W Afganistanie wiosło niepotrzebne

Obecnie klęski żywiołowe, jak powodzie i różne katastrofy, np.
ekologiczne, mogą przybierać wielkie rozmiary i powodować konieczność
użycia różnorodnych sił, także wojska. Jednak lepszym rozwiązaniem od
wykorzystywania zawodowych wojskowych jest utworzenie sił terytorialnych
– wojska tańszego, a skutecznego w obronie. Niestety, objęcie urzędu
ministra obrony przez Bogdana Klicha oznaczało kres istnienia resztek
wojsk obrony terytorialnej.

W sytuacjach kryzysowych drogie w
utrzymaniu jednostki wojsk operacyjnych (zmechanizowanych) są
nieprzydatne. Sprawdzają się natomiast w akcji formacje lekkiej piechoty
z wojsk obrony terytorialnej. Siły obrony terytorialnej są niezbędne do
obrony kraju. Terytorium państwa, granice, ważne ośrodki
administracyjne, centra przemysłowe, linie energetyczne i komunikacyjne,
infrastruktura – to wszystko wymaga ochrony. Droga armia zawodowa,
obecnie 100 tys. żołnierzy, nie zapewni całemu państwu ochrony. Takie
wojsko, drogie w utrzymaniu, ponieważ ich wyszkolenie i uzbrojenie
wymaga wielkich nakładów, jest też mało skuteczne w sytuacjach
kryzysowych. Generał Bogusław Pacek ze Sztabu Generalnego Wojska
Polskiego zapewniał telewidzów, że do walki z powodzią wysłano 4 tys.
żołnierzy. W obliczu potrzeb są to siły niewystarczające. Z drugiej
strony jest to chyba granica wydolności obecnych sił zbrojnych RP. Do
akcji można skierować szeregowców i podoficerów, generałów i pułkowników
trudno skierować do dźwigania worków z piaskiem. A mamy w armii trochę
ponad 33 tys. szeregowców. Mimo ogromu zagrożeń wojsko nie było w stanie
wesprzeć jednostek samorządowych i służb cywilnych w walce z powodzią.
Najbardziej
optymalnym wyjściem jest uformowanie wojsk obrony terytorialnej. Obrona
terytorialna z racji związania z miejscem zamieszkania żołnierzy jest
armią obywatelską – można ją użyć do ochrony ludności i wsparcia władz
cywilnych w sytuacjach kryzysowych.
Żołnierze obrony terytorialnej na
co dzień w cywilu w razie potrzeby mogą być wzywani do wykonywania
zadań niemilitarnych przez lokalne władze. W razie kryzysu jednostka
obrony terytorialnej, w której znajdą się mieszkańcy zagrożonego terenu,
podejmuje działania ochronne. Obywatele w mundurach znający teren i
mieszkańców mogą działać skutecznie.
Kiedy w 1997 r. powstawała
Akcja Wyborcza Solidarność, jako jeden z jej organizatorów starałem się
zwracać uwagę na właściwą organizację sił zbrojnych. Stworzyłem zespół
programowy ds. bezpieczeństwa narodowego, który przedstawił propozycję
programu w zakresie obronności Rzeczypospolitej. Władze AWS program
zaakceptowały. Znalazło to odbicie w umowie koalicyjnej tworzącej rząd
AWS z Unią Wolności. Zapisano postulaty „stworzenia sprawnego systemu
obrony terytorialnej” oraz „rozbudowania wojsk obrony terytorialnej”.
Jako
sekretarz stanu i pierwszy zastępca ministra obrony miałem dopilnować,
aby tak się stało. Okazało się, że minister Janusz Onyszkiewicz, polityk
UW, nie rozumie, do czego są potrzebne wojska OT. Trzeba było podjąć
różne nieformalne działania, aby wymóc na nim zgodę na podjęcie tematu. 5
maja 1998 r. minister powołał zespół pod moim kierownictwem do
opracowania koncepcji zadaniowej i strukturalno-organizacyjnej systemu
obrony terytorialnej. Wykonaliśmy szereg ekspertyz i opracowań
studyjnych. W sierpniu zespół przedstawił ministrowi do podpisu
„Koncepcję systemu obrony terytorialnej”. W grudniu 1999 r.
zaprezentowałem zatwierdzoną koncepcję parlamentarnym komisjom obrony,
dołączając do niej propozycje zmian legislacyjnych.
Przewidywaliśmy
realizację koncepcji w czterech etapach; od końca 1999 r. do 2012 roku.
Za kwotę około 710 mln zł w ciągu tych lat miał powstać system obrony
terytorialnej posiadający w skadrowanych jednostkach 10 tys. żołnierzy i
zdolny w razie zagrożenia osiągnąć liczbę 120 tys. ludzi. Czas służby w
OT miał trwać 3 miesiące – w wojskach operacyjnych 12 miesięcy.
Żołnierz OT po odbyciu służby w czasie 10 lat mógł być powołany
ponownie, jednak łączny czas powołań nie mógł przekroczyć 12 miesięcy.
Po wyrzuceniu mnie z MON przez ministra obrony Bronisława Komorowskiego w
lipcu 2001 r. tworzenie „wojska Szeremietiewa” – jak mówili niechętni
OT – zaczęło kuleć. Powstało wprawdzie siedem brygad OT, ale zaczęto
przebąkiwać o ich likwidacji. Doktor Grzegorz Kwaśniak z Akademii Obrony
Narodowej pisał: „Idea wojsk Obrony Terytorialnej w znaczeniu tworzenia
formacji ochotniczej (podobnej do tej, która jest w Wielkiej Brytanii
czy w Stanach Zjednoczonych) upadła wraz z odejściem z MON-u
wiceministra Romualda Szeremietiewa. A te jednostki OT, które obecnie
wchodzą w skład Wojska Polskiego, niczym nie przypominają Obrony
Terytorialnej, jaka istnieje np. w Szwajcarii czy Szwecji (gdzie
istnieje pobór, a 99 proc. męskiej populacji odbywa przeszkolenie
wojskowe, oczywiście w zupełnie innej formie niż w WP). Co więcej,
jednostki te mają być powoli rozwiązywane”.
Rzeczywiście 30 września
2003 r. minister Jerzy Szmajdziński pod pretekstem słabej dyscypliny
rozwiązał 23. Śląską Brygadę OT. Powołano batalion obrony terytorialnej.
Rok później batalion rozformowano, tworząc na jego bazie oddział
specjalny żandarmerii. Kolejną 2. Mińsko-Mazowiecką Brygadę Obrony
Terytorialnej im. gen. dyw. Franciszka Kleeberga zlikwidował minister
Radosław Sikorski. Na bazie brygady został też utworzony oddział
specjalny żandarmerii. Przekształcono w bataliony OT: 1. Gdańską Brygadę
Obrony Terytorialnej im. gen. Józefa Wybickiego, 22. Karpacką Brygadę
Piechoty Górskiej Obrony Terytorialnej, 18. Brygadę Obrony Terytorialnej
im. Marszałka Edwarda Rydza-Śmigłego i 14. Brygadę Obrony Terytorialnej
Ziemi Przemyskiej im. Hetmana Polnego Koronnego Jerzego Sebastiana
Lubomirskiego. W przypadku 14. brygady jej żołnierze już w pierwszym
roku istnienia jednostki brali bezpośredni udział w ratowaniu ludności
cywilnej, podczas powodzi na Podkarpaciu. Brygada regularnie
uczestniczyła też w kierowanych przez wojewodę podkarpackiego wspólnych
ćwiczeniach z Policją Państwową i Państwową Strażą Pożarną.
Objęcie
urzędu ministra obrony przez Bogdana Klicha oznaczało kres istnienia
wojsk obrony terytorialnej. W lipcu 2008 r. bataliony OT zostały
przeformowane w zmechanizowane. Zakończyła żywot ostatnia 3. Zamojska
Brygada OT. W styczniu 2008 r. brygadę przeformowano w batalion OT, a 1
lipca 2008 r. przekształcono w batalion zmechanizowany.
Generał
Sławomir Petelicki w artykule „Polska źle dowodzona” („Rzeczpospolita” z
7 czerwca br.) przedstawia scenę z akcji powodziowej: „…czterech
żołnierzy na łodzi kręci się wkoło, bo każdy wiosłuje w inną stronę, a
mieszkańcy, których mają ratować, krzyczą: 'O rany! Oni nie umieją
wiosłować! Za chwilę rozwalą nam płot!'”. MON tworzy siły przeznaczone
do misji zagranicznych. Żołnierze nie muszą wiedzieć, jak posługiwać się
wiosłami – w Afganistanie wiosłować nie trzeba. Inaczej jest pod
Sandomierzem. Tymczasem kandydat Platformy Obywatelskiej na prezydenta
zamiast koncepcji współpracy między różnymi siłami ratowniczymi
przedstawia nam błyskotliwe stwierdzenia, że skoro rzeka tyle razy
wylewała, to ludzie powinni się do tego przyzwyczaić.

Prof.
Romuald Szeremietiew

drukuj