Wersja numer jeden to za mało

Z mecenasem Rafałem Rogalskim, pełnomocnikiem rodzin ofiar katastrofy,
rozmawia Zenon Baranowski

Po ujawnieniu stenogramów z czarnych skrzynek więcej wiemy o okolicznościach
katastrofy czy wręcz przeciwnie?

– Po przeanalizowaniu całokształtu stenogramu, który został ujawniony,
powstaje rzeczywiście dużo pytań. Trudno jest na nie odpowiedzieć, bazując
na posiadanej wiedzy z materiału dowodowego, ale także na tych faktach, które
dotychczas się pojawiały odnośnie do katastrofy. Właściwie to treść
ujawnionego stenogramu rodzi bardzo wiele wątpliwości, a nadto w wielu
miejscach jest on sprzeczny z przyjmowanym dotychczas przebiegiem podejścia do
lądowania i samego momentu katastrofy. To wymaga właściwego wyjaśnienia. Z
pewnością stenogramu nie można czytać wprost. To jest zdecydowanie bardziej
skomplikowany zabieg. Konieczne będzie więc przeprowadzenie szeregu czynności
procesowych oraz uzyskanie kompleksowego materiału dowodowego od rosyjskiej
prokuratury. Nie wiem, czy do końca możemy uznać ten stenogram za wiarygodny,
a to z tego względu, że jest tam wyraźnie napisane: "wersja nr 1",
co sugeruje, iż nie jest to wersja ostateczna. Należy tutaj zadać pytanie
metodologiczno-śledcze, czy z pewnością jest to ostateczna wersja tego
stenogramu, przynajmniej wykonana przez stronę rosyjską. Mam wrażenie, że
ujawnienie treści stenogramów jeszcze bardziej skomplikowało ustalenie
przyczyn katastrofy.

Jeden z pilotów, który przesłuchiwał czarne skrzynki, stwierdził, że
nie ma jego podpisu pod stenogramem…

– To kolejna kwestia. Brak jego podpisu. Zarówno mnie, jak i prokuraturę
interesowałyby przede wszystkim oryginały zapisów rejestratorów albo też
takie kopie, które nie budziłyby najmniejszych wątpliwości, że są one
wiernym odzwierciedleniem oryginału. Uważam, że te kwestie formalne, który
się pojawiły – iż jest to wersja nr 1, brak podpisu pilota biorącego udział
przy sporządzaniu stenogramu, powinny być rozstrzygnięte. Rodzą one wątpliwości
co do pełnej wiarygodności tych stenogramów.

W końcu 20 proc. nagrania w tym stenogramie nie jest odczytane…
– Innymi słowy, należy te wszystkie okoliczności zbadać. Ustalić wiarygodność
i nagrań, i stenogramu. Ustalić ostateczną wersję stenogramu. Następnie
powiązać jego treść z parametrami lotu oraz całokształtem pozostałego, już
zgromadzonego w sprawie materiału dowodowego i tych dowodów, które będą
uzyskane w przyszłości.

Eksperci wskazują, że stenogram pokazuje wiedzę jednostronnie i należy go
dopasować do drugiej czarnej skrzynki, która pokazuje parametry lotu…

– Zgadzam się z opinią, że ujawnienie samego stenogramu, bez wiedzy o
parametrach lotu, powoduje bardzo duże zamieszanie. I ten cel, który niejako
miał zostać osiągnięty, czyli uspokojenie społeczeństwa, moim zdaniem nie
został osiągnięty, ponieważ pojawiło się bardzo wiele wątpliwości co do
tych treści, które zostały ujawnione. Uważam, że błędem było, iż to nie
prokuratura zadecydowała o ujawnieniu, a Rada Bezpieczeństwa Narodowego żadnych
kompetencji prawnych w tym względzie przecież nie ma. To prokuratura powinna
ocenić ten stenogram i zdecydować o zakresie ujawnienia, biorąc za podstawę
dobro śledztwa. Przed ujawnieniem pierwsze osoby, które powinny się z tymi
zapisami zapoznać, to rodziny ofiar, a dopiero później społeczeństwo.
Szkoda, że najwyższe organy państwa polskiego nie pomyślały o tym jakże ważnym
geście. To się rodzinom należało. Mam natomiast wrażenie, że ujawnienie
samego stenogramu spowodowało tak naprawdę dezinformację.

Na przykład media rosyjskie, interpretując pojawiające się w stenogramie
zapisy, opowiadają się za tezą o naciskach na załogę samego wręcz
prezydenta. Nawet rzecznik rządu Paweł Graś sugeruje istnienie jakiejś
presji na załogę…

– Tego typu oceny, w tak szeroki i zarazem krzywdzący sposób interpretujące
zapisy ze stenogramu, nie są właściwe. Twierdzenia, że jakikolwiek wpływ na
pilotów miał prezydent RP, uważam za zdecydowane nadużycie. Zapis
stenogramu, jeżeli jest on w ogóle wiarygodny, że "jeszcze prezydent nie
zdecydował", można interpretować w różny sposób. Po pierwsze, iż nie
zdecydował, czy lądujemy, po drugie, nie zdecydował, czy skierujemy się na
lotnisko zapasowe, po trzecie, nie zdecydował, czy wracamy do Warszawy, po
czwarte, nie zdecydował, czy samolot ma krążyć wokół lotniska, czekając
na polepszenie pogody. Interpretacja w tę stronę, że prezydent wywierał
jakiekolwiek naciski na podstawie stwierdzenia jakiejś osoby, która
wypowiedziała to zdanie, jest niewłaściwa, nierzetelna i pochopna. W
stenogramach nie ma głosu Lecha Kaczyńskiego. Na teraz nie ma na ten temat żadnej
informacji. Trzeba zauważyć, że jeśli byłby jakikolwiek nacisk, to piloci
rozmawialiby o tym między sobą, a tego w stenogramach nie ma. Z całą pewnością
twierdzenie, że prezydent Lech Kaczyński przyczynił się w jakiś sposób do
katastrofy, w oparciu o ten materiał jest zdecydowanie pochopne. I w jakimś
stopniu świadczące o złej woli osób formułujących takie tezy. Należy również
zauważyć, że dochodzi do pomijania roli rosyjskich kontrolerów. Ze stenogramów
zdaje się wynikać, że stosowne komendy kontrolerów mogące uratować samolot
wydali oni polskim pilotom zbyt późno. Właściwie prawie do samego końca
upewniali ich o właściwym torze lotu. Jednakże wskazane okoliczności wymagają
również wyjaśnienia.

Kopie rejestratorów trafiły już do prokuratury…
– W tym momencie prokuratura na pewno będzie badała wiarygodność kopii, będzie
sporządzała własne stenogramy. Zobaczymy, czy pokryją się one z rosyjskimi.
Poza tym bardzo by nas interesowało, zarówno prokuraturę, jak i mnie osobiście,
aby przynajmniej wypożyczono stronie polskiej oryginały rejestratorów. Poza
tym jest wiele innych czynności, które trzeba wykonać. Wciąż czekamy na
materiał dowodowy z prokuratury rosyjskiej. Stenogramy spowodowały bardzo dużo
znaków zapytania, których wyjaśnienie będzie konieczne.

Dziękuję za rozmowę

drukuj