Amikoszoneria męczenników z oprawcami
W najbliższą niedzielę odbędą się w Warszawie uroczystości związane
z beatyfikacją ks. Jerzego Popiełuszki. Był on kapelanem związkowców z Huty
"Warszawa", ale prawdziwy rozgłos przyniosły mu dopiero jego kazania
głoszone podczas Mszy św. za Ojczyznę w stanie wojennym. Z jednej strony
otaczały go podziw i miłość słuchaczy, którym dodawał otuchy i utwierdzał
ich w oporze przeciwko spsieniu i złajdaczeniu, a z drugiej – rosnąca irytacja
i wreszcie nienawiść ze strony komunistów, którzy w końcu postanowili go
zamordować. Przez wyreżyserowany przez razwiedkę dyrygującą niezawisłymi sędziami
proces oficerów SB: Piotrowskiego, Chmielewskiego i Pękali, komuna usiłowała
narzucić opinii publicznej wersję, jakoby morderstwo ks. Popiełuszki było
nie tylko efektem samowolki sfanatyzowanych ubeków, ale nawet w jakiś
tajemniczy sposób skierowane przeciwko wojskowej razwiedce, a konkretnie –
przeciwko najszczerszym Polakom i patriotom – generałom Jaruzelskiemu i
Kiszczakowi. I ciekawa rzecz – mimo sławnej transformacji ustrojowej i
podejmowanych prób wyjaśnienia okoliczności śmierci ks. Popiełuszki, nikomu
nie udało się podważyć wersji spreparowanej i zatwierdzonej przez razwiedkę.
Jest to znakomita ilustracja niedomówień i kłamstw, które od prawie 30 lat,
to znaczy od wprowadzenia przez razwiedkę stanu wojennego, zatruwają i
deprawują nasze społeczeństwo.
Beatyfikacja jest następstwem uznania, że wyróżniony w ten sposób człowiek
praktykował chrześcijańskie cnoty w stopniu heroicznym. Dlatego właśnie
jest błogosławiony, czyli – jak tłumaczy to język francuski – bardzo szczęśliwy.
Najwyższym stopniem tego heroizmu jest męczeństwo – a więc oddanie życia za
wierność wierze i przekonaniom. Ksiądz Jerzy Popiełuszko jest męczennikiem,
bo został zamordowany właśnie z powodu przekonań, które nie tylko sam żywił,
ale również tak sugestywnie głosił. I chociaż niewątpliwie jest dziś
bardzo szczęśliwy, to nie można wykluczyć, że byłby jeszcze szczęśliwszy,
gdyby podobny heroizm w praktykowaniu cnót chrześcijańskich upowszechnił się
u nas trochę bardziej – zwłaszcza w środowiskach pretendujących do moralnego
przewodzenia naszemu Narodowi. Niestety, na to się chyba nie zanosi, m.in.
dlatego że za parawanem chrześcijaństwa, szaloną konkietę robi u nas kult
bożka o imieniu Święty Spokój. Ten kult ma swoje, odmienne od chrześcijańskich
ideały, wśród których najwyższy rangą jest chyba Kompromis, rywalizujący
o palmę pierwszeństwa ze Zgodą. Czciciele Świętego Spokoju są rzecznikami
Zgody Wszystkich ze Wszystkimi i Przebaczania bez Skruchy, czyli swego rodzaju
amikoszonerii – również męczenników z oprawcami. W takiej sytuacji wszystkie
postawy stają się podobne; męczeństwo podlega inflacji i przestaje być
takie imponujące, zaś amikoszoneria z mordercami sprawia, że nawet samo
morderstwo zaczyna wyglądać poczciwie, i przestaje budzić odrazę. W
rezultacie jedyną naprawdę ważną sprawą staje się to, by przyjemnie wypić
i smacznie zakąsić, nie narażając się na objawy niestrawności. Oczywiście
ta tolerancja nie obejmuje wszystkich, co to to nie. Wyjęci są spod niej
wszyscy niechętni kompromisom oraz maniacy prawdy i sprawiedliwości. Niemal
powszechna zgoda na spreparowaną i zatwierdzoną przez razwiedkę wersję
uprowadzenia i śmierci ks. Jerzego i nie tylko zaniechanie, ale nawet piętnowanie
wszelkich prób poznania prawdy znakomicie to potwierdza.
W tej atmosferze nietrudno o nadanie rozbrajającego charakteru również
przewodniemu motywowi kazań ks. Jerzego Popiełuszki: "zło dobrem zwyciężaj".
Jakże łatwe, a zwłaszcza pociągające może być utożsamienie
"dobra" z kompromisem i amikoszonerią. Nie ma już wówczas wrogów,
a że trochę cierpi na tym prawda? No cóż, nie ma rzeczy doskonałych, a poza
tym – nic tak nie gorszy jak prawda, a powinniśmy za wszelką cenę unikać
zgorszenia. Tymczasem ks. Jerzy Popiełuszko nie głosił kompromisu ani tym
bardziej amikoszonerii, ale zwycięstwo. A zwycięstwo nie polega przecież na
kompromisie z wrogiem, tylko na unicestwieniu go, a przynajmniej – na
doprowadzeniu do stanu bezbronności. Co tu dużo mówić: szalenie kłopotliwa
ta beatyfikacja.
Stanisław Michalkiewicz
