Wziął narzędzia Boże i nimi zwyciężył

Z ks. Stanisławem Małkowskim, legendarnym kapelanem „Solidarności”,
przyjacielem
i współpracownikiem ks. Jerzego Popiełuszki, rozmawia Adam Kruczek

Ksiądz
Jerzy Popiełuszko nazywany jest przez Księdza „Bożym prorokiem czasu
'Solidarności’, stanu wojennego”. To piękne, poruszające określenie.


Ksiądz Jerzy ukazał religijny wymiar „Solidarności” i jej odniesienie
do Chrystusa, Matki Najświętszej i Kościoła. Właśnie dzięki temu był
proszony o posługę wśród uczestników strajków – najpierw w Hucie
„Warszawa”, a później w innych zakładach, aż po strajk w Wyższej
Oficerskiej Szkole Pożarnictwa. Jego wejście do „Solidarności”, a
wcześniej – do świata pracy, od początku było wejściem kapłana
głoszącego religijny i moralny wymiar solidarności przekraczającej formy
jedynie związku zawodowego. Tego się zawsze trzymał. Jest szereg Jego
wypowiedzi na temat solidarności, czy to Jego własnych, czy w formie
przytaczanych przez niego cytatów z wypowiedzi Prymasa Tysiąclecia Sługi
Bożego ks. kard. Stefana Wyszyńskiego lub Ojca Świętego Jana Pawła II, w
których solidarność traktowana jest jako budzenie sumień, ducha Narodu,
tworzenie wspólnoty, i to nie tylko międzyludzkiej, ale Bożo-ludzkiej.
Ksiądz Jerzy mówił o solidarności serc wyraźnie w odniesieniu do Boga,
do Serca Bożego, Niepokalanego Serca Maryi. On się wypowiadał nie jako
polityk, działacz związkowy, ale jako kapłan. Stał się kapelanem
„Solidarności”, nie zdradzając swojego kapłaństwa, wręcz przeciwnie. I
dlatego uzyskał taki odzew.

Oddziaływanie Księdza Jerzego
nasiliło się i szczególnie drażniło władze komunistyczne w czasie stanu
wojennego.

– Dlatego, że Ksiądz Jerzy wyraźnie widział i głosił
taką duchową, moralną opozycję: z jednej strony „Solidarność”, a z
drugiej – stan wojenny. Stan wojenny niszczy, a „Solidarność” buduje.
Stan wojenny rozbija wspólnotę, a „Solidarność” ją tworzy. Stan wojenny
poniża człowieka, odbiera ludziom wolność, godność, nawet życie, bo
stosuje metody więzienia, bicia, zabijania. „Solidarność” zaś wyraża
troskę o życie każdego człowieka. Stan wojenny niszczy dobro wspólne –
solidarność je tworzy. W oparciu o tę opozycję rozumianą religijnie i
moralnie tworzone były Jego kazania zawsze odnoszone do Boga, do
Chrystusa, do Kościoła, do Matki Najświętszej, wsparte Mszą Świętą za
Ojczyznę. On jako narzędzie walki o Prawdę, o Polskę, w obronie Kościoła
wziął Eucharystię – Ofiarę Chrystusa, krzyż, różaniec, a więc wziął
narzędzia Boże, nimi walczył. I okazuje się – nimi także zwyciężył.

Był
Ksiądz przyjacielem, bliskim współpracownikiem Księdza Jerzego,
kapelanem „Solidarności”, który na nieformalnej liście niepokornych
kapłanów przeznaczonych do fizycznej eliminacji przez komunistów
zajmował pierwsze miejsce. Jak Ksiądz przyjął decyzję o beatyfikacji
Księdza Jerzego?

– Z wielką wdzięcznością dla Chrystusa,
Kościoła, Ojca Świętego, a także z ulgą, że wszelkie opory, jakie
istniały początkowo, zostały przezwyciężone. Niektórzy oceniali Księdza
Jerzego jako działacza „Solidarności”, jako mieszającego się
niepotrzebnie do polityki kapłana, wręcz jako człowieka szukającego
własnej chwały. Te wątpliwości zostały pokonane pod natchnieniem Ducha
Świętego, dzięki jednoznacznej, czystej postawie Jana Pawła II, który od
początku widział Księdza Jerzego jako Męczennika. I podobnie odczuwał
to lud Boży, zwłaszcza ci, którzy gromadzili się w parafii św.
Stanisława Kostki. Widziałem to, bo z wieloma osobami rozmawiałem,
modliliśmy się wspólnie, żeby proces beatyfikacyjny w swoim czasie był
wszczęty.

Jak ocenia Ksiądz znaczenie tej beatyfikacji dla
dzisiejszej Polski?

– Jest ono wielkie. Solidarność szeroko
rozumiana jest dla nas wciąż zadaniem takim, jak przed 25 laty, a zatem
ocalenia Polski jako Narodu, kultury, ducha, wiary i państwa. Stan
wojenny jako ogół działań przeciwko Polsce trwa. Dlatego tak ważne jest
rozróżnienie między solidarnością a stanem wojennym, ścisłe rozróżnienie
dobra i zła, prawdy i kłamstwa, życia i śmierci, miłości i nienawiści,
które jest obecne w Piśmie Świętym, w nauce Kościoła, obecne w nauczaniu
Księdza Jerzego, a dzisiaj jest często zamazywane, wręcz zakłamywane.
Obecnie
wychodzimy z tej zapaści, która w pewnym sensie jest zapaścią
semantyczną, kiedy słowa tracą swoje znaczenie, a nieraz przybierają
znaczenie odwrotne. To, co jest miłością, nazywa się nienawiścią, a to,
co jest nienawiścią, określa się jako miłość. Tolerancja nabrała
zupełnie innego znaczenia i w tej chwili jest rozumiana jako promocja
kłamstwa, zła i represjonowanie prawdy, dobra. Tak opacznie rozumiana
solidarność, w duchu poprawności politycznej, tworzy ideologię, która
jest swoistą kontynuacją ideologii komunistycznej, choć w nieco
zmienionej formie, utrzymuje te same pogańskie zasady, kłamstwo jest to
samo. Mam nadzieję, że idea prawdziwej „Solidarności” na swój sposób się
odrodziła w związku ze śmiercią ofiar „drugiego Katynia”. Pojawiają się
pytania, czy to odrodzenie „Solidarności” – takie spontaniczne, jak to
zaprezentowane np. w filmie „Solidarni 2010” – przełoży się na decyzje,
wybory, na myślenie i czy będzie długotrwałe czy krótkie.

Dziękuję
za rozmowę.

drukuj