Przegrana Komorowskiego będzie wotum nieufności dla koalicji
Z Jakubem Zielińskim, doktorantem z Instytutu Socjologii UMK w
Toruniu, rozmawia Paweł Tunia
Zaskoczyło Pana sobotnie
wystąpienie Donalda Tuska?
– Po tym wystąpieniu premiera można
dojść do wniosku, że prawdopodobnie sztabowcy PO stwierdzili, iż ich
działania przed pierwszą turą miały niską skuteczność. Dlatego ciężar
krytykowania kandydata Jarosława Kaczyńskiego wziął na siebie premier,
który stosunkowo lepiej niż inni politycy wypada w mediach. Ciekawym
motywem, który pojawił się w wystąpieniu Tuska, było odwołanie się do
zwrotu o „budowaniu na fundamencie kłamstwa”. Wydaje się, że jest to
nawiązanie do jednego z ważnych elementów retoryki stosowanej przez PiS
dotyczącej genezy III RP, gdzie „fundament kłamstwa” pojawia się w
kontekście transformacji ustrojowej. Donald Tusk odwołuje się do tego
pojęcia w kontekście wypowiedzi Jarosława Kaczyńskiego, w której ten
mówi o podziale na Polskę „solidarną” i „liberalną”. Lider PO wskazuje,
że podział ten jest podziałem fałszywym. Charakterystyczne jest, że
Donald Tusk, nawiązując do tych słów, cytuje je niedokładnie, bo mówi,
że Kaczyński wprowadza podział na Polskę „Solidarności i wolności”, tak
jakby premier obawiał się użycia terminu „liberalizm”, który mimo że
jest zbieżny z pojęciem „wolności”, to jednak wywołuje określone
skojarzenia – głównie związane z gospodarką i sferą obyczajową. Po
debacie wokół służby zdrowia Tusk zapewne woli, aby PO była kojarzona z
„wolnością” niż „liberalizmem”. Wydaje się, że to przesunięcie pojęć nie
jest przypadkowe, ale można traktować je jako elementy gry o definicję
przedmiotu sporu.
Wystąpienie Donalda Tuska świadczy chyba
jednak o tym, że PO obawia się o wynik drugiej tury.
–
Przemówienie szefa rządu rzeczywiście nasuwa przypuszczenie, że
Platforma zaczęła się poważnie obawiać o wyborcze losy swojego
kandydata. Donald Tusk mówi, że te wybory będą czasem próby dla
Platformy. Być może jest tak, iż zbliżające się głosowanie traktowane
jest przez PO jako społeczne wotum zaufania dla rządzącej partii i mamy
do czynienia z sytuacją, że na niepewnym finiszu wszyscy politycy tej
formacji włączają się w kampanię.
Po stronie kandydata PO
angażuje się premier i jego ministrowie. Stawiają wszystko na jedną
kartę?
– Premier poszedł bardzo daleko w atakowaniu Jarosława
Kaczyńskiego, co, gdyby Kaczyński wygrał wybory, może utrudnić
współrządzenie. Politycy Platformy w czasie tej kampanii zachowują się
tak, jakby nie przyjmowali do wiadomości, że wkrótce może nastąpić
okres, kiedy trzeba będzie podjąć współpracę ze zwalczanym do tej pory
kandydatem. W tym sensie rzeczywiście wygląda to na postawienie
wszystkiego na jedną kartę.
Reakcję Tuska można uznać za
nerwową?
– Bezpośrednie zaangażowanie się Tuska we wsparcie
kandydata Platformy może przełożyć się na usprawnienie kampanii
Bronisława Komorowskiego. Moim zdaniem, sztabowcy PO nie powtórzą takich
błędów jak przed pierwszą turą. Chodzi między innymi o agresywne
wypowiedzi członków komitetu honorowego kandydata PO pod adresem
Jarosława Kaczyńskiego. Gdyby Kaczyński zareagował na te ataki w sposób
ostry, zapewne byłoby to odebrane jako usprawiedliwienie (mimo że post
factum) słów zwolenników Bronisława Komorowskiego. Wydaje się, że
trafiające w próżnię ataki na prezesa PiS obracają się przeciwko
kandydatowi PO. A o tym, że politycy PO powinni o takich rzeczach
pamiętać, świadczą słowa samego Donalda Tuska, który w sobotnim
wywiadzie wspomina, że o kandydacie świadczą przede wszystkim wypowiedzi
jego zwolenników. Jeśli szef PO mówi takie słowa, to w jakim świetle
stawiają one Bronisława Komorowskiego, który z jednej strony kreuje swój
obraz według zasady o budowaniu zgody, a wspierający go politycy robią
rzeczy, które przeczą temu wizerunkowi.
Dziękuję za rozmowę.
