Klich woli rozmawiać o talibach, niż pytać o Smoleńsk

Minister obrony Bogdan
Klich miał świetną okazję do poruszenia na forum międzynarodowym
problemu katastrofy polskiego samolotu rządowego pod Smoleńskiem, która
bezpośrednio wiąże się z bezpieczeństwem NATO. W Brukseli zakończyło się
wczoraj dwudniowe posiedzenie ministrów obrony państw Paktu. Polska
delegacja ograniczyła się jedynie do odsłonięcia w Kwaterze Głównej NATO
portretu gen. Franciszka Gągora, szefa Sztabu Generalnego. To za mało –
mówi były dowódca jednostki specjalnej GROM gen. Roman Polko.

Jak
zauważa w rozmowie z „Naszym Dziennikiem” gen. Roman Polko, uczczenie
pamięci zmarłych tragicznie to jest jedna sprawa, zaś wyjaśnienie
przyczyn katastrofy – druga. – Generał Gągor był znany na całym świecie
jako wybitna osoba z kręgów NATO i dobrze, że został uhonorowany.
Natomiast nie rozumiem, dlaczego przy okazji tego posiedzenia nie
została podjęta także kwestia samej katastrofy i trwającego śledztwa –
podkreśla. Jego zdaniem, to duży błąd „chociażby z tego względu, że
zginęła cała generalicja państwa NATO”.
Faktem, że Klich nie
skorzystał z okazji, by na forum NATO podjąć kwestię współpracy w tej
sprawie, zdziwiony jest także poseł Antoni Macierewicz (PiS),
wiceminister obrony w rządzie Jarosława Kaczyńskiego. – Bardzo dobrze
się stało i jesteśmy wdzięczni, że pamięta się o polskim szefie Sztabu
Generalnego WP, który zginął pod Smoleńskiem. Cieszę sie, że w Kwaterze
Głównej pamiętano o gen. Gągorze i że uczczono go w ten sposób. Ale
rzeczywista pamięć i faktyczne zrozumienie tego, co się zdarzyło,
powinny być związane zwłaszcza z decyzjami organizacyjnymi, militarnymi i
politycznymi. Z decyzjami, jakie NATO powinno podjąć przede wszystkim w
celu wzmocnienia integracji Europy Środkowej z Sojuszem i umocnienia
jej bezpieczeństwa w obliczu ewentualnych zagrożeń – podkreśla
Macierewicz w rozmowie z „Naszym Dziennikiem”. Dodaje, że w kwestii
wzmocnienia tego bezpieczeństwa powinno się obecnie zwrócić uwagę na to,
co często na posiedzeniach NATO-wskich nazywane jest „cywilnym wymiarem
bezpieczeństwa”, a pod którym to pojęciem rozumie się dokładną analizę i
zdiagnozowanie samego przebiegu tej katastrofy w celu wypracowania
niezbędnych środków ostrożności.
Jak bowiem wyjaśnia gen. Polko, w
trakcie katastrofy, która wydarzyła się nie gdzie indziej, jak na
terenie Rosji, mogły „zaginąć lub też dostać się w niepowołane ręce
tajne informacje”, które mogą zaważyć na bezpieczeństwie wielu krajów. –
Z rozmów, które do tego czasu prowadziłem, wnioskuję, że kwestia ta
wywołuje zaniepokojenie u naszych sojuszników – podkreśla Polko. Nic
dziwnego, ponieważ na pokładzie mogły się znajdować dokumenty istotne
zarówno dla bezpieczeństwa Polski, jak i całego NATO. – Tak naprawdę to
my nie wiemy dokładnie, co znajdowało się na pokładzie rozbitego
samolotu. Stwierdzenia ministra Klicha, że nie było w samolocie
dokumentów niejawnych, opiera się – jak rozumiem – jedynie na tym, że
strona rosyjska nie przekazała nam żadnych tego typu dokumentów –
zauważa generał. – Jest to więc jedynie daleko idąca wiara. Zwłaszcza w
kontekście tego, że na miejscu zdarzenia były przypadkowe osoby. Ale
również z tego powodu, że rosyjskie służby są na tyle „profesjonalne”,
że nie kierują się emocjami, tylko przy każdej sposobności realizują
swoją pracę. I nawet trudno jest mieć do nich o to pretensje. Dane,
które musieliby zbierać latami, dosłownie spadły im z nieba – dodaje
nasz rozmówca.
– Od samego początku powinniśmy dążyć do tego, aby to
śledztwo było prowadzone wspólnie, także z udziałem NATO jako gwaranta
jego obiektywnego prowadzenia – podkreśla gen. Polko. Przypomina, że
NATO proponowało Polsce taką pomoc. – Z tej pomocy trzeba nam było
bezwzględnie skorzystać – dodaje. – Zupełnie tego nie rozumiem. Zamiast
sensownego i rozsądnego działania, którego należałoby oczekiwać,
mieliśmy festiwal różnego rodzaju zapewnień o tym, że na pewno będzie to
świetnie przeprowadzone śledztwo i że teren katastrofy jest doskonale
zabezpieczony – mówi gen. Polko. Zauważa, że podnoszenie konieczności
objęcia dochodzenia w sprawie wypadku specjalnym nadzorem uznano za
przejaw rusofobii. A przecież zginęli w niej nie tylko prezydent, ale i
najważniejsi dowódcy w państwie. – Przecież chodziło im jedynie o to,
żeby nasz kraj – jako ten, którego prezydent zginął, wziął
odpowiedzialność za prowadzenie tego śledztwa również na siebie, zamiast
oczekiwać, że ktoś zrobi to za nas – dodaje Polko. Zarówno Polko, jak i
Macierewicz podkreślają, że kwestia ta leżała w gestii premiera Donalda
Tuska. – Od samego początku nasi zachodni sojusznicy oczekiwali, że
oficjalne organa państwa polskiego zwrócą się z prośbą o
zainteresowanie, pomoc, ewentualne współdziałanie w analizie i wysłanie
swoich ekspertów lub też o stworzenie wspólnej komisji badającej te
sprawy. Nic takiego nie nastąpiło – zauważa poseł Macierewicz. Nasz
rząd, mimo że od początku nie radzi sobie z tą sprawą – podobnie zresztą
jak sama Rosja – nie poprosił o pomoc żadnego z sojuszników. – Wiem na
pewno, że z takimi prośbami nie zwrócono się ani do Stanów
Zjednoczonych, ani do Kwatery Głównej NATO, ani też do poszczególnych
państw Sojuszu. Dlatego niestety trzeba wskazać, że to stanowisko rządu
Donalda Tuska bardzo wiąże ręce naszym zachodnim sojusznikom i utrudnia
zanalizowanie i spożytkowanie wyników tego, co się wydarzyło, dla
wspólnego dobra i wspólnej obrony wobec przyszłych zagrożeń – podkreśla
Macierewicz. Generał Polko wyjaśnia także, że pozostawienie tej sprawy
na wyłączność Rosji będzie jedynie multiplikacją kolejnych spekulacji i
pytań. – A pewnych rzeczy już nie da się cofnąć – zauważa.

Marta
Ziarnik

drukuj