,
jak i wydatki inwestycyjne, a w rachunku wyników nie znalazłyby się koszty
amortyzacji. Działalność tak ocenianych firm skończyłaby się dobrze znanym
określeniem "gospodarki rabunkowej". A przecież w ten właśnie sposób oceniamy
działania w zakresie finansów publicznych Polski.
Optymalizacja wydatków
Masową wyprzedaż majątku w procesie prywatyzacji uznaje się za krok niezbędny do
zachowania stabilności finansowej, a cięcia w wydatkach rozwojowych za reformy
bolesne, choć konieczne. Dążąc do zoptymalizowania deficytu budżetowego,
prezydent dbający o przyszłość Polski takiego błędu powinien się wystrzegać i
nie ulegać podobnej argumentacji. Musi inaczej spojrzeć na finanse publiczne,
jak i na poziom deficytu – prezydent powinien zawsze dopytywać się, na co
przeznaczane są wydatki. Nie jest właściwe przekonanie, że wszystkie one
obciążają budżet państwa, gdy jednocześnie zakłada się, że ZUS i NFZ są
instytucjami z założenia zdolnymi w przyszłości do pokrywania wydatków. W
dążeniu do zrównoważenia budżetu należy osobno przyjrzeć się wydatkom o
charakterze wegetatywnym i tym rozwojowym. Gdy inwestycje infrastrukturalne, czy
też inwestycje w wiedzę ludzi są trafione, to przyczyniają się one do
zwiększenia bazy podatkowej i finansują wydatki na nie poniesione łącznie z
kosztami kapitałowymi. Inwestycje infrastrukturalne powiększają możliwość
obniżenia kosztów funkcjonowania gospodarki, mogą przyciągnąć inne inwestycje
oraz wygenerować miejsca pracy. Również inwestycje w wiedzę ludzi –
wykształcenie i szkolenia – trafnie realizowane prowadzą do większej wydajności
pracy. Wpływa to na wyższą wartość dodaną gospodarki, a po opodatkowaniu –
wyższe dochody budżetu. Podnoszenie efektywności administracji, wprawdzie
kosztowne, to efektywnie przeprowadzone może okazać się opłacalne, jeśli
przyciągnie inwestycje oraz zwiększy bazę podatkową. A nieracjonalne
oszczędzanie na administracji może skutkować sytuacjami patologicznymi,
odstraszającymi od podejmowania inicjatyw gospodarczych. Gdy spojrzymy na służbę
zdrowia, to widzimy, że wbrew pozorom segment ten nie jest jednoznacznie
wegetatywny. Służba zdrowia jest kosztem, ale może się okazać, że trafione
nakłady mogą przedłużać okres aktywności zawodowej – a więc i płacenia podatków
– oraz świadczenia usług, które nie są ewidencjonowane, a które zwiększają
dobrobyt społeczeństwa.
Dlatego prezydent powinien wymagać racjonalnego spojrzenia na propozycje
dotyczące ograniczania wydatków publicznych i dążyć do tego, aby wydatki
efektywnie powiększały przyszłą bazę podatkową. Powinien wymagać optymalizacji
wydatków publicznych, a nie tylko ich prostej redukcji. Konieczne jest
rozszerzenie i pogłębienie rachunku optymalizacyjnego na wzór tego, który
stosujemy w finansach przedsiębiorstw, gdzie dokonywane inwestycje nie są
kosztami przedsiębiorstw, ale inwestycjami, które przedsiębiorstwa starają się
tak przeprowadzić, aby przyszłe zyski pokryły ich koszty i umożliwiły ich
spłacenie. Proponowane działania, które penalizują każdy deficyt budżetowy
niezależnie od tego, skąd on pochodzi i jak jest tworzony, są błędne i w
dłuższej perspektywie doprowadzą do zapaści finansów publicznych. Brak
koniecznych wydatków doprowadzi do zmniejszenia bazy podatkowej i w
rzeczywistości spowoduje, że zarówno narosłe olbrzymie zobowiązania
pozabudżetowe, jak i cały system finansów publicznych utworzą piramidę
finansową, która zawali się na przyszłe pokolenia. Obecnie narastają bardzo
szybko zobowiązania, które nie tylko nie są rejestrowane i optymalizowane, ale
za którymi nie idzie poszerzenie bazy podatkowej.
Inwestycja w rodzinę
W przeszłości w Europie mniej rygorystycznie traktowano budżet i wydatkowano na
rodziny. Zostawiano im środki, dzięki którym mogły się rozwijać, a nakładów na
dzieci nie traktowano jedynie jako elementu kosztowego – "generowano" nowych,
dobrze wykształconych podatników, którzy później finansowali zaciągnięte
zobowiązania na rzecz starszego pokolenia. Dzięki wydatkom na inwestycje
obniżano koszty funkcjonowania gospodarki i jednocześnie przyciągano nowych
inwestorów. Zwiększone nakłady na szkolnictwo przyczyniały się do wzrostu
wydajności pracy, następnie generowały podatki, które rosły znacznie szybciej
niż występujące w tym czasie wymagalne zobowiązania. Fundusze na zdrowie
przedłużały aktywność i długość życia ludzi. Obecnie natomiast proponowane
działania opodatkowujące rodziny wielodzietne, oszczędności na wykształceniu
spowodują, że społeczeństwo się zestarzeje i nie będzie osób, które mogłyby w
przyszłości spłacić narosłe zobowiązania. Ponadto oszczędności na inwestycjach
odstraszą inwestorów, nawet jeśli finanse publiczne pozornie będą poprawne. Brak
odpowiednich nakładów na szkolnictwo negatywnie odbije się na wydajności i
innowacyjności pracy, co przyczyni się do tego, że baza podatkowa zmaleje nie
tylko w ujęciu ilościowym, ale i jakościowym. Oszczędności na zdrowiu mogą
doprowadzić do tego, że czas aktywnego działania obywateli się skróci.
Ślepe dążenie do obniżki deficytu bez kontrolowania, w jakim stopniu zaspokajamy
wymagania konieczne do rozwoju gospodarki opartej na wiedzy, doprowadzi do tego,
że Polska stanie się społeczeństwem nie tylko starzejącym się, szybko tracącym
bazę podatkową, ale też słabiej rozwijającym się krajem, odtrącającym tę część
gospodarki, która jest oparta na wykorzystaniu wysokich kwalifikacji. Brak
odpowiednich nakładów i nieefektywna administracja doprowadzi do tego, że młode
pokolenie będzie wypychane do tych państw, w których funkcjonują liczne i
efektywne organizacje gospodarcze, tam, gdzie są generowane miejsca pracy.
Przyczyni się to w konsekwencji do pogorszenia sytuacji finansów publicznych
naszego kraju. Dlatego ważne jest, aby w nadchodzącej debacie szersze spojrzenie
na kwestie finansów publicznych oraz na wydatki publiczne stały się priorytetem
gospodarczym prezydenta, a stanowisko nieracjonalnego fiskalizmu nie znalazło
zrozumienia, i to niezależnie od tego, jakie autorytety by go propagowały.
Dr Cezary Mech
Autor był zastępcą szefa Kancelarii Sejmu, prezesem Urzędu Nadzoru nad
Funduszami Emerytalnymi i podsekretarzem stanu w Ministerstwie Finansów.
