Akapity dla Chrystusa

Z ks. Rafaelem Higuerasem Álamo, postulatorem procesu beatyfikacyjnego
Manuela Lozano Garrido, rozmawia o. Marek Raczkiewicz CSsR

Bardzo dobrze znał Ksiądz Manuela – przez 9 lat zanosił mu Komunię Świętą i
był przy nim, kiedy umierał. Kim był Manuel Lozano Garrido?

– Urodził się 9 sierpnia 1920 r. w Linares (prowincja Jaén), tam też zmarł 3
listopada 1971 roku. W jego 51-letnim życiu możemy wyróżnić kilka kluczowych
płaszczyzn. Po pierwsze, jako młody człowiek był aktywnym członkiem Akcji
Katolickiej, gorliwym chrześcijaninem, którego życie duchowe opierało się na
głębokiej pobożności eucharystycznej i maryjnej. Po drugie, przez 28 lat był
chory – przy całkowitym i bolesnym paraliżu ciała przez ostatnie 9 lat był
również niewidomy. Po trzecie, pomimo choroby i paraliżu był płodnym pisarzem i
dziennikarzem; człowiekiem, który uczynił z całego swojego życia – także z wózka
inwalidzkiego – źródło radości.

W czym Manuel Lozano Garrido – paralityk przykuty do wózka – może być wzorem
dla katolików? Jakie znaczenie ma jego beatyfikacja, szczególnie w aktualnym
kontekście społecznym?

– Dla chrześcijanina każde życie jest darem Boga, bezcennym i radosnym! Jak
można się zgodzić na to – biorąc pod uwagę tylko kryteria prawa naturalnego – by
decydować o życiu ludzkim w przypadku podejrzenia "deformacji" płodu czy
"bezużyteczności" chorego? Jednocześnie jako chrześcijanie nie jesteśmy
masochistami. Nasza miłość jest radosna – nawet w cierpieniu. Współczesny świat
ma jednak inne wyznaczniki "katalogowania szczęścia", jak np. "mieć". W tym
kontekście Lolo daje nam również przykład, by nie przywiązywać się do dóbr
ziemskich. Sądzę, że obecny czas jest momentem szczególnym, by zastanowić się
nad bogactwem i cudem, jakim jest każde życie, także nienarodzonego,
upośledzonych czy też nieuleczalnie chorego. Potrzebujemy dziś przykładów wiary
– a takim jest życie Lola.

Najbardziej charakterystyczną cechą jego życia była nieustanna i zaraźliwa
radość…

– Powtarzał, że "to, co cechuje chrześcijanina, to radość – nie zaś cierpliwość,
rezygnacja, a nawet dobroć – ponieważ ten, kto znosi cierpienie bez radości, nie
wszedł w pełni w tajemnicę Krzyża", a kto jest "dobroduszny, ale z pogrzebową
miną, ten stara się zrobić z koła czworokąt". W osobie Lola słowa te znalazły
swoją realizację. Jego życie było pieśnią radości. W przesiąkniętym hedonizmem
społeczeństwie, które nie szanuje życia, historia Lola jest lekcją, która
uświadamia nam, że mimo trudów można dziś pełnić Bożą wolę. Lozano Garrido żył
tym przesłaniem bardzo głęboko. Oczywiście, musimy także mówić o jego wielkiej
roztropności, posłudze miłości, nieustannym byciu do dyspozycji dla tych, którzy
go odwiedzali. Ponadto zwraca uwagę jego głęboka pobożność eucharystyczna.
Ogłoszenie go błogosławionym jest wezwaniem do świętości skierowanym do
wszystkich chrześcijan.

Dla Manuela bardzo ważne było jego dziennikarskie powołanie…
– Pisząc o sobie, stwierdzał: "zawód: paralityk". Ale jego zawodem ("zarabiam na
chleb w pocie czoła"), jego ludzkim powołaniem było pisanie i dziennikarstwo. I
wspaniale się z tego wywiązywał, będąc na wózku inwalidzkim! Napisał dziewięć
książek i ponad 200 artykułów prasowych. Za swoją pracę otrzymał wiele nagród.
Był przekonany o potrzebie tworzenia dobrych mediów i całym życiem włączył się w
dzieło "Synaj" – grupę modlącą się w intencji dziennikarzy.
Pamiętam, że Lolo często mówił o swoim dziennikarskim bakcylu. Faktycznie, od
młodości, kiedy był jeszcze zdrowy, używał radia jako środka służącego
apostołowaniu (zachowały się scenariusze z tekstem jego programów radiowych).
Mówił: "Młodzi z Akcji Katolickiej, czyż nie sądzicie, że jeśli w każdej
prowincji lub mieście mielibyśmy mikrofon dla Chrystusa, to byłby to najlepszy i
najodważniejszy z Jego wynalazków?". Założył pobożne dzieło "Synaj" – grupy,
które modliły się i ofiarowywały swoje cierpienia za prasę i dziennikarzy. Dla
dziennikarzy napisał wspaniały "dekalog".

Co Manuel Lozano Garrido mógłby powiedzieć dziennikarzom, szczególnie
katolickim?

– Uważał, że potrzeba wielu Mojżeszów z wzniesionymi do Nieba rękami; pragnął,
aby media służyły szerzeniu prawdy. Jego "dekalog dziennikarzy" to złota reguła
dla wykonujących ten zawód. Widziałem objaśnienia tego tekstu zredagowane przez
jednego z biskupów dla dziennikarzy w swojej diecezji. Uważam, że zbiór norm,
jakie Lolo ofiarowuje dziennikarzom, jest prawdziwym skarbem – odwaga w pisaniu
łączy się w nim z czystością spojrzenia, a profesjonalizm z prostotą.

Dziennikarz powinien pamiętać, że przez swoją pracę służy Bogu i ludziom…
– Mówiąc wprost i bez moralizowania, praca zawodowa dziennikarza powinna być
miłą Bogu, bo dzięki temu będzie pomagać ludziom pojąć powszechną godność dzieci
Bożych. Zarówno tym, którzy zajmują się pracą dziennikarską, jak też i tym,
którzy z niej korzystają, w pełnym szacunku dla osoby ludzkiej i jej pracy. To
poszanowanie osób i zawodów z perspektywy chrześcijańskiej (a jest to
perspektywa wolności i prawdy) przyjmuje, że istnieje różnorodność – prawie
nieskończona – praktycznych sposobów zbliżania się do Boga. Ludzie mediów muszą
rozwijać świadomość osobistą i zdolności zawodowe, które sprawią, że będą
uważani za wiarygodny autorytet w kwestiach, którymi się zajmują. Tacy
dziennikarze powinni z radością odpowiadać na apel Jana Pawła II: "Potrzebni są
głosiciele Ewangelii (…), którzy znaliby dogłębnie serce dzisiejszego
człowieka, brali udział w jego radościach i nadziejach, niepokojach i smutkach,
a jednocześnie byliby kontemplacyjni, zakochani w Bogu. Dlatego potrzebni są
nowi święci". Jest to program na całe życie osobiste i zawodowe, ponieważ nie
można zostawić na boku poznania prawdy o człowieku i jednocześnie brać udział w
społecznym komunikowaniu poprzez media.

Jak przebiegał 14-letni proces beatyfikacyjny Manuela Lozano Garrido?
– W moim niedoświadczeniu, kiedy zaczynaliśmy ten proces, myślałem, że wszystko
skończy się w kilka lat. Teraz, w przeddzień beatyfikacji, pytam się: jak to
możliwe, że trwał on tak krótko… W procesie beatyfikacyjnym, o który
postulowała grupa świeckich, 14 lat to rzeczywiście jak mgnienie oka. Oprócz
procesu dotyczącego życia i heroiczności cnót potrzebny był cud. Za naukowo
niewyjaśnione uznano uzdrowienie za wstawiennictwem Lola 2-letniego dziecka,
dwukrotnie operowanego na wyrostek robaczkowy. Na skutek komplikacji dziecku
groziła śmierć. Rodzina prosiła Lola o wstawiennictwo, a pod poduszkę malca
wsunęła krzyż, który Lolo trzymał w chwili śmierci. Aż 17 lekarzy analizowało
uzdrowienie dziecka – jest czymś wspaniałym móc zobaczyć opinie lekarskie
potwierdzone przez teologów, kardynałów i biskupów.

Bardzo ważne miejsce w życiu Manuela zajmowała Eucharystia…
– Pierwsze ważne wydarzenie eucharystyczne w jego życiu zbiega się z czasem
prześladowania religijnego w Hiszpanii w latach 30. minionego wieku. Lolo miał
wówczas 16 lat. Został wyznaczony przez kapłana z Linares (jedynego, który nie
był w więzieniu) do potajemnego rozdawania Komunii Świętej chorym i innym osobom
pobożnym (zachowane są pudełeczka, których do tego celu używał). Po upływie lat
sparaliżowany i niewidomy Lolo w swoich książkach często będzie wracał pamięcią
do owych chwil. Dla hiszpańskich katolików był to czas katakumb. Ta potajemna
działalność eucharystyczna sprawiła, że Lolo trafił do więzienia. Tutaj spędził
Wielki Czwartek w 1937 roku. Tego dnia otrzymał Najświętszy Sakrament ukryty w
bukiecie kwiatów. Z worków i miotły zrobił w celi ciemnicę, przed którą spędził
na modlitwie całą noc wraz z innymi młodymi osobami, które trafiły do więzienia
za wiarę.

Jak wyglądało życie eucharystyczne sparaliżowanego Manuela Lozano Garrido?

– Niezmiernie wymowny jest fakt, że przez 28 lat, które spędził na wózku
inwalidzkim, codziennie pragnął przyjmować Komunię Świętą. Każdego tygodnia
kapłani z Linares zmieniali się, aby zanieść mu Najświętszy Sakrament.
Świadkowie w procesie beatyfikacyjnym podkreślają, że przed przybyciem kapłana
Lolo bardzo skupiał się na modlitwie, a po przyjęciu Komunii Świętej długo trwał
w modlitewnym skupieniu.

Czy także w jego domu celebrowano Msze Święte?
– Trzeba pamiętać, że choroba Lola przypada na okres poprzedzający Sobór
Watykański II. Normy liturgiczne były inne niż obecnie. Mszę Świętą można było
celebrować w domu, ale po spełnieniu niezbędnych wymogów. Bardzo wymowna jest
historia dotycząca pierwszej Mszy Świętej w jego domu – Lolo poprosił wówczas,
aby pod stołem służącym za ołtarz postawiono maszynę do pisania – "aby w ten
sposób drzewo krzyża wbiło się w klawiaturę i zapuściło w niej korzenie". Lolo
pragnął, aby kapłan celebrował Mszę Świętą w jego domu przynajmniej raz w
miesiącu. Któregoś razu Eucharystię sprawował sam biskup prowincji Jaén. Kiedy
przygotowywał się do niej, Lolo powiedział: "Księże biskupie, to jest
rzeczywiście okrągły stół z Bogiem" – taki też tytuł nosi jedna z jego książek.

Jak Manuel Lozano Garrido przeżywał Mszę Świętą?
– Jedną z Mszy św. w jego domu celebrował José Luis Martín Descalzo, kapłan i
znany dziennikarz, przyjaciel Lola. Po jego śmierci ks. Martín Descalzo napisał
artykuł pt. "Msza w domu Manuela", w którym zauważał: "Odpowiadał na moje słowa
z radością seminarzysty. (…) Pomyślałem, że na tej Mszy św. były dwie ofiary –
Ofiara Chrystusa w Chlebie, który właśnie konsekrowałem; i była także ofiara
Manuela w ciele naznaczonym przez 30 lat cierpienia". My wszyscy, którzy
znaliśmy i byliśmy z Lolem, możemy o tym zaświadczyć. Kiedy Lolo mieszkał
naprzeciw parafii Matki Bożej, z balkonu widział tabernakulum w kościele i
często przerywał pracę, aby "napisać mały akapit z Panem".

Czy w jego pismach widać tę eucharystyczną pobożność?
– Oczywiście. Pamiętam choćby tekst "Modlitwa dwunastu przed kawałkiem Chleba",
w którym Lolo w usta każdego z apostołów wkłada modlitwę "W noc pierwszego
Wielkiego Czwartku". Przede wszystkim należy jednak podkreślić sposób, w jaki
Lolo przeżywał swoją chorobę, zakorzeniając całe życie w pobożności
eucharystycznej. Ta właśnie pobożność sprawiła, że poprosił swoją siostrę –
jakby w testamencie – aby tuż po jego śmierci odprawić Mszę św. w intencji jego
duszy. I tak też się stało.

Dziękuję za rozmowę.

drukuj